Siema, siema :*
Jak wiecie Jade ma dzisiaj urodzinki więc podam wam jej Ask'a, piszcie jej urodzinowe życzenia: http://ask.fm/AskToJadeAmeliaBadwi
Kocham Was!! <3 !
/ Jade
piątek, 26 grudnia 2014
czwartek, 18 grudnia 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 13
Weszliśmy do eleganckiej restauracji. Wszędzie były powieszone ozdoby. Rozglądałam się po knajpie. Ujrzałam moich rodziców siedzących obok pewnej pary, podejrzewam, że byli to rodzice Conora. Nie byli zachwyceni moim widokiem, zwłaszcza tata.
- Nie mówiłeś, że moi rodzice też tu będą. - powiedziałam do niego trzymając go za rękę.
- Wyluzuj - puścił mi oczko.
Puścił moją rękę i szedł w kierunku stołu, przy którym siedzieli nasi rodzice. Westchnęłam, ale natychmiast ruszyłam jego śladem.
Conor odsunął mi krzesło obok siebie. Usiadłam. Usiadł obok mnie.
- Dzień dobry Państwu. - przedstawiłam się rodzicom Conora. Wstałam i podałam im moją prawą dłoń. Najpierw jego mamie, a później jego tacie. - Leigh-Anne Pinnock.
- Isabella Collins. Miło mi panią poznać. - również podała mi rękę, wstając. Usiadła. - A to jest mój mąż, Mike Collins.
- Mi również jest bardzo miło Cię poznać. - puścił mi oczko. Nie wiedziałam, za bardzo, o co chodzi, dlatego zrobiłam minę zdziwienia, a on się zaśmiał. W tym czasie Conor zapoznał się z moimi rodzicami.
Do końca obiadu nie wiedziałam, o co chodzi ... Pan Collins cały czas się do mnie uśmiechał, patrzył na mnie, puszczał mi oczka ... Jego żona cały wieczór była smutna, myślę, zę to właśnie z tego powodu. Jak tylko wyszliśmy zapytałam się Conora, czy z jego tatą jest wszystko w porządku.
- Tak, dlaczego myślisz, że nie jest? To naprawdę porządny facet... - odpowiedział...
Głupia byłam, i mu uwierzyłam ... to był najgorszy błąd jaki mogłam popełnić w życiu...
________________________________________________________________________________
Ho Ho Ho ... Siemano Mordki ... Już święta... Więc po pierwsze chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze ... Zdrówka, szczęścia, i miłości i w ogóle wszystkiego co najlepsze... Znowu was przepraszam, że długo nie dodawałam tych imaginów i wgl. Ale rozumiecie? Szkoła, nauka, szkoła ... Ale teraz przerwa świąteczna, więc postaram się napisać coś więcej... Wesołych Świąt Jeszcze Raz Kochani...
/ Leigh x
Weszliśmy do eleganckiej restauracji. Wszędzie były powieszone ozdoby. Rozglądałam się po knajpie. Ujrzałam moich rodziców siedzących obok pewnej pary, podejrzewam, że byli to rodzice Conora. Nie byli zachwyceni moim widokiem, zwłaszcza tata.
- Nie mówiłeś, że moi rodzice też tu będą. - powiedziałam do niego trzymając go za rękę.
- Wyluzuj - puścił mi oczko.
Puścił moją rękę i szedł w kierunku stołu, przy którym siedzieli nasi rodzice. Westchnęłam, ale natychmiast ruszyłam jego śladem.
Conor odsunął mi krzesło obok siebie. Usiadłam. Usiadł obok mnie.
- Dzień dobry Państwu. - przedstawiłam się rodzicom Conora. Wstałam i podałam im moją prawą dłoń. Najpierw jego mamie, a później jego tacie. - Leigh-Anne Pinnock.
- Isabella Collins. Miło mi panią poznać. - również podała mi rękę, wstając. Usiadła. - A to jest mój mąż, Mike Collins.
- Mi również jest bardzo miło Cię poznać. - puścił mi oczko. Nie wiedziałam, za bardzo, o co chodzi, dlatego zrobiłam minę zdziwienia, a on się zaśmiał. W tym czasie Conor zapoznał się z moimi rodzicami.
Do końca obiadu nie wiedziałam, o co chodzi ... Pan Collins cały czas się do mnie uśmiechał, patrzył na mnie, puszczał mi oczka ... Jego żona cały wieczór była smutna, myślę, zę to właśnie z tego powodu. Jak tylko wyszliśmy zapytałam się Conora, czy z jego tatą jest wszystko w porządku.
- Tak, dlaczego myślisz, że nie jest? To naprawdę porządny facet... - odpowiedział...
Głupia byłam, i mu uwierzyłam ... to był najgorszy błąd jaki mogłam popełnić w życiu...
________________________________________________________________________________
Ho Ho Ho ... Siemano Mordki ... Już święta... Więc po pierwsze chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze ... Zdrówka, szczęścia, i miłości i w ogóle wszystkiego co najlepsze... Znowu was przepraszam, że długo nie dodawałam tych imaginów i wgl. Ale rozumiecie? Szkoła, nauka, szkoła ... Ale teraz przerwa świąteczna, więc postaram się napisać coś więcej... Wesołych Świąt Jeszcze Raz Kochani...
/ Leigh x
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Imagin o Leigh-Anne.
Rozdział 12
Wstałam gdzieś tak o 10.30. Conor krzątał się po kuchni w bardzo ładnym ubraniu. Usiadłam na kanapie i ziewnęłam wyciągając w górę ręce. Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Dzień dobry, Kochanie - uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaspana.
- Jak ci minęła noc?
- Moze byc, ale tata o siodmej rano przyszedl i chcial cie poznac.
- No to super - odpowiedzial z usmeichem na twarzy. Spojrzalam na niego niedowierzajaco.
- Wcale nie super. Skad on wie, ze jestes ze mna?
- No nie wiem, kazdy mogl mu to powiedziec.
- Tak, ale ja mysle ze to Jordan. Z reszta oboje wiemy, ze to on.
Polozylam sie i zamknelam oczy.
- Wstawaj! - krzyknal - Zrobilem ci sniadanie, ale jedz je szybko, bo o 14.00 idziemy do restauracji.
- Dobrze. A co na sniadanie?
- Zrobilem ci tosty.
- Dziekuje. A po co idziemy do restauracji i do jakiej.
- Do pobliskiej na obiad.
Szybko wstalam, zjadlam sniadanie i poszlam na gore do mojego pokoju. Zobaczylam przesliczna sukienke lezaca na moim lozku. Bylam taka zachwycona ze zaniemowilam z wrazenia.
- Podoba ci sie? - spytal glos za moimi plecami. Stal tam Conor.
- Jest przesliczna. - rzucilam mu sie na szyje. - Dziekuje, ale po co?
- Bo idziemy na obiad, który zjemy razem z moimi rodzicami.
- Jest przepiekna, jeszcze raz dziekuje. - pocalowalam go.
- Nie dziekuj mi, tylko idz sie w nia ubierz.
- Dobrze. - powiedzialam z usmeichem na twarzy.
Poszlam do lazienki i ubralam sie w sukienke, ktora dostalam od Conora, konkretniej w nia:
i poprawiłam makijaż. Kiedy wyszliśmy z domu byłam bardzo zestresowana, ale dałam radę.
____________________________________________________________________________
/ Leigh x
Wstałam gdzieś tak o 10.30. Conor krzątał się po kuchni w bardzo ładnym ubraniu. Usiadłam na kanapie i ziewnęłam wyciągając w górę ręce. Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Dzień dobry, Kochanie - uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaspana.
- Jak ci minęła noc?
- Moze byc, ale tata o siodmej rano przyszedl i chcial cie poznac.
- No to super - odpowiedzial z usmeichem na twarzy. Spojrzalam na niego niedowierzajaco.
- Wcale nie super. Skad on wie, ze jestes ze mna?
- No nie wiem, kazdy mogl mu to powiedziec.
- Tak, ale ja mysle ze to Jordan. Z reszta oboje wiemy, ze to on.
Polozylam sie i zamknelam oczy.
- Wstawaj! - krzyknal - Zrobilem ci sniadanie, ale jedz je szybko, bo o 14.00 idziemy do restauracji.
- Dobrze. A co na sniadanie?
- Zrobilem ci tosty.
- Dziekuje. A po co idziemy do restauracji i do jakiej.
- Do pobliskiej na obiad.
Szybko wstalam, zjadlam sniadanie i poszlam na gore do mojego pokoju. Zobaczylam przesliczna sukienke lezaca na moim lozku. Bylam taka zachwycona ze zaniemowilam z wrazenia.
- Podoba ci sie? - spytal glos za moimi plecami. Stal tam Conor.
- Jest przesliczna. - rzucilam mu sie na szyje. - Dziekuje, ale po co?
- Bo idziemy na obiad, który zjemy razem z moimi rodzicami.
- Jest przepiekna, jeszcze raz dziekuje. - pocalowalam go.
- Nie dziekuj mi, tylko idz sie w nia ubierz.
- Dobrze. - powiedzialam z usmeichem na twarzy.
Poszlam do lazienki i ubralam sie w sukienke, ktora dostalam od Conora, konkretniej w nia:
i poprawiłam makijaż. Kiedy wyszliśmy z domu byłam bardzo zestresowana, ale dałam radę.
____________________________________________________________________________
/ Leigh x
niedziela, 22 czerwca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 11
Po powrocie do domu, bo kazałam Conorowi mnie zawieść, szybko się przebrałam i pojechałam do pralni oddać do niej moją mokra sukienkę. Nie chciałam sama eksperymentować, bo jeszcze by coś nie wyszło. Ubrałam się w to:
Po oddaniu sukienki wróciłam do domu. Zabrałam się za robienie naleśników. Zrobiłam tak gdzieś z 15 a wcale nie byłam taka głodna, więc zaprosiłam Conora, żeby mi pomógł je jeść. Ja zjadłam 4 a Conor 5, więc i tak jeszcze trochę zostało. Po tym poszłam na górę i wzięłam prysznic. Po umyciu się poszłam do pokoju po film "Saga Zmierzch: zaćmienie". Obejrzałam go z Conorem cały. Oczy mi się mrużyły, ale Conor nie pozwolił mi iść spać, co chwila coś gadał.
- Przestań gadać, chce iść spać. - powiedziałam z uśmieszkiem i usiadłam mu na kolana, po czym szybko z nich zeszłam.
- Ej! - odpowiedział
- Co " Ej" ?
- A buziak na dobranoc?
Usiadłam na niego jeszcze raz i dałam mu bardzo namiętnego buziaka, który trwał chyba z 2 minuty.
Położyliśmy się razem i zasnęliśmy na kanapie.
Bardzo wcześnie rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Conor spał, więc mu nie przeszkadzałam i sama je otworzyłam. Był to mój tata oczywiście w garniturze i dobrze wyspany.
- Co chcesz? - spytałam ziewając.
- Chcę poznać Twojego chłopaka. - odpowiedział
- O 7 rano?
- A o której? Zaraz idę do pracy.
- Ta/ No to przyjdziesz po pracy. - zatrzasnęłam mu drzwi przed oczami na klucz i położyłam się znów spać, lecz Conor się obudził.
- Co się stało Kochanie? - Zapytał ze zdziwieniem nie otwierając oczu i mnie przytulił.
- Nic. Później Ci powiem, a teraz śpij. - wtuliłam się w niego, a on we mnie.
"Zaraz... skąd mój tata wie o Conorze?" zadałam sobie te pytanie, ale nie próbowałam sobie na nie odpowiedzieć tylko od razu zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Sorka, że tak długo mnei nie było ale nie miałam weny i nie chciało mi się pisać. PROSZĘ, KOMENTUJCIE CZYTAJCIE I RÓBCIE COKOLWIEK. Z góry dziękuję. <3 ;**
/ Leigh x
Po powrocie do domu, bo kazałam Conorowi mnie zawieść, szybko się przebrałam i pojechałam do pralni oddać do niej moją mokra sukienkę. Nie chciałam sama eksperymentować, bo jeszcze by coś nie wyszło. Ubrałam się w to:
Po oddaniu sukienki wróciłam do domu. Zabrałam się za robienie naleśników. Zrobiłam tak gdzieś z 15 a wcale nie byłam taka głodna, więc zaprosiłam Conora, żeby mi pomógł je jeść. Ja zjadłam 4 a Conor 5, więc i tak jeszcze trochę zostało. Po tym poszłam na górę i wzięłam prysznic. Po umyciu się poszłam do pokoju po film "Saga Zmierzch: zaćmienie". Obejrzałam go z Conorem cały. Oczy mi się mrużyły, ale Conor nie pozwolił mi iść spać, co chwila coś gadał.
- Przestań gadać, chce iść spać. - powiedziałam z uśmieszkiem i usiadłam mu na kolana, po czym szybko z nich zeszłam.
- Ej! - odpowiedział
- Co " Ej" ?
- A buziak na dobranoc?
Usiadłam na niego jeszcze raz i dałam mu bardzo namiętnego buziaka, który trwał chyba z 2 minuty.
Położyliśmy się razem i zasnęliśmy na kanapie.
Bardzo wcześnie rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Conor spał, więc mu nie przeszkadzałam i sama je otworzyłam. Był to mój tata oczywiście w garniturze i dobrze wyspany.
- Co chcesz? - spytałam ziewając.
- Chcę poznać Twojego chłopaka. - odpowiedział
- O 7 rano?
- A o której? Zaraz idę do pracy.
- Ta/ No to przyjdziesz po pracy. - zatrzasnęłam mu drzwi przed oczami na klucz i położyłam się znów spać, lecz Conor się obudził.
- Co się stało Kochanie? - Zapytał ze zdziwieniem nie otwierając oczu i mnie przytulił.
- Nic. Później Ci powiem, a teraz śpij. - wtuliłam się w niego, a on we mnie.
"Zaraz... skąd mój tata wie o Conorze?" zadałam sobie te pytanie, ale nie próbowałam sobie na nie odpowiedzieć tylko od razu zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Sorka, że tak długo mnei nie było ale nie miałam weny i nie chciało mi się pisać. PROSZĘ, KOMENTUJCIE CZYTAJCIE I RÓBCIE COKOLWIEK. Z góry dziękuję. <3 ;**
/ Leigh x
piątek, 23 maja 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 10
Byłam wtedy wkurzona na maxa. Ale cóż zrobić?! Przecież takie jest życie. Nic nie poradzę. Trzeba to jakoś przeżyć. Poszłam na górę. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam od razu poszłam pod prysznic. Siedziałam tam ze dwie godziny. Później się umalowałam i tak dalej... Po ogarnięciu się wyszłam na miasto. Zaszłam do kilku sklepów. Kupiłam piękną sukienkę, w której od razu wyszłam ze sklepu i cudowne buty. Byłam ubrana mniej więcej tak:
Wyszłam tak ubrana już na miasto, a wszystko razem kosztowało około 900 złotych. Sama sukienka kosztowała ok. 500 zł. a buty ok. 400. Wiem, że to było drogie ale jednak opłacało się. Tylko uważałam, żeby się nie przewrócić, bo padał deszcz i było trochę ślisko. Po dojściu do domu wzięłam ze stołu torebkę,
w której miałam trochę kasy, kartę kredytową i telefon. Poszłam do restauracji. Zjadłam pyszny obiad, za które zapłaciłam ponad 50 złotych. Przestał padać deszcz. Była już godzina 14.30, a na tę właśnie godzinę byłam umówiona z Conorem, więc zapłaciłam, wzięłam gumę do żucia do buzi i wyszłam. Gdy dojechałam do domu Conora była godzina 14.45, ale nie był na mnie zły za spóźnienie. Siedzieliśmy, gadaliśmy i popijaliśmy kawę. Nie wiedziałam, ze ktoś nas podgląda i podsłuchuje, ale czułam się szpiegowana. W końcu zobaczyłam Jordana za oknem jak coś pije i się śmieje.
- Przepraszam, zaraz wrócę. - powiedziałam i wyszłam.
- Dobrze, wracaj szybko. - zaśmiał się i napił kawy.
Podeszłam wkurzona do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam Jordana.
- Hej - powiedział i pomachał mi chociaż stałam obok niego.
- Hej? Teraz mi mówisz hej? Nie chce z tobą rozmawiać, chcę ci tylko uświadomić, że masz się nie wtrącać w moje życie! Jasne??
Jordan spojrzał na mnie jakby chciał mnie zaraz zabić. Ale nie zabił tylko wylał całą swoją kawę na moją sukienkę. Teraz myślałam, że to ja go zabiję, wkleiłam w jego włosy postawione na żel dobrze wyrzutą gumę.
- Nie ma sprawy - powiedziałam i uśmiechnęłam się - A teraz dawaj mi tu 9 stów.
- Co? Za co? - odpowiedział ze zdziwieniem.
- Za sukienkę! - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hejo. Sorka, że nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu i ochoty. Ale jak widzicie już jestem i to na długo. Dziękuje wam, za ponad 230 wyświetleń. Mam nadzieję, że ich liczba będzie dalej wzrastała. Ja już lecę. Do zobaczenia jutro!
/ Leigh x
Byłam wtedy wkurzona na maxa. Ale cóż zrobić?! Przecież takie jest życie. Nic nie poradzę. Trzeba to jakoś przeżyć. Poszłam na górę. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam od razu poszłam pod prysznic. Siedziałam tam ze dwie godziny. Później się umalowałam i tak dalej... Po ogarnięciu się wyszłam na miasto. Zaszłam do kilku sklepów. Kupiłam piękną sukienkę, w której od razu wyszłam ze sklepu i cudowne buty. Byłam ubrana mniej więcej tak:
- Przepraszam, zaraz wrócę. - powiedziałam i wyszłam.
- Dobrze, wracaj szybko. - zaśmiał się i napił kawy.
Podeszłam wkurzona do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam Jordana.
- Hej - powiedział i pomachał mi chociaż stałam obok niego.
- Hej? Teraz mi mówisz hej? Nie chce z tobą rozmawiać, chcę ci tylko uświadomić, że masz się nie wtrącać w moje życie! Jasne??
Jordan spojrzał na mnie jakby chciał mnie zaraz zabić. Ale nie zabił tylko wylał całą swoją kawę na moją sukienkę. Teraz myślałam, że to ja go zabiję, wkleiłam w jego włosy postawione na żel dobrze wyrzutą gumę.
- Nie ma sprawy - powiedziałam i uśmiechnęłam się - A teraz dawaj mi tu 9 stów.
- Co? Za co? - odpowiedział ze zdziwieniem.
- Za sukienkę! - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hejo. Sorka, że nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu i ochoty. Ale jak widzicie już jestem i to na długo. Dziękuje wam, za ponad 230 wyświetleń. Mam nadzieję, że ich liczba będzie dalej wzrastała. Ja już lecę. Do zobaczenia jutro!
/ Leigh x
niedziela, 11 maja 2014
Imagin o Leigh-Anne.
ROZDZIAŁ 9
Po wyjściu od Alice, udałam się do domu. Otworzyłam szafkę, wyjęłam kisiel wiśniowy, zrobiłam go i zjadłam. Nie mogłam przestać myśleć, jak on mógł to zrobić. Bić swoją dziewczyn? To już lekka przesada.
Jak mam mu to wytłumaczyć, skoro on nie chce nikogo słuchać. Ktoś zapukał do moich drzwi. Był to mój tata. Miał minę jakbym jego żonę zabiła.
- Coś ty zrobiła? - powiedział z rozpaczą.
- Ale o co ci chodzi? - odpowiedziałam. Nie wiedziałam o co chodzi.
- O to, że najpierw wynajmujesz jakiegoś brutala, żeby pobił Jordana, a później bijesz jakiegoś chłopaka o imieniu Conor.
Byłam zaskoczona i pewna, że to sprawka Jordana.
- Kto ci naopwiadał takich bzdur? - spytałam.
- Jordan, a co? - odpoweidział.
- Wiesz, że Jordan kłamie i próbuje zniszczyć mi życie, tylko dlatego, że nie chce być jego dziewczyną?!
- To nie prawda. Przyszedł do mnie i mi wszystko opowiedział. Płakał i mówił mi, że nie chcesz być jego dziewczyną, tylko nie wiem dlaczego.
- To ja już ci mówię dlaczego. Dlatego, że dowiedziałam się od jego byłej dziewczyny, że ją bił, i że, nie pozwalał jej wychodzić z domu.
- Jasne... pogadam o tym z Jordanem.
Trzasnął wyszedł i trzasnął drzwiami. Rozpłakałam się.
_____________________________________________________________________________
Proszę! O to i rozdział 91 Tada... i jak się podoba? Postaram się w tym tygodniu dodać następny imagin. Wczoraj nie dodałam, bo miałam za dużo obowiązków na głowie. I pamiętajcie... CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
/ Leigh x.
Po wyjściu od Alice, udałam się do domu. Otworzyłam szafkę, wyjęłam kisiel wiśniowy, zrobiłam go i zjadłam. Nie mogłam przestać myśleć, jak on mógł to zrobić. Bić swoją dziewczyn? To już lekka przesada.
Jak mam mu to wytłumaczyć, skoro on nie chce nikogo słuchać. Ktoś zapukał do moich drzwi. Był to mój tata. Miał minę jakbym jego żonę zabiła.
- Coś ty zrobiła? - powiedział z rozpaczą.
- Ale o co ci chodzi? - odpowiedziałam. Nie wiedziałam o co chodzi.
- O to, że najpierw wynajmujesz jakiegoś brutala, żeby pobił Jordana, a później bijesz jakiegoś chłopaka o imieniu Conor.
Byłam zaskoczona i pewna, że to sprawka Jordana.
- Kto ci naopwiadał takich bzdur? - spytałam.
- Jordan, a co? - odpoweidział.
- Wiesz, że Jordan kłamie i próbuje zniszczyć mi życie, tylko dlatego, że nie chce być jego dziewczyną?!
- To nie prawda. Przyszedł do mnie i mi wszystko opowiedział. Płakał i mówił mi, że nie chcesz być jego dziewczyną, tylko nie wiem dlaczego.
- To ja już ci mówię dlaczego. Dlatego, że dowiedziałam się od jego byłej dziewczyny, że ją bił, i że, nie pozwalał jej wychodzić z domu.
- Jasne... pogadam o tym z Jordanem.
Trzasnął wyszedł i trzasnął drzwiami. Rozpłakałam się.
_____________________________________________________________________________
Proszę! O to i rozdział 91 Tada... i jak się podoba? Postaram się w tym tygodniu dodać następny imagin. Wczoraj nie dodałam, bo miałam za dużo obowiązków na głowie. I pamiętajcie... CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
/ Leigh x.
czwartek, 1 maja 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 8
Conora zabrała karetka. Kazali mi zostać w domu. Powiedzieli, że uderzenie było bardzo poważne i, że nie wiadomo, czy przeżyje. Martwiłam się całą noc. Szlochałam, tak, że nie wiem, czy mnie sąsiedzi nie słyszeli.
Nazajutrz pobiegłam do szpitala. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Conor żyje. Kamień spadł mi z serca. Myślałam, że to już koniec, ale nie.. całe szczęście. Niech ja tylko spotkam Jordana. Oj, nie długo on wyląduje w szpitalu... a ja na policji, znowu. Nie, to nie był dobry pomysł, żeby się mścić. Wiem, pogadam z Tą całą "Alice". Gdy wyszłam ze szpitala była godzina około 16:30. Pomyślałam, że o tej godzinie może być w domu, bo co ma robić, jak się rozstała z Jordanem. Wiedziałam gdzie mieszka, bo jakoś tak, kiedyś od czasu do czasu ją szpiegowałam, więc poszłam do jej domu, i nacisnęłam dzwonek. Po jakichś 5 minutach otworzyła.
- Cześć. Leigh?! - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Tak, cześć, Alice. - odpowiedziałam.
- Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszłam pogadać.
Odwróciła się i rozejrzała po domu.
- Ale ze mną?
- A widzisz tu kogoś innego?
- Yyyy.. nie.
- No właśnie.
- Więcccc, wejdź, proszę.
- Dzięki.
Weszłam. "Całkiem przytulne mieszkanko" - pomyślałam.
- Usiądźmy - ręką wskazała stolik, który stał w kuchni.
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - powiedziała.
- Masz kawę? - odpowiedziałam.
- Mam.
- To możesz zrobić.
Zrobiła kawę i wyjęła na stół ciasto z lodówki.
- Może masz ochotę?
- Nie, dziękuje.
Tak naprawdę miałam ochotę na to ciasto, ale nie przyszłam tutaj jeść, tylko poważnie porozmawiać.
Usiadła.
- Więęęc, po co tu tak właściwie przyszłaś? - powiedziała.
- Poważnie porozmawiać. - szybko powiedziałam.
- O czym?
- O Jordanie.
- Ojjj, powiedz, że ciebie tak nie biję i szarpie.
- Nie mnie, ale mojego chłopaka. Wylądował przez niego w szpitalu.
- Ale jak to? Pobił go?
- Nie. Wynajął faceta, który go prawie zabił.
- Ale żyje?
- Żyje, całe szczęście. Zaraz, zaraz. Ciebie też traktował tak brutalnie?
- Żeby to tylko mnie. Moich kolegów, koleżanki. Ale nie kazał nikomu mówić. Groził mi, że mnie zabije.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam przełamana na pół. Dosłownie, na pół.
- Widzisz? - powiedziała, wstała, odwróciła się do mnie plecami i podwinęła koszulkę. Miała pod nią mocne zadrapania i siniaki.
- Ojjj, i nie byłas z tym u lekarza? - byłam wstrząśnięta.
- Nie. Zabronił mi wychodzić z domu.
Byłam rozdarta. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Kurde. On powinien się naprawdę leczyć. Nie miałam pojęcia, dlaczego on to robił.
__________________________________________________________________________________
i jak?? Za bardzo nie wiedziałam kiedy zakońcczyć, ale jakoś się udało... chyba. No nie ważne. Dodałam w tym tygodniu, bo się strasznie nudziłam. Więęęccc c... piszcie w komentarzach, ajk mi poszło!
/ Leigh x
Conora zabrała karetka. Kazali mi zostać w domu. Powiedzieli, że uderzenie było bardzo poważne i, że nie wiadomo, czy przeżyje. Martwiłam się całą noc. Szlochałam, tak, że nie wiem, czy mnie sąsiedzi nie słyszeli.
Nazajutrz pobiegłam do szpitala. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Conor żyje. Kamień spadł mi z serca. Myślałam, że to już koniec, ale nie.. całe szczęście. Niech ja tylko spotkam Jordana. Oj, nie długo on wyląduje w szpitalu... a ja na policji, znowu. Nie, to nie był dobry pomysł, żeby się mścić. Wiem, pogadam z Tą całą "Alice". Gdy wyszłam ze szpitala była godzina około 16:30. Pomyślałam, że o tej godzinie może być w domu, bo co ma robić, jak się rozstała z Jordanem. Wiedziałam gdzie mieszka, bo jakoś tak, kiedyś od czasu do czasu ją szpiegowałam, więc poszłam do jej domu, i nacisnęłam dzwonek. Po jakichś 5 minutach otworzyła.
- Cześć. Leigh?! - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Tak, cześć, Alice. - odpowiedziałam.
- Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszłam pogadać.
Odwróciła się i rozejrzała po domu.
- Ale ze mną?
- A widzisz tu kogoś innego?
- Yyyy.. nie.
- No właśnie.
- Więcccc, wejdź, proszę.
- Dzięki.
Weszłam. "Całkiem przytulne mieszkanko" - pomyślałam.
- Usiądźmy - ręką wskazała stolik, który stał w kuchni.
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - powiedziała.
- Masz kawę? - odpowiedziałam.
- Mam.
- To możesz zrobić.
Zrobiła kawę i wyjęła na stół ciasto z lodówki.
- Może masz ochotę?
- Nie, dziękuje.
Tak naprawdę miałam ochotę na to ciasto, ale nie przyszłam tutaj jeść, tylko poważnie porozmawiać.
Usiadła.
- Więęęc, po co tu tak właściwie przyszłaś? - powiedziała.
- Poważnie porozmawiać. - szybko powiedziałam.
- O czym?
- O Jordanie.
- Ojjj, powiedz, że ciebie tak nie biję i szarpie.
- Nie mnie, ale mojego chłopaka. Wylądował przez niego w szpitalu.
- Ale jak to? Pobił go?
- Nie. Wynajął faceta, który go prawie zabił.
- Ale żyje?
- Żyje, całe szczęście. Zaraz, zaraz. Ciebie też traktował tak brutalnie?
- Żeby to tylko mnie. Moich kolegów, koleżanki. Ale nie kazał nikomu mówić. Groził mi, że mnie zabije.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam przełamana na pół. Dosłownie, na pół.
- Widzisz? - powiedziała, wstała, odwróciła się do mnie plecami i podwinęła koszulkę. Miała pod nią mocne zadrapania i siniaki.
- Ojjj, i nie byłas z tym u lekarza? - byłam wstrząśnięta.
- Nie. Zabronił mi wychodzić z domu.
Byłam rozdarta. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Kurde. On powinien się naprawdę leczyć. Nie miałam pojęcia, dlaczego on to robił.
__________________________________________________________________________________
i jak?? Za bardzo nie wiedziałam kiedy zakońcczyć, ale jakoś się udało... chyba. No nie ważne. Dodałam w tym tygodniu, bo się strasznie nudziłam. Więęęccc c... piszcie w komentarzach, ajk mi poszło!
/ Leigh x
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Imagin o Leigh-Anne.
ROZDZIAŁ 7
Poszłam do pokoju. Przestałam płakać. Poszłam spać.
Rano, gdy się obudziłam usłyszałam pisk czajnika w kuchni. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Nikogo nie było.
"A to dziwne" - pomyślałam. "No nic, co ja to będę rozszyfrowywać. Idę spać."
Zasnęłam. Obudził mnie Conor, potrząsając mną.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam i usiadłam.
- Zapraszam cię na imprezę. - odpowiedział z uśmieszkiem.
- Która godzina?
- Jakaś dziewiętnasta już.
- Co? Na 17.30 byłam umówiona z koleżankami. Miałyśmy iść do kina.
- Spokojnie. Już o wszystkim wiedzą.
- O jakim wszystkim? - pytałam ze zdziwieniem.
- No o tym, że zasnęłaś.
- Acha... To dobrze. Dziękuje.
- Przecież to nic takiego.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego.
Usłyszałam czyjeś głośne wołanie.
"Leigh! Do cholery. Gdzie jesteś wredna s*ko?!"
- Oooo, Zaczynają się problemy. - powiedziałam.
Pocałował mnie i zszedł na dół, a ja za nim.
Zobaczyłam wysokiego, grubego, i całego wytatuowanego pana. Wyglądał na takiego, który skończył 30-tkę. Bałam się go. Zobaczyłam Jordana za oknem. Zacierał ręce z zadośćuczynienia. Zobaczyłam Conora na podłodze. Podbiegłam do niego.
- Conor, nic Ci nie jest? - pytałam z troską potrząsając nim. - Conor? Słyszysz mnie, czy nie?
- Ojejku, malutka istota martwi się o swojego chłopaczka. Łeee... - śmiał się brutal.
- Proszę się stąd zabierać panie starszy. Nie życzę sobie, aby ktoś przebywał w moim mieszkaniu! - mówiłam jak na razie spokojnie. - Na co jeszcze czekasz? Won! - powiedziałam.
- To nie jest koncert życzeń, paniusiu! Jak się nazywasz? Może... Leigh - Anne Pinnock?! - wrzeszczał w twarz.
- Tak, to ona - wpadł tu Jordan. - to ją kazałem ci załatwić! No już! Na co czekasz?
- Muszę? - pytał. Wszyscy byli zdziwieni.
- Tak! Nie za stanie ci płacę.
Brutal chciał mnie uderzyć w twarz, lecz chyba Jordan nie wiedział, że trenuję sztuki walki, więc złapałam faceta za rękę, a druga ręką obięłam jego szyję i przy mojej pomocy zrobił przewrót, po czym upadł na ziemię. Popatrzyłam chwilę na Jordana. Walnęłam go w brzuch z pięści i wypchnęłam za drzwi.
- Jesteś Bogiem. - powiedział Conor i natychmiast padł na ziemię. Przestał się ruszać.
__________________________________________________________________________________
I jak?? Piszcie w komentarzach. Znowu was przepraszam za to, że nie byłam tu w tamtym tygodniu, ale i również wam dziękuje za wybicie na liczniku 170! Dzienia! :D Lecę. Papa. Do zobaczenia za tydzień... lub dwa :P.
/ Leigh x
Poszłam do pokoju. Przestałam płakać. Poszłam spać.
Rano, gdy się obudziłam usłyszałam pisk czajnika w kuchni. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Nikogo nie było.
"A to dziwne" - pomyślałam. "No nic, co ja to będę rozszyfrowywać. Idę spać."
Zasnęłam. Obudził mnie Conor, potrząsając mną.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam i usiadłam.
- Zapraszam cię na imprezę. - odpowiedział z uśmieszkiem.
- Która godzina?
- Jakaś dziewiętnasta już.
- Co? Na 17.30 byłam umówiona z koleżankami. Miałyśmy iść do kina.
- Spokojnie. Już o wszystkim wiedzą.
- O jakim wszystkim? - pytałam ze zdziwieniem.
- No o tym, że zasnęłaś.
- Acha... To dobrze. Dziękuje.
- Przecież to nic takiego.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego.
Usłyszałam czyjeś głośne wołanie.
"Leigh! Do cholery. Gdzie jesteś wredna s*ko?!"
- Oooo, Zaczynają się problemy. - powiedziałam.
Pocałował mnie i zszedł na dół, a ja za nim.
Zobaczyłam wysokiego, grubego, i całego wytatuowanego pana. Wyglądał na takiego, który skończył 30-tkę. Bałam się go. Zobaczyłam Jordana za oknem. Zacierał ręce z zadośćuczynienia. Zobaczyłam Conora na podłodze. Podbiegłam do niego.
- Conor, nic Ci nie jest? - pytałam z troską potrząsając nim. - Conor? Słyszysz mnie, czy nie?
- Ojejku, malutka istota martwi się o swojego chłopaczka. Łeee... - śmiał się brutal.
- Proszę się stąd zabierać panie starszy. Nie życzę sobie, aby ktoś przebywał w moim mieszkaniu! - mówiłam jak na razie spokojnie. - Na co jeszcze czekasz? Won! - powiedziałam.
- To nie jest koncert życzeń, paniusiu! Jak się nazywasz? Może... Leigh - Anne Pinnock?! - wrzeszczał w twarz.
- Tak, to ona - wpadł tu Jordan. - to ją kazałem ci załatwić! No już! Na co czekasz?
- Muszę? - pytał. Wszyscy byli zdziwieni.
- Tak! Nie za stanie ci płacę.
Brutal chciał mnie uderzyć w twarz, lecz chyba Jordan nie wiedział, że trenuję sztuki walki, więc złapałam faceta za rękę, a druga ręką obięłam jego szyję i przy mojej pomocy zrobił przewrót, po czym upadł na ziemię. Popatrzyłam chwilę na Jordana. Walnęłam go w brzuch z pięści i wypchnęłam za drzwi.
- Jesteś Bogiem. - powiedział Conor i natychmiast padł na ziemię. Przestał się ruszać.
__________________________________________________________________________________
I jak?? Piszcie w komentarzach. Znowu was przepraszam za to, że nie byłam tu w tamtym tygodniu, ale i również wam dziękuje za wybicie na liczniku 170! Dzienia! :D Lecę. Papa. Do zobaczenia za tydzień... lub dwa :P.
/ Leigh x
niedziela, 13 kwietnia 2014
Imagin o Leigh-Anne.
ROZDZIAŁ 6
Nie wiedziałam jak się z tego wymigać. Więc powiedziałam pierwsze lepsze słowa, które mi przyszły na język.
- Jordan, skąd ty wiesz o " moim" nowym "chłopaku"?
- Bo was widziałem w kawiarni, a czemu bierzesz "moim" i "chłopaku" w "cudzysłów" ?
- Bo to nie jest mój chłopak. To jest po prostu nowy kolega.
- Nowy kolega to się dopiero będzie o ciebie matrwił jak już będzie twój pogrzeb, mała.
Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam . Przytknął mi pistolet do szyi. Pisnęłam. Do domu wszedł Conor z broniął w ręku.
- Co ty robisz? - powiedział kierując broń (większą od jego) w jego kierunku - puść dziewczynę!- wydał rozkaz.
Jordan opuścił pistolet na ziemię.
- Co tak stoisz i się na mnie gapisz? Won!
Jordan wybiegł z domu, krzycząc przy tym jak mała dziewczynka, chociaż był starszy od Conora.
Rozpłakałam się i wtuliłam w Conora.
- Uratowałeś mi życie. - powiedziałam.
- Tak, wiem. - Był dumny z siebie. - Ale teraz muszę już iść.- Trzymał mnie za ręce mówiąc to. - Dasz buzi? - spytał śmiejąc się.
- Jasne. - ja również się śmiałam.
Pocałowaliśmy się. Poszedł. Chwilę po wyjściu Conora zauważyłam kogoś za oknem. Podeszłam, ale nikogo nie było.
________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
I jak?? Przepraszam was bardzo, że w tamtym tygodniu =dniu nic nie dodałam, ale wiecie.. net... i te problemy ;). Okey, ja już spadam. Buziaczki pa. I pamiętajcie! Komentujcie!!! ! xx.
/ Leigh x
Nie wiedziałam jak się z tego wymigać. Więc powiedziałam pierwsze lepsze słowa, które mi przyszły na język.
- Jordan, skąd ty wiesz o " moim" nowym "chłopaku"?
- Bo was widziałem w kawiarni, a czemu bierzesz "moim" i "chłopaku" w "cudzysłów" ?
- Bo to nie jest mój chłopak. To jest po prostu nowy kolega.
- Nowy kolega to się dopiero będzie o ciebie matrwił jak już będzie twój pogrzeb, mała.
Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam . Przytknął mi pistolet do szyi. Pisnęłam. Do domu wszedł Conor z broniął w ręku.
- Co ty robisz? - powiedział kierując broń (większą od jego) w jego kierunku - puść dziewczynę!- wydał rozkaz.
Jordan opuścił pistolet na ziemię.
- Co tak stoisz i się na mnie gapisz? Won!
Jordan wybiegł z domu, krzycząc przy tym jak mała dziewczynka, chociaż był starszy od Conora.
Rozpłakałam się i wtuliłam w Conora.
- Uratowałeś mi życie. - powiedziałam.
- Tak, wiem. - Był dumny z siebie. - Ale teraz muszę już iść.- Trzymał mnie za ręce mówiąc to. - Dasz buzi? - spytał śmiejąc się.
- Jasne. - ja również się śmiałam.
Pocałowaliśmy się. Poszedł. Chwilę po wyjściu Conora zauważyłam kogoś za oknem. Podeszłam, ale nikogo nie było.
________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
I jak?? Przepraszam was bardzo, że w tamtym tygodniu =dniu nic nie dodałam, ale wiecie.. net... i te problemy ;). Okey, ja już spadam. Buziaczki pa. I pamiętajcie! Komentujcie!!! ! xx.
/ Leigh x
poniedziałek, 31 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 5
Po powrocie na ziemie, poszłam do kuchni coś zjeść. Nic nie było w lodówce, więc poszłam na miasto, kupiłam i zjadłam sobie rurkę z kremem. Miałam na nią ochotę jakoś od 3 tygodni. Idąc ulicą przechodził obok mnie pewien brunet, który do mnie mrugnął. Przyznam, że był śliczny, a żeby Jordan był zazdrosny podeszłam do niego i zaczęłam rozmowę.
- Cześć, jestem Leigh-Anne, a jak tobie na imię? - zapytałam.
- Conor. Masz śliczne włosy. Nawijasz je na wałki, czy co? - odpowiedział.
- Nie, robie sobie po prostu na noc warkocze.
- Ahaaa, świetne, naprawde świetna. Jestem pod wrażeniem. Może pójdziemy na kawę? Co ty na to?
- Yyyy, jasne, chyba i tak teraz nic nie robię.
- Dobrze, a więc chodźmy.
Poszliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Objął mnie ramieniem. Czułam się niekomfortowo, bo pierwszy raz typka na oczy widziałam. Zaczął padać deszcz. Zdjął z siebie kurtkę i dał mi ją. Zjedliśmy i odprowadził mnie do domu, po drodze wtulając się we mnie. Do moich drzwi ktoś zapukał.
- Kto tam? - wykrzyknęłam i zgasiłam telewizję.
- Ja Jordan. - powiedział głos zza drzwi.
- Wejdź proszę.
Jordan wszedł. Był ubrany cały na czarno, a w ręku trzymał broń, którą mierzył cały dom.
- Yyyyy, właściwie czego ty szukasz? - zapytałam grzeczynie.
- Szukam twojego nowego chłopaka. - powiedział kierując pistolet w moją stronę. Oparłam się o ścianę. Broń była coraz bliżej mnie.
___________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam zbytnio czasu. Jak mi się uda to może jeszcze dodam w tym tygodniu.
PS. Dzisiaj wieczorem będzie imagin o Jade.
Jutro piszę test kompetencji. Trzymajcie za mnie kciuki. Buziaczki, papa.
/ Leigh x
wtorek, 25 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 4
Obudziłam się w swoim łóżku. Obok mnie siedział Jordan. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co się dzieje.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam odsuwając się od niego.
- Jak to co? Siedzę. - odpowiedział.
No i fajnie jego usprawiedliwienie to " Siedzę". No i super.
Nie wiedziałam co się stało.
- Co ja tu właściwie robię? - zapytałam.
- Mieszkasz, żyjesz... - nie dałam mu dokończyć.
- Ale konkretnie tu. Czemu leże w łóżku, i nie wiem o co chodzi.
- Jak to nie wiesz o co chodzi? Przecież jak przyszedłem do ciebie, żeby sprawdzić, czy podobały ci się perfumy ode mnie, a wtedy zobaczyłem cię na podłodze, więc postanowiłem położyć cie do łóżka.
- Może coś oryginalnego byś wymyślił? - popatrzał na mnie krzywo - Nie?
- Nie.
- Ta jasne, że nie, przecież ty nie jesteś oryginalny.
- Ja nie jestem oryginalny? Jestem chyba najoryginalniejszym chłopakiem.. mężczyzną przepraszam za błąd jakiego znasz.
- Skąd wiesz jakie ja znam osoby?! A po drugie czuję się już lepiej, więc możesz już iść!
- Ale ja nie chce wychodzić, ja cię kocham i ja chcę tu zostać z tobą.
- Ale ja cie nie kocham. Sorka, ja cie nawet nie lubię, więc idź mi stąd lepiej chyba, że chcesz wylądować za tymi samymi kratkami co twoja dziewczyna.
- To już po pierwsze nie jest moja dziewczyna...
- Czemu, bo to ona jest teraz za kratkami, a nie ja?
- Nie, bo...
- Już wiem, bo zdałeś sobie sprawę jak bardzo jestem dla ciebie ważna??
- Nie.. znaczy to też, ale pozwól mi dokończyć zdanie. To ona zerwała ze mną, bo nie wiedziała, że jestem w zwiazku.
- A ty nie mogles jej powiedziać??
- Mówiłem, ale nie wierzyła.
- Ta... jasne
- No, ta jasne. To prawda i mi nie przerywaj. Nie uwierzyla mi ale jak ty jej powiedziałaś, że to prawda to oddała mnie tobie , i ze mna zerwala.
- Aha... no i ty teraz myslisz ze ja tu bede na ciebie czekala z rozlozonymi rekami, zebyśmy mogli zacząć od nowa?
- No na to szczerze liczyłem.
- Tak? To musiał być jakiś błąd w tych twoich obliczeniach, bo ja mam ochote tylko cie z tad wyrzuciec, więc, wynocha.
Dosłownie wyrzuciłam go z domu. Później oparłam się o drzw, ssunęłam na dół, położyłam głowę na kolanach i zaczęłam szlochać.
_________________________________________________________________________________
Hejka kochani, przepraszam, że w tamtą sobotę nic nie dodałam, ale popsół mi się komputer, ale teraz już jestem. I jak się podobał imagin?? Może jeszcze w sobotę dodam następny rozdział. Dziękuje za wszystko i jeszcze raz przepraszam.
/ Leigh x
Imagin o Jesy.
ROZDZIAŁ 3
Zamknęłam oczy. Słyszałam jak ktoś do mnie podszedł. Usiadł obok mnie na krzesełku. Westchnął. Kątem oka spojrzałam w jego stronę. Gdy go ujrzałam natychmiast usiadłam.
- Michael??? - spytałam. Wzrok miał wbity w podłogę.
- Tak, to ja. - odpowiedział po dłuższej chwili namysłu.
- Teraz do mnie przyszedłeś? Czekałam na ciebie cały czas.
- Tak, przepraszam. Nikt mnie nie powiadomił, że jesteś w szpitalu. Szukałem cię wszędzie. Nigdzie cię nie widziałem... Za to widziałem ciebie i Jordana, przed chwilą. - myślałam, że spalę się ze wstydu.
- Nie wiem jak do tego doszło. - mówiłam przepraszająco.
- Nie tłumacz się - powiedział - to już nie ma znaczenia.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Z nami koniec. - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Michael, proszę. Nie!!! - krzyknęłam.
- Bardzo mi przykro - wyszedł.
Zalałam się łzami.- nie wiedziałam co mam zrobić. Stwierdziłam, że zadzwonie do Jordana.
-Halo. Jordan???
-Tak to ja. Co się stało?- zapytał.
-Mógłbyś do mnie przyjechać, bo muszę z Tobą porozmawiać.
-Dobrze, zaraz u Ciebie będę.
-Zgoda. - rozłączyłam się.
Po 10 minutach przyjechał do mnie Jordan.
- Co się stało?
- Muszę... - rozpłakałam się. - Musze Ci o czymś powiedzieć.
- Słucham, mów szybko. - usiadł na krzesełku. Złapał mnie za rękę.
- Michael ze mną zerwał. - powiedziałam ani na chwilę nie przerywając płaczu.
-Naprawdę??- spytał całkiem na poważnie. Wydawał się być winny całej sytuacji.
-Tak... On nas widział... jak się całowaliśmi. - spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Widać było, że chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
________________________________________________________________________________
Przepraszam was bardzo, że przez dłuższy czas nie dodawałam imaginów. Teraz postaram się pisać je raz w tygodniu.
Jak się podobało piszcie w komentarzach.
Następny imagin za tydzień.
/ Jesy xx.
Zamknęłam oczy. Słyszałam jak ktoś do mnie podszedł. Usiadł obok mnie na krzesełku. Westchnął. Kątem oka spojrzałam w jego stronę. Gdy go ujrzałam natychmiast usiadłam.
- Michael??? - spytałam. Wzrok miał wbity w podłogę.
- Tak, to ja. - odpowiedział po dłuższej chwili namysłu.
- Teraz do mnie przyszedłeś? Czekałam na ciebie cały czas.
- Tak, przepraszam. Nikt mnie nie powiadomił, że jesteś w szpitalu. Szukałem cię wszędzie. Nigdzie cię nie widziałem... Za to widziałem ciebie i Jordana, przed chwilą. - myślałam, że spalę się ze wstydu.
- Nie wiem jak do tego doszło. - mówiłam przepraszająco.
- Nie tłumacz się - powiedział - to już nie ma znaczenia.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Z nami koniec. - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Michael, proszę. Nie!!! - krzyknęłam.
- Bardzo mi przykro - wyszedł.
Zalałam się łzami.- nie wiedziałam co mam zrobić. Stwierdziłam, że zadzwonie do Jordana.
-Halo. Jordan???
-Tak to ja. Co się stało?- zapytał.
-Mógłbyś do mnie przyjechać, bo muszę z Tobą porozmawiać.
-Dobrze, zaraz u Ciebie będę.
-Zgoda. - rozłączyłam się.
Po 10 minutach przyjechał do mnie Jordan.
- Co się stało?
- Muszę... - rozpłakałam się. - Musze Ci o czymś powiedzieć.
- Słucham, mów szybko. - usiadł na krzesełku. Złapał mnie za rękę.
- Michael ze mną zerwał. - powiedziałam ani na chwilę nie przerywając płaczu.
-Naprawdę??- spytał całkiem na poważnie. Wydawał się być winny całej sytuacji.
-Tak... On nas widział... jak się całowaliśmi. - spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Widać było, że chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
________________________________________________________________________________
Przepraszam was bardzo, że przez dłuższy czas nie dodawałam imaginów. Teraz postaram się pisać je raz w tygodniu.
Jak się podobało piszcie w komentarzach.
Następny imagin za tydzień.
/ Jesy xx.
sobota, 15 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 3
Dużo myślałam o Jordanie, i wymieniałam sobie dobre i złe strony tego, że mu wybaczę. I tak więcej było tych złych, więc postanowiłam mu nie wybaczać. Około 10 minut po rozłączeniu się zadzwonił dzwonek do drzwi. Postanowiłam otworzyć. Gdy uchyliłam drzwi była tam tylko paczka. Zgarnęłam ją do domu i otworzyłam. Było na niej napisane " Dla Leigh-Anne Pinnock". Przyznam, że na początku się bałam, ale się wyluzowałam. Gdy otworzyłam paczkę zobaczyłam moje ulubione perfumy, które zawsze chciałam dostać. Był na nich napis " Leigh, to dla Ciebie", pismem na pewno nie Jordana, ale z tyłu perfum była przyczepiona karteczka " Twój Jordan ". Ta, on? Na pewno nie. On by mi w życiu czegoś tak pięknego nie kupił. Zadzwonił telefon. Było na nim napisane " Jordan ", więc nie odbierałam, ale nagrał mi się na pocztę. Postanowiłam odsłuchać.
- Hej koteczku, tu Jordan, podobają ci się perfumy ode mnie?
Zemdlałam.
___________________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam zbytnio czasu. Rozumiecie?
/ Leigh x
PS. CZYTASZ = KOMENTUJESZ, pamiętajcie.
Imagin o Jesy
ROZDZIAŁ 2
Spałam. Obudziły mnie głośne wrzaski, wydobywające się zza drzwi pokoju, w którym przebywałam. Były otwarte. Zobaczyłam lekarza , a obok mojego przyjaciela. Zauważyli mnie.
- I widzisz co narobiłeś! - krzyknął doktor.
- Ja nic nie zrobiłem - powiedział Jordan.
- Jak to nie? Zobacz, przez Ciebie panna Jesy się obudziła.
- To nie przeze mnie -podbiegł do mnie, złapał mnie za rękę i uklęknął przy mnie - i jak się czujesz Słoneczko?
- Już lepiej - powiedziałam całkiem normalnie. Mój głos już nie był chrypkowaty.-panie doktorze?
- Tak, słucham?-odpowiedział lekarz.
- Kiedy mam wypis ze szpitala?
- Jak będziesz się dobrze czuła to już jutro.
- Już jutro?
- Aha...
- Jutro? I wyjdę ze złamaną nogą?
- Chyba, że chcesz tu zostać jakieś 3 miesiące aż ci się noga zagoi.
- Nie, nie - odpowiedziałam szybko - jutro wyjdę, czuję się już dobrze.
- Dobrze. Jordan, nie siedź za długo.
- Dobrze.
Była dopiero 08:00 godzina a on siedział ze mną do 19:00. Co gorsza, jak byłam w szpitalu mój chłopak nie przyszedł do mnie ani razu.
- Czemu on do mnie nie przyszedł - spytałam.
- Kto? - zapytał ze zdziwieniem.
- A jak myślisz?
- Aaa, nie wiem czemu, przecież jest twoim chłopakiem.
- No właśnie.
Było już późno. Lekarz wszedł do sali, w której się znajdowałam.
-A pan tu jeszcze siedzi? - krzyknął przerażony.
- Ja właśnie wychodziłem .- powiedział
- Da pan nam jeszcze chwilkę. - powiedziałam.
- No dobra, ale żeby mi to było ostatni raz. - powiedział po dłuższej chwili namysłu.
- Okej - odpowiedział - to co?Musimy się pożegnać - mówił nie puszczając mojej dłoni przez cały ten czas.
- No -powiedziałam. Ubrał się jeszcze raz się schylił a ja usiadłam.- przykro mi, ale obiecuje, że tu u ciebie będę jutro z samego rana.
- Dziękuję.-powiedziałam i pocałowałam go namiętnie.
- Kocham Cię, wiesz o tym, prawda?
- Wiem... a ty wiesz, że ja ciebie też?
- Wiem... teraz już wiem.
Pocałowaliśmy się jeszcze raz i powiedzia, że musi iśc, bo zaraz przyjdzie lekarz.
- Pa - powiedziałam, ale on mi tylko pomachał ręką i wyszedł.
_________________________________________________________________________________
I jak sie podoba?? Piszcie w komentarzach, Please!
PS. Dziękuję za to, że cały czas z nami jesteście!
/ Jesy xx
sobota, 8 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 2
Przyjechałam na komisariat, gdzie mnie przesłuchiwali.
- Co pani tak naprawdę zrobiła pani Alice Doeson? - spytał jeden z policjantów i zaświecił mi latarką w oczy.
- Nic. - odpowiedziałam i migające światełko natychmiast zgasło.
- Albo pani nam odpowie albo będziemy zmuszeni wydać panią do sądu.
- Do sądu? Czy państwo oszaleli? Do sądu za to, że ta wredna su... - nie dokończyłam, ale ciągnęłam dalej - suczka, zabrała mi chłopaka, z którym miałam wielkie plany na przyszłość?
- Aha, więc tak to było, opowie nam pani szczegóły...
Po opowiedzeniu wszystkiego policja uznała, że to wszystko przez nią, więc dała mi spokój i powiedziała, że nie będzie rozprawy w sądzie. To dobrze. Przyjechałam do domu padnięta tym ciężkim dniem u policji, i chciałam zjeść kolację, ale nie było zbytnio nic do jedzenia a serek "Bakuś" zostawiłam na śniadanie, bo byłam na diecie. Poszłam spać. Następnego dnia obudził mnie telefon. Dzwonił Jordan. Odebrałam.
- Hej, co tam? - spytałam jak gdyby nigdy nic.
- Hej dzwonie, żeby cię poinformować, że Alice jest bardzo przykro, że cię podpuszczała, i być może dlatego ci odbiło. - powiedział.
- To dlaczego ty do mnie zadzwoniłeś a nie ona?
- Bo nie chciałem jej podać do ciebie numeru, żebyś się na mnie nie złościła.
- A za co miałabym? Za to, że mnie zdradziłeś z tą wredną dziewuchą? Nie... za taki drobiazg? Gdzie tam? - powiedziałam z kpiną.
- Przepraszam, za to wszystko! Głupi byłem i myślałem, że ona mi ciebie zastąpi, i źle myślałem. Nie znam nikogo lepszego od ciebie. Czy wybaczysz mi te głupstwo? Proszę! - prawię się rozryczałam, ale powiedziałam stanowczo:
- Nie, Jordan. Wiem, że byłeś głupi i zwracasz się do mnie z prośbą o wybaczenie tylko wtedy, gdy czegoś potrzebujesz, a mi wcale nie jesteś potrzebny. Z resztą lepiej radzę sobie bez ciebie.
- Naprawdę?
- Nie, na niby. Jasne, że naprawdę, głupku. A teraz przepraszam, muszę się rozłączyć, bo mnie obudziłeś i chce mi się spać.
- Eeemmm, Leigh?
- Leigh mówią mi przyjaciele.
- Dobrze, więc Leigh-Anne?
- Taaak?
- Jest godzina za dziesięć dwunasta.
- No i co z tego? Śpiąca jestem. Pa.
Nie czekając na odpowiedź odłożyłam słuchawkę.
________________________________________________________________________________
I jak?? Piszcie w komentarzach. W końcu czytacie = komentujecie. Za tydzień wyjdzie kolejny.
/ Leigh x
niedziela, 2 marca 2014
Imagin o Perrie
ROZDZIAŁ 1
Dzisiaj bardzo wcześnie wstałam, dokładnie o 08:05, chyba mój rekord. Podjęłam decyzję, że powinnam się trochę przewietrzyć, odpocząć od pracy, rodziny, kłopotów. Postanowiłam: idę na kręgielnie.
Szybko się ogarnęłam: poszłam do łazienki, a w niej szybki prysznic, make-up. Ubrałąm się uczesałam, zeszłąm na dół, na śniadanie.Moja mama już czekała z nim na mnie.
- Mamo, co ty właściwie wyprawiasz? - zapytałam
- Jak to co? Zrobiłam ci śniadanie - odpowiedziała.
- Ale skąd wiedziałaś, że wstanę o tej porze? Przecież nigdy tak wcześnie nie wstawałam.
- Ma się swoje tajemnice. A teraz jedz, bo ci ostygnie. - Jakim cudem ona to wiedziała, jaką kryje przede mną tajemnicę? Nic nie rozumiałam, ale cóż, każdy ma tajemnice, więc nie wnikałam.
Zrobiła mi jajecznice. Moje ulubione danie, które było pyszne.
- Ale mamo skąd wiedziałaś, że właśnie to lubie?
- Każdy lubi jajecznicę, a po drugie zadajesz za dużo pytań.
- No w sumie prawda.
Zjadłam.
- Mamuś, dzięki za śniadanko, ale muszę lecieć. - powiedziałam
- A gdzie idziesz? - spytała
" A co cię to obchodzi? " pomyślałam, ale powiedziałam inaczej, a konkretnie tak:
- Na kręgielnie, a co?
- A nic, z ciekawości pytam.
- Aha, a wiesz, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, co nie? - nie czekając na odpowiedź wycofałam się powoli z kuchni i poszłam na górę po torbę . Ubrałam się - Pa. - powiedziałam i wyszłam.
Gdy przechodziłam przez ulicę w oko wpadł mi pewien brunet, który uśmiechnął się do mnie, ale udawałam, że mnie on nie obchodzi. Doszłam na kręgielnie.
Poszłam zmienić obuwie i zaczęłam grę. Gdy wygrałam trzy razy z rzędu podeszła do mnie jedna dziewczyna i poweidziała:
- Hej, świetnie grasz, nauczysz mnie?
- Hej, pewnie, a w ogóle Perrie jestem - odpowiedziałam.
- A ja Alex, miło mi. Gdzie mieszkasz?
- Tu niedaleko, trzy przecznice dalej, a ty?
- Dwie.
- Aaa, a dokładnie gdzie?
- Duży dom, a obok niego sad ... duży.
- Ołłł, a masz rodzeństwo?
- Mam starszego brata, a ty?
- Dwie siostry, jedną młodszą, jedną starszą.
- Aha, dobra koniec tych pytań o dane osobowe. Chodźmy zagrać.
- Okej.
Jak tak grałyśmy, Alex złapał w talii jakiś chłopak.
- Hej - powiedział.
- Hej - odpowiedziała - nawet was nie przedstawiłam. To jest Perrie.
- Cześć - powiedziałam i podałam rękę nieznajomemu.
- Cześć, James jestem - odpowiedział.
Uśmiechnął się do mnie tym swoim ładnym uśmieszkiem, skąd ja go znałam? Już wiem to go widziałam na ulicy, czyżby mnie szpiegował?
__________________________________________________________________________________
Proszę komentujcie i czytajcie. Następny rozdział wyjdzie za tydzień w sobotę lub w piątek.
/xPerrie
Imagin o Jesy
ROZDZIAŁ 1
Znałam się z Jordanem już od podstawówki i zawsze myślałam, że nie ma mnie za jakąś tam zwykłą koleżankę z klasy, ale miałam już chłopaka, Michael'a.
Pewnego dnia jak wstałam była godzina około 9 rano. Dziwiłam się, że Michael jeszcze śpi, no ale okej. Poszłam do łazienki ogarnęłam się, ubrałam, umyłam, pomalowałam, i zeszłam na śniadanie. Zrobiłam sobie płatki. gdy je jadłam do kuchni po cichu wszedł Michael.
- BU! - krzyknął mi do ucha Michael. Podskoczyłam, bo go nie widziałam, ale wiedziałam, że lubi sobie robić z kogoś kawały.- Ale się przestraszyłaś - powiedział.
- Mówiłam ci już, żebyś mnie nie straszył!
- Dobra, dobra, już nie będę. - powiedział - co jesz? - powąchał płatki.
- Płatki a nie widać? Musisz je wąchać? - odpowiedziałam odsuwając jego głowę z nad miski płatek.
- Co ty taka nadąsana dzisiaj?!
- Nie jestem nadąsana, tylko zła.
- Na co zła?
- Na ciebie, cały czas mi robisz jakieś kawały.
- Nie prawda. - popatrzałam na niego niedowierzająco - no dobra prawda, no ale już powiedziałem, że nie będę.
- No dobra, wybaczam, ale pod warunkiem, że zabierzesz mnie do tatuażysty.
- Okej, zbieraj się. Zaraz pójdziemy.
Poszliśmy. W drodze Michael coś do mnie mówił, ale i tak go nie słuchałam, bo myślałam, co by tu sobie wytatuować. Już wybrałam. Walnę sobie napis na lewym nadgarstku " Love you ", chyba mu się spodoba.
- Kochanie, pójdziesz tam sama. Mnie wzywają obowiązki. - powiedział
- Co? Jakie znowu obowiązki? - spytałam
- Cukiernia po prawej.
- Dobra idź tam, ale za 10 minut masz być z powrotem.
- Obiecuje! - dał mi buziaka w policzek i pobiegł do cukierni.
Szłam nie patrząc pod nogi. Potknęłam się o coś i upadłam, akurat przed jadącym samochodem, który nie zdążył wyhamować. Przejechał mnie.
Obudziłam się w szpitalu. Obok mnie spodziewałam się Michael'a, ale to nie był on... o ile dobrze pamiętam. Ten człowiek trzymał mnie za rękę.
- Kim jesteś? - powiedziałam nic nie pamiętając.
- Jestem Jordan, nie pamiętasz mnie? - odpowiedział z niedowierzaniem.
- Jakoś nie bardzo, przypomnij mi jak się tu znalazłam i kim jesteś dla mnie.
- Nie wiem jak się tu znalazłaś, ale wiem kim jestem dla ciebie. Jestem twoim kolegą z podstawówki. I najlepszym przyjacielem. - powiedział
- Serio? - wymamrotałam pod nosem. Spojrzałam na niego jakoś dziwnie. Fakt, z kąt cię kojarze?
- Na prawdę mnie nie pamiętasz?
- Nie.
- A pamiętasz Jordana?
- Nie, kto to?
_________________________________________________________________________________
Zmieniłam go, bo mi się strasznie nie podobał, ale mam nadzieję, że ten będzie lepszy. Następny wyjdzie jeszcze dzisiaj.
PS. Starałam się pisać bez błędów.
/ Jesy xx
sobota, 1 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 1
Byłam wtedy w supermarkecie. Nie wiedziałam, co kupić, byłam zestresowana, nie wiedziałam czym. Jeździłam tym wózkiem wte i wewte. A może jednak wiem... nie mogę uwierzyć, jak on mógł mi to zrobić?! Kochałam Jordan'a i myślałam, że on mnie też, a jednak myliłam się, kochał tą całą Alice. Nienawidzę jej za to, nie wiem co jej za to zrobię, ale na pewno jakąś krzywdę. Nie wiem jak on mógł się na to nabrać. I wtedy zauważyłam ten cały plastik, czyli w tym przypadku Alice. Jechałą wózkiem kupując żelki, chciałam się z nią zaprzyjaźnić, nie wiem czemu, więc postanowiłam do niej zagadać.
- Heeej, Alice - poweidziałam z wymuszonym uśmiechem na twarzy i zaciśniętymi zębami.
- Hej?! - Powiedziała ze zdziwieniem. - Przypomnij mi swoje imię.
- Jestem Leigh-Anne, Leigh-Anne Pinnock, ale przyjaciele mówią mi Leigh. - dalej miałąm zaciśnięte zęby.
- Miło mi cie poznać Leigh - mówiła jakby mi nic nie zrobiła - a jesteś kimś z zawodu, bo z kąś cię kojarzę.
- Jestem piosenkarką i byłą dziewczyną Jordan'a.
- Tak?! Czemu już nie jesteście razem? - Powiedziała ze zdziwieniem.
Zaśmiałam się lekko.
- I ty się jeszcze pytasz? Rzucił mnie przez ciebie! - Uniosłam na nią rękę, myślałam, że w tym momencie ją zabiję.
- Jak to przeze mnie? Jestem bezbronna. Nic ci nie zrobiłam!
- Nic mi nie zrobiłaś?! - przygwoździłam ją do ściany i pomyślałam " biedna ściana " - Zrobiłaś! Zabrałaś mi chłopaka, z którym miałam przetrwać resztę swojego życia.
- Nie wiedziałam, że byliście razem, a po drugie to nie moja wina, że jestem ładniejsza.
- Nie wiedziałaś? To teraz już wiesz.
- Dobrze, ale teraz to my jesteśmy razem i dobrze mi z tym.
Podsunęłam pod jej gardło mój ostry, pomalowany na niebiesko paznokieć.
- Jeszcze chwilkę i to będzie twój koniec, robaczku. Masz jeszcze jakieś ostatnie życzenie? Coś byś chciała?
- Tak- ledwo to wydusiła.
- No co byś chciała? - Delikatnie ją puściłam.
- Chciałabym ostatni raz pocałować Jordan'a.
- Świnia! - Krzyknęłam i przycisnęłam jej ten palec jeszcze bardziej, chyba najbardziej jak potrafiłam, bo mocno zbladła. I wtedy wpadł tu Jordan.
- Co się tu dzieje? - wykrzyknął - Ochrona!
Przybiegła ochrona z kierownikiem tego sklepu.
- Wyprowadźcie ją! - wykrzyknął kierownik i wskazał na mnie palcem.
Kiedy mnie wyprowadzili, usłyszałam jeszcze ostatnie słowa Jordan'a, które mówł do Alice.
- Kochanie, żyjesz? Co ta wredna małpa ci zrobiła?
__________________________________________________________________________________
Ten imagin pisałam szybko, bo nie miałam zbytnio czasu, ale powiedzcie o naszej stronie waszym kolegom, koleżankom, lub rodzinie i wszystkim znajomym! Mam nadzieję, że piszecie komentarze. Jeśli nie, to piszcie, proszę. To dla nas naprawdę bardzo ważne.
Z góry dziękuję.
Buziaczki. <3 ;*** *
/ Leigh x
PS Dziękuje Dylan, za komentarz <3 Pozdrawiam ;*** *
Subskrybuj:
Posty (Atom)







