ROZDZIAŁ 8
Conora zabrała karetka. Kazali mi zostać w domu. Powiedzieli, że uderzenie było bardzo poważne i, że nie wiadomo, czy przeżyje. Martwiłam się całą noc. Szlochałam, tak, że nie wiem, czy mnie sąsiedzi nie słyszeli.
Nazajutrz pobiegłam do szpitala. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Conor żyje. Kamień spadł mi z serca. Myślałam, że to już koniec, ale nie.. całe szczęście. Niech ja tylko spotkam Jordana. Oj, nie długo on wyląduje w szpitalu... a ja na policji, znowu. Nie, to nie był dobry pomysł, żeby się mścić. Wiem, pogadam z Tą całą "Alice". Gdy wyszłam ze szpitala była godzina około 16:30. Pomyślałam, że o tej godzinie może być w domu, bo co ma robić, jak się rozstała z Jordanem. Wiedziałam gdzie mieszka, bo jakoś tak, kiedyś od czasu do czasu ją szpiegowałam, więc poszłam do jej domu, i nacisnęłam dzwonek. Po jakichś 5 minutach otworzyła.
- Cześć. Leigh?! - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Tak, cześć, Alice. - odpowiedziałam.
- Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszłam pogadać.
Odwróciła się i rozejrzała po domu.
- Ale ze mną?
- A widzisz tu kogoś innego?
- Yyyy.. nie.
- No właśnie.
- Więcccc, wejdź, proszę.
- Dzięki.
Weszłam. "Całkiem przytulne mieszkanko" - pomyślałam.
- Usiądźmy - ręką wskazała stolik, który stał w kuchni.
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - powiedziała.
- Masz kawę? - odpowiedziałam.
- Mam.
- To możesz zrobić.
Zrobiła kawę i wyjęła na stół ciasto z lodówki.
- Może masz ochotę?
- Nie, dziękuje.
Tak naprawdę miałam ochotę na to ciasto, ale nie przyszłam tutaj jeść, tylko poważnie porozmawiać.
Usiadła.
- Więęęc, po co tu tak właściwie przyszłaś? - powiedziała.
- Poważnie porozmawiać. - szybko powiedziałam.
- O czym?
- O Jordanie.
- Ojjj, powiedz, że ciebie tak nie biję i szarpie.
- Nie mnie, ale mojego chłopaka. Wylądował przez niego w szpitalu.
- Ale jak to? Pobił go?
- Nie. Wynajął faceta, który go prawie zabił.
- Ale żyje?
- Żyje, całe szczęście. Zaraz, zaraz. Ciebie też traktował tak brutalnie?
- Żeby to tylko mnie. Moich kolegów, koleżanki. Ale nie kazał nikomu mówić. Groził mi, że mnie zabije.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam przełamana na pół. Dosłownie, na pół.
- Widzisz? - powiedziała, wstała, odwróciła się do mnie plecami i podwinęła koszulkę. Miała pod nią mocne zadrapania i siniaki.
- Ojjj, i nie byłas z tym u lekarza? - byłam wstrząśnięta.
- Nie. Zabronił mi wychodzić z domu.
Byłam rozdarta. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Kurde. On powinien się naprawdę leczyć. Nie miałam pojęcia, dlaczego on to robił.
__________________________________________________________________________________
i jak?? Za bardzo nie wiedziałam kiedy zakońcczyć, ale jakoś się udało... chyba. No nie ważne. Dodałam w tym tygodniu, bo się strasznie nudziłam. Więęęccc c... piszcie w komentarzach, ajk mi poszło!
/ Leigh x
Świetne! Mam nadzieję, że dodasz nowy w sobotę. :D
OdpowiedzUsuń