ROZDZIAŁ 6
Nie wiedziałam jak się z tego wymigać. Więc powiedziałam pierwsze lepsze słowa, które mi przyszły na język.
- Jordan, skąd ty wiesz o " moim" nowym "chłopaku"?
- Bo was widziałem w kawiarni, a czemu bierzesz "moim" i "chłopaku" w "cudzysłów" ?
- Bo to nie jest mój chłopak. To jest po prostu nowy kolega.
- Nowy kolega to się dopiero będzie o ciebie matrwił jak już będzie twój pogrzeb, mała.
Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam . Przytknął mi pistolet do szyi. Pisnęłam. Do domu wszedł Conor z broniął w ręku.
- Co ty robisz? - powiedział kierując broń (większą od jego) w jego kierunku - puść dziewczynę!- wydał rozkaz.
Jordan opuścił pistolet na ziemię.
- Co tak stoisz i się na mnie gapisz? Won!
Jordan wybiegł z domu, krzycząc przy tym jak mała dziewczynka, chociaż był starszy od Conora.
Rozpłakałam się i wtuliłam w Conora.
- Uratowałeś mi życie. - powiedziałam.
- Tak, wiem. - Był dumny z siebie. - Ale teraz muszę już iść.- Trzymał mnie za ręce mówiąc to. - Dasz buzi? - spytał śmiejąc się.
- Jasne. - ja również się śmiałam.
Pocałowaliśmy się. Poszedł. Chwilę po wyjściu Conora zauważyłam kogoś za oknem. Podeszłam, ale nikogo nie było.
________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
I jak?? Przepraszam was bardzo, że w tamtym tygodniu =dniu nic nie dodałam, ale wiecie.. net... i te problemy ;). Okey, ja już spadam. Buziaczki pa. I pamiętajcie! Komentujcie!!! ! xx.
/ Leigh x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz