czwartek, 30 czerwca 2016

Imagin o Leigh-Anne

                                                                EPILOG
Bardzo ważna notka pod rozdziałem!


Obudziłam się o późnej godzinie, ponieważ miałam całą noc nieprzespaną. Była godzina 16.03. Okazało się, że jestem bezpłodna, ale cieszę się, że Conor mnie nie zostawił. Naprawdę mnie kocha. Razem z moim mężem zastanawiamy się nad adopcją dziecka. Wiem-jestem już może troszeczkę za stara na małego dzidziusia (w końcu mam już 30 lat), ale możemy zaadoptować starszą osóbkę. Conor dziś został dłużej w pracy, więc wstałam z łóżka i poszłam zrobić sobie coś do jedzenia. Kiedy otworzyłam lodówkę zachciało mi się gofrów, a że nie miałam składników, to wybrałam się do pobliskiego marketu. Ciężko jest się dostać do tego sklepu, ponieważ, aby iść na skróty trzeba iść długą alejką, po której nikt prawie nie chodzi i przyznam-jest straszna, ponieważ jakimś cudem nie dociera do niej światło dzienne. Jest otoczona blokami, zaroślami i różnymi drzewami. Szybko przebiegłam do sklepu, kupiłam potrzebne składniki i powoli wracałam do domu. Kiedy usłyszałam szelest w krzakach przestraszyłam się i przyspieszyłam tempo. Może to tylko moja wyobraźnia. Na pewno. 
-Stój! - krzyknął pewien znamy mi głos w moim kierunku. Zaczęłam biec. - Nie uciekaj! - nadal krzyczał ten sam głos. Słyszałam jego kroki zbliżające się do mnie. Chwycił mnie za łokieć i obrócił do siebie. Nie wiedziałam kim jest ten człowiek, ponieważ miał na sobie czarną kominiarkę, czarną bluzę, czarne spodnie, czarne buty i czarny kaptur na głowie. 
- Znamy się? - zapytałam starając się przyjrzeć jego oczom. Zrobiłam dwa kroki w tył. Widziałam w nich coś znajomego. 
- Oczywiście, że tak, ale już nie długo, nie będziesz mnie pamiętać. 
- Umm.. dlaczego? - zapytałam ze zdezorientowaniem, na co mężczyzna zaśmiał się. Ten śmiech też znałam. Facet wyciągnął z tylnej kieszeni spodni pistolet i skierował go w moim kierunku, załadowując go. Wypuściłam moje zakupy na ziemię i podniosłam ręce w geście poddania się. 
- Ponieważ to twój koniec. - powiedział strasznie. Zaczęłam się pocić. 
- Nie. Proszę. Nie. Co ja ci takiego zrobiłam? Nawet się nie znamy - powiedziałam z trudem. Znów się zaśmiał.
- Kochanie, my się znamy lepiej niż myślisz. - powiedział i zdjął kominiarkę. - Jakieś ostatnie słowa?
- Jordan, nie... !!! - zaczęłam krzyczeć, lecz on był szybszy. Nacisnął przycisk uruchamiający przyrząd i po chwili leżałam na ziemi. 
- Jeżeli ja nie będę cię miał, to nikt nie będzie - to były ostatnie słowa, które usłyszałam. Moje powieki robiły się coraz cięższe, i cięższe i cięższe, aż w końcu pozwoliłam im opaść na moje oczy. Pozwoliłam też całemu mojemu ciału się nie ruszać, a płucom nie oddychać. Nastał mój koniec. 

________________________________________________________________________________


Witam was wszystkich. Chciałabym wam ogromnie podziękować za to, że byliście ze mną wszystkie te rozdziały. Jest ich dużo-wiem, dlatego postanowiłam ich dłużej nie ciągnąć, ale mimo wszystko dziękuję ogromnie, że mimo to, że długo nie dodawałam imaginów, to byliście tu ze mną. Dziękuję ♥♥♥ A jeżeli nadal chcecie czytać coś mojego, to zapraszam na mojego nowego bloga z Niallem Horanem i Peyton List w roli głównej: http://baby-im-perfect.blogspot.com/ 

Dziękuję ogromnie jeszcze raz! ♥
/ Leigh x

Imagin o Leigh-Anne

                                                ROZDZIAŁ 32 - OSTATNI

 
*OCZAMI LEIGH*
Obudziłam się otoczona przez moich bliskich. Poczułam się lepiej. Lekarz powiedział, że zostanę w tym szpitalu jeszcze jakiś czas, a mianowicie trzy tygodnie.

Po trzech tygodniach zostałam wypisana ze szpitala. Nadal było mi bardzo smutno, po stracie dziecka, ale nie mogłam nic z tym zrobić. Całe dnie leżałam w domu. Sama. Conor pracował od godziny 6 rano do 4 wieczorem. Później oczywiście zajmował się mną tak, jak lekarz mu kazał. Podawał mi właściwe leki i odpowiednio karmił. Również bardzo dużo piłam. Codziennie odwiedzali mnie rodzice i co drugi dzień Kyle. Te odwiedziny to był bardzo miły gest z ich strony.

*MIESIĄC PÓŹNIEJ*
Czułam się już lepiej, lecz lekarz nie pozwalał mi wstawać z łóżka (tylko do toalety). Nadal przyjmowałam leki, lecz mój doktor pozwolił mi zmniejszyć ich dawkę. Powoli wracałam do swojego wcześniejszego, dobrego samopoczucia.

_______________________________________________________________________________


Wiem. Nie dość, że nie dodawałam imaginów przez bardzo długi czas, to jeszcze taki krótki dodałam. Wiem. Ale zastanawiałam się, jak mają się one skończyć.
/ Leigh x

czwartek, 28 stycznia 2016

Immagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 31

Kiedy usłyszałam te słowa zaczęło mi szybciej bić serce. Nie mogłam złapać oddechu. Zrobiło mi się sucho w gardle. Oczy mi się zamykały, bardzo powoli, ale zamykały. Czułam, jak jest mi źle. Chciałam, żeby ktoś mnie ocalił, żeby ktoś mi pomógł. Zaczęłam krzyczeć. Byłam w głębokiej depresji po stracie dziecka i być może spotkam się z nim w niebie, jeżeli w ogóle je poznam, bo jak dotąd jeszcze go nie widziałam. Miałam ogromne szczęście - Conor mnie usłyszał. Podbiegł do mnie spanikowany.
- Matko, Leigh! Kochanie! - bił mnie po policzkach. Próbował mnie obudzić. Jednak na marne. Czułam, że moje oczy chcą się zamknąć i na razie bardzo dobrze im to wychodzi. Są już blisko - Panie doktorze! Niech pan szybko tutaj przyjdzie! Szybko! - nic więcej nie zdołałam usłyszeć.


                                                *OCZAMI  CONORA*

-Szybko! - spojrzałem na monitoring i wiedziałem, że to już koniec. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach, jak wodospad. Nie pozwoliłem jej jednak odejść. Zacząłem nią potrząsać. Stałem nad nią, moje łzy kapały na jej delikatną cerę. Oczy nie otwierały się jednak. - Panie doktorze, dpo cholery! Ona umiera!!! - darłem się jak opętany. Jeszcze nigdy się tak nie zakochałem. Nie pozwolę jej odejść. Nie teraz. Nie tu.
- Już! Już! Miałem ważną sprawę, o co chodzi? - przyszedł, jak gdyby nigdy nic, nie odrywając wzroku od papierów trzymających w rękach.
- Jak to co?! Ona umiera! - rozpłakałem się i padłem na jej klatkę piersiową.
- Odsuń się, pan! - doktor nacisnął przycisk "wezwij pielęgniarkę" trzy razy. Za 5 sekund zamiast  pielęgniarki weszli lekarze.
- Co się stało? - powiedział jeden z nich.
- Umiera. Można jeszcze ją ocalić. Szybko! Wiecie co macie robić. Pacjentka była chora na nadciśnienie płucne. - doktorzy w pośpiechu położyli moją Leigh na nosze i zawieźli na salę operacyjną.

***

Kilka godzin czekałem przed salą. W końcu  wyszedł doktor, z którym najczęściej rozmawiałem.
- I co z nią? - podniosłem się z podłogi. - Żyje?
- Tak, ale jest w kiepskim stanie.
Odetchnąłem z ulgą.
- Dziękuję, Panie doktorze. - przytuliłem go - ja nie wiem, jak się panu odwdzięczę.
- Nie ma problemu. Taka jest moja praca - odwzajemnił uścisk. Ustaliśmy na przeciwko siebie. Zasalutował mi i odszedł. Bardzo się ucieszyłem z tej wiadomości. Ona jest moją pierwszą miłością. I zapewne ostatnią.


_________________________________________________________________________________


Elo, elo :) Chciałabym, żeby więcej osób czytało tego bloga. Jakbyście mogli o nim rozpowiedzieć innym mixers, byłabym Wam bardzo wdzięczna. :) <3

/ Leigh x

sobota, 23 stycznia 2016

Imagin o Leigh-Anne.

                                                   ROZDZIAŁ 30

Po zamknięciu drzwi przed nosem Nick'owi oparłam się o nie plecami od wewnętrznej strony. Zamknęłam oczy i wszystko mi się przypomniało. To jak w siódmej klasie bawiliśmy się w ganianego na podwórku przy szkole. Jak ktoś wołaniem mojego imienia zwabił mnie do szatni, znajdującej się poniżej parteru. I to, co się wtedy stało. Nie powiedziałam o tym nikomu i teraz czuję, że to był błąd. On będzie mnie nawiedzał do końca mojego życia. Nie mogę do tego dopuścić. Dyszałam i nie mogłam złapać oddechu. Chciałam powiedzieć o wszystkim Kyle'owi, lecz zdążyłam tylko zawołać jego imię. Kiedy do mnie podbiegł był przestraszony. Wody odeszły.

***

Obudziłam się w szpitalu. Nie miałam już siły. Nie miałam również brzucha. Zauważyłam mego przyjaciela, który siedział pochylony nade mną na krześle, obok łóżka, na którym się znajdowałam i jego rodziców, którzy stali za nim.
- K-Kyle... - Byłam przerażona, kiedy to mówiłam. Ręce trzymałam na brzuchu, gdzie nie było już mojego skarba. - Gdzie jest moja dziewczynka...?
- Leigh, spokojnie. Wszystko jest pod kontrolą. Wszystko jest w porządku. - uśmiechnął się nieszczerze. Był zdenerwowany. Trzymał moją dłoń swoją spoconą dłonią. Głaskał mnie kciukiem po zewnętrznej stronie mojej dłoni, do której miałam przyczepioną kroplówkę. Wyrwałam mu się i oparłam łokciami o materac.
- Zadzwoń do Conora! - rozkazałam.
- Już dzwoniłem. Kilka godzin temu. Powinien tu być lada chwila.
Właśnie w tym momencie Kyle dostał SMS'a, na którego szybko odpisał.
- Muszę na chwilę wyjść. - wstał, zabrał swoją kurtkę i ruszył w stronę drzwi pośpiesznym krokiem.


                                                *OCZAMI   KYLE'A*

Byłem zrozpaczony, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć Leigh. Powiedzieć, że jej dziecko nie żyje. Że jej mały skarb odszedł nim zdążył się jeszcze urodzić. Kiedy wyszedłem ze szpitala szybko założyłem na siebie kurtkę. Nie zapinałem jej. Rozejrzałem się i zobaczyłem Conora. Podszedłem do niego i podałem mu rękę. Odwzajemnił uścisk.
- Gdzie Leigh? Jak się czuje? Co z dzieckiem? Wszystko w porządku? - położył mi dłonie na moje skrzyżowane ręce - Powiedz, że jest wszystko w porządku ... - mówił błagalnym tonem.
- Niestety... Nie jest w porządku. - ciężko mi było wydusić z siebie te słowa.
- Z Leigh, czy z dzieckiem? - nie odrywał ode mnie wzroku. Wciąż trzymał swoje dłonie na moich łokciach.
- Z dzieckiem.
- Co się stało?
- Ono... No ... Jakby to powiedzieć...
Opuścił ręce.
- Wiesz, co chcę powiedzieć? - zapytałem.
- Domyślam się. Powiedz mi, że to nieprawda... Że ono żyje. Że będzie dorastało, jak normalne dziecko.
- Chciałbym to powiedzieć... Ale nie mogę. Twoje domyślenia są prawdą. - powiedziałem z trudem i ze łzami w oczach.
Conor rzucił się na podłogę, zaczął  płakać. Łkał tak kilka minut, w ciągu których mi też uleciało kilka łez. Kiedy się już trochę uspokoił wstał i do mnie podszedł.
- Czy Leigh o tym wie? - zapytał.
Spojrzałem na niego smutno.
- Nie.
Nic więcej nie zdołałem z siebie wydusić.
- To kto jej powie? - mówił z płaczem.                                          
Westchnąłem.
- Ja to zrobię.
Weszliśmy do szpitala.


                                              *OCZAMI  LEIGH*

Przyjechał Conor. Ucieszyłam się.
- Kochanie, jak dobrze Cię widzieć! - Conor podszedł do mnie. Objął mnie. Był cały zimny. Musiał długo stać na dworze.
- Ciebie też, Skarbie. - odpowiedział smutnym tonem.
- Tylko nie rozumiem po co jechałeś tutaj taki kawał. - puściłam mu oczko.
Westchnął i spojrzał na Kyle'a. Ruchem głowy zachęcił go do czegoś.
- Leigh... - powiedział Kyle - Twój skarb... Nie żyje. Bardzo mi przykro.

Zalałam się płaczem. Pozrywałam z siebie kroplówki. Byłam bardzo smutna. Wręcz zrozpaczona. Kyle pobiegł po lekarza. A ja rzucałam się po podłodze i płakałam jak opętana. Krzyczałam. Nie mogłam złapać oddechu. Kiedy lekarz przyszedł próbował mnie uspokoić, lecz się nie dało. Zemdlałam.

Obudziłam się przykuta do łóżka szpitalnego. Słyszałam rozmowę Conora z doktorem. Nie wiedziałam, co dokładnie mówili, bo nie byłam w stanie nawet otworzyć oczu, lecz jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza usłyszałam doskonale: Jest z nią źle. Bardzo źle.



________________________________________________________________________________


Siemanko ;) Dziś nowy imagin. Zupełnie nowy. Mam nadzieję, że wam się spodoba. bardzo długo się nad nim męczyłam, więc proszę, zostaw mi pod nim komentarz :) <3 Dzięki wielkie! :*

/ Leigh x

czwartek, 24 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                   ROZDZIAŁ 29


Nie wiem, czy dobrze robie, raczej źle, ale nie mam  wyjścia. Wiszę mu przysługę. Powiedziałam Conorowi prawdę, że jako przyjaciółka jadę poznać jego rodziców. Nic poza tym. Byłam trochę głupia, że się zgodziłam jechać, bo przecież byłam w zaawansowanej ciąży i byłam chora, ale przypomniało mi się to dopiero w drodze. Nie mogłam się już wycofać.Czułam, że zdarzy się coś niedobrego. Kiedy jechaliśmy autem w ciszy pisałam z Conorem.


Conor: DŁUGO TAM BĘDZIESZ, KOCHANIE? <3
Ja:        TYDZIEŃ, SKARBIE! WIEM, ŻE WYTRZYMASZ. :* <3
Conor: WĄTPIE... NO ALE SPRÓBUJĘ. <3 :* A TAK WŁAŚCIWIE, TO MY NIC NIE WIEMY O             JEGO RODZICACH PODPYTAJ SIĘ CZEGOŚ...

Kiedy dostałam ostatniego SMS'a oparłam się o fotel i westchnęłam trzymając telefon na dużym brzuchu.

- Kyle... - zaczęłam.
- Tak? - powiedział spokojnie.
- Właściwie to czym się zajmują twoi rodzice?
- Prowadzą własne biznesy.
- Własne?
- Tak. Moja mama prowadzi sklep odzieżowy niedaleko naszego domu, a tata ma pokoje do wynajęcia.
- Gdzie ma te pokoje?- zapytałam zaciekawiona.
- U nas. W jednym budynku. My mieszkamy na dole, a chłopaki, którzy tam nocują na górze.
- Aaaa.. - byłam trochę tym zdziwiona, no ale znów oparłam się o fotel. Chyba zasnęłam. Obudził mnie SMS od Conora.

Conor: I JAK? DOWIEDZIAŁAŚ SIĘ CZEGOŚ? <3
Ja:       TAK. JEGO RODZICE MAJĄ WŁASNE BIZNESY. JEGO MAMA MA SKLEP ODZIEŻOWY, A OJCIEC MA POKOJE DO WYNAJĘCIA W TYM SAMYM BUDYNKU  <3
Conor: POKOJE DO WYNAJĘCIA?
Ja:       TEŻ SIĘ ZDZIWIŁAM.
Conor: NO CÓŻ... DOBRA... JA LECĘ DO PRACY :) TRZYMAJ SIĘ CIEPŁO I ODEZWIJ SIĘ ZARAZ JAK TAM PRZYJEDZIECIE, DOBRZE?
Ja:       DOBRZE, SKARBIE <3
Conor: KOCHAM CIĘ! <3
Ja:       JA CIEBIE TEŻ! <3

Odłożyłam telefon do małej torebeczki w której miałam kanapkę z sałatą, szynką i ogórkiem i słuchawki. Conor bardzo o mnie dbał i pomyślał o wszystkim. Zrobił mi kanapkę, w razie, gdyby były korki i powiedział Kyle'owi, że ma się mną zająć najlepiej jak potrafi. Na kogoś lepszego nie mogłam trafić.
- Yyhhh... Daleko jeszcze? - zapytałam
- Jeszcze około dwustu kilometrów.
- O boże! Obudź mnie, jak dojedziemy. - odwróciłam się plecami do kierowcy, a przodem do szyby i oparłam głowę o pas.

Zasnęłam.

Obudziło mnie szturchanie w ramię.
- Leigh, obudź się, jesteśmy na miejscu. - mówił do mnie Kyle.
- Już? - zapytałam przeciągając się.
- Tak. Chodź. Wysiadaj.
Położyłam się jeszcze raz na pas. Kyle obszedł samochód i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. Westchnęłam i wygramoliłam się z auta. Kyle otworzył bagażnik i wziął nasze walizki. Zaniósł je do domu. Ja oczywiście podążałam za nim. Kiedy weszłam byłam w szoku. W tym domu było pięknie. Z zewnątrz nie wydawał się taki ogromny, lecz taki był. Nie mogłam się połapać, gdzie co jest.
- Dzień dobry. - powiedziała Kyle'a mama podając mi rękę. To była bardzo młoda kobieta... Przy najmniej młodo wyglądała.Odwróciłam się do niej twarzą. Zobaczyła mój brzuch i natychmiast uśmiech znikł z jej twarzy - Kyle... Czy to twoje dziecko? - była przestraszona. Jakby miała zaraz zemdleć.
- Mamo, spokojnie. To nie moje dziecko. Leigh ma narzeczonego. To tylko moja przyjaciółka.
- Uuuff.. - odetchnęła - W takim razie, dzieci, rozbierajcie się.
- Dziękuję pani - powiedziałam.
- Nie ma za co, skarbeczku. Przypomnij mi, jak się nazywasz?
- Leigh-Anne Pinnock. - uśmiechnęłam się i podałam uroczej pani rękę. Oczywiście odwzajemniła uścisk.
- Pinnock, Pinnock... Skądś kojarzę to nazwisko... Czy Twój ojciec nie nazywa się John Pinnock? - spojrzałam na Kyle'a ze zdziwioną miną.
- Tak. Skąd pani wiedziała?
- Kiedyś chodziłam do klasy z twoim tatą. Czekaj, czekaj... Czy to nie on chodził z tą... Deborah Thornhill?
- Tak, to on.
- I co? Wzięli ten ślub, co sobie obiecali w ósmej klasie? - zaśmiała się.
- Tak, wzięli.
- I jak tam im się żyje?
- No cóż... Nie są już małżeństwem. Rozeszli się, ale mieszkają razem i się wspierają, jak prawdziwe małżeństwo. Są bardzo dobrymi przyjaciółmi.
- Oh.. Przepraszam, nie wiedziałam. Skarbie, wejdź, porozmawiamy ... Ugotowałam rosołu...
- Nie, dziękuję pani... Trochę źle się poczułam. Wyjdę na zewnątrz, dobrze? Zaraz wrócę.
- No dobrze, skarbie. Tylko załóż kurtkę, żebyś się nie przeziębiła. - podała mi ubranie.
- Dziękuję. - wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Za rogiem domu zauważyłam schody. Zapewne prowadziły one do "pokoi do wynajęcia". Nie zwracałam na to uwagi. Oparłam się o ścianę budynku i zjechałam na dół. Kucnęłam i wdychałam świeże powietrze. Zaraz usłyszałam dźwięki schodzących z góry ludzi. Rozmawiali, ale nie słyszałam o czym. Kiedy mnie zauważyli, jeden z nich powiedział do reszty "Jedźcie beze mnie. Muszę coś załatwić". Udawałam, że tego nie słyszę. Pozostali mężczyźni odjechali samochodem, nie wiedziałam gdzie. Został chłopak. Dość młody, lecz wytatuowany i umięśniony. Podszedł do mnie.
- Hej, mała. - oparł rękę o ścianę. Stał do mnie bokiem. Drugą rękę położył sobie na biodrze, a nogi skrzyżował.
- Znamy się? - powiedziałam pewna siebie. Wstałam. Ustałam centralnie na przeciwko niego. Nie bałam się, bo czego tu się bać? Zmienił pozycję i tkwił w tej samej, co ja. Zaśmiał się.
- Nie pamiętasz mnie? - przeczesał rękoma moje włosy.
- No jakoś nie bardzo, i nie chce poznawać. - otworzyłam drzwi i chciałam wejść do domu, kiedy on zamknął mi je przed nosem.
- Jestem Nick Vine. Być może coś ci to mówi. - uśmiechnął się szyderczo.
- Boże! - krzyknęłam. - nie, to nie może być prawda.! - miałam łzy w oczach.
- Prawda, prawda, skarbeczku. Nie masz ze mną dobrych wspomnień?
- Dobrych? Miałam przez ciebie człowieku traumę! Zwariowałeś wtedy!
- Nie zwariowałem. Zawsze taki byłem.
- Zawsze byłeś gwałcicielem? Ciekawy zawód- skończyłam rozmowę i weszłam do środka.


_________________________________________________________________________________

Ten imagin napisałam w Wigilię i to raczej ostatni w tym roku. Także mordeczki życzę wam wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Spełnienia marzeń! :)

/ Leigh x

sobota, 19 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                     ROZDZIAŁ 28

Wróciłam do domu.
- Leigh? - zapytał Conor z kuchni.
- Tak, to ja. - odpowiedziałam szybko, żeby się nie martwił.
- Gdzie byłaś? - podszedł do mnie w fartuszku, wycierając ręce w ścierkę, kiedy zdejmowałam buty. Nie miał do mnie wyrzutów, że wczoraj tak szybko uciekliśmy.
- Yyyymm.. - spojrzałam na niego kątem oka. Wróciłam do rozpinania suwaka w kozakach.- musiałam coś załatwić. - miałam wyrzuty sumienia, że go okłamywałam, ale nie miałam innego wyjścia.
Minęłam go i ruszyłam w stronę salonu.
- Chodzi o mojego tatę? - Odwróciłam się kiedy byłam w progu pomiędzy korytarzem, a kuchnią. Zaskoczył mnie tym pytaniem. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Niee - kłamałam - Skąd taki pomysł?
- Bo dzwoniła moja mama. Powiedziała, że ojciec jest w więzieniu.
- Za co? - zapytałam, jakbym o niczym nie wiedziała.
- Za to, że pobił policję.
Spojrzałam na podłogę. Ręce miałam splecione za plecami, a głowę spuściłam w dół. Mój narzeczony nie zauważył tego, bo tkwił w takiej samej pozycji, jak ja.
- Aaa.. no i jeszcze do tego jeździł samochodem po pijaku. - dodał.
- A to o tym nie wiedziałam - pomyślałam.
- Przykro mi- powiedziałam. Położyłam swoją dłoń na jego ramię i przytuliłam go delikatnie. - Chodź! - wskazałam mu drogę do salonu. Weszłam pierwsza. Zobaczyłam udekorowany stół, a przy nim dwa, pięknie ustrojone krzesełka. Na krańcach stołu stały dwa talerze, obok nich leżały sztućce, a kawałeczek dalej kieliszki do szampana. Na środku stał kurczak w naczyniu żaroodpornym, obok mięsa ujrzałam zdrową sałatkę, zrobioną z praktycznie samych warzyw, obok tego znajdował się chleb i kilka innych potraw. Dookoła kurczaka znajdowały się dwie świeczki. Cały salon był w romantycznym klimacie. Z magnetofonu, stojącego na parapecie, dobiegała muzyka, wpasowująca się w klimat. Zakryłam usta dłonią. Byłam pozytywnie zaskoczona. Odwróciłam się niepewnie na pięcie do mego narzeczonego. Conor nie był już w fartuszku, lecz w garniturze. Był taki przystojny. Uśmiechnęłam się.
- I jak Ci się podoba? - zapytał po dłuższej chwili patrzenia sobie w oczy.
- T-to wszystko dla mnie? - zapytałam jakby nie dowierzając.
- Tak, Skarbie. To wszystko dla Ciebie. - uśmiechnął się i rzałog moje zimne dłonie swoimi ciepłymi.- przepraszam, że ostatnio nie miałem zbytnio dla Ciebie czasu, ale musiałem więcej pracować, żeby kupić Ci to...
- Ty to kupiłeś? - wskazałam gestem głowy na znajdujący się za mną udekorowany salon.
- Nie. Kupiłem Ci coś innego. - puścił moją jedną rękę, lecz drugą wciąż trzymał i wyszliśmy na zewnątrz. Kiedy otworzył drzwi wejściowe, myślałam, że śnię.
- To dla nas? - zapytałam nie dowierzając. Odwróciłam się do niego. Czułam zapach jego perfum.
- Kupiłem to, na nasz ślub, ale jeżeli Ci się nie podoba, to mogę ją sprzedać i ...
- Ciii.. - zakryłam mu palcem usta. - Jest piękna. Właśnie o takiej marzyłam. - Zakręciła mi się łza. Pocałowałam namiętnie mego jedynego mężczyznę.
- Wiedziałem, że chciałaś limuzynę, ale nie byłem pewny, czy Ci się spodoba.
- Bardzo mi się podoba, Kochanie. Jeszcze nikt nie zrobił mi takiej niespodzianki. Kocham Cię. - wtuliłam się w niego.
- Ja też Cię kocham. Bardzo mocno Cię kocham.


                                              *OCZAMI   CONORA*

Kupiłem jej limuzynę. Myślałem, że taka to za mało. Ona jest zwykła, czarna, z delikatnym połyskiem, ale cóż... na lepszą mnie nie było stać. Chociaż tak mogłem jej się odpłacić za to, że nie miałem dla niej czasu. Leigh to niesamowita dziewczyna.  Nic lepszego niż ona nie mogło mi się przytrafić.


                                             *MOIMI   OCZAMI*

Kocham go. Tak bardzo go kocham. Nie mogłam uwierzyć, że on aż tak się dla mnie poświęca. Weszliśmy do środka i w spokoju zjedliśmy kolację. Rozmawialiśmy o jego tacie. Powiedziałam mu, co widziałam i pokazałam zdjęcie. Nie był tym zszokowany i wyznał mi, że o tym wiedział. Powiedział, że kilka lat temu miała miejsce taka sama sytuacja, i że on wiedział, że to mu nie przejdzie. No i nie przeszło. Przy okazji powiedziałam mu, że szpiegowałam go z Kyle'm. Nie był zły. Rozumiał, że nie chciałam mu o tym mówić. Później poszliśmy spać. Następnego ranka obudził mnie telefon od Kyle'a. Odebrałam.
- Halo? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Cześć Leigh. Ja Tobie wyświadczyłem przysługę, teraz pora na ciebie.
- O co chodzi?
- Chciałbym, żebyś pojechała ze mną do mojej rodzinnej miejscowości.
- Po co?
- Chciałbym Cię przedstawić swoim rodzicom. - zerwałam się z łóżka. Całe szczęście Conora jeszcze spał.
- Ale dlaczego ja? Po co ty w ogóle chcesz mnie im przedstawić?
- Bo jesteś moją przyjaciółką, a u nas jest taka tradycja, że się przedstawia rodzicom bliskie nam osoby.
- Yyyhh.. No dobra. Gdzie to jest?
- Manchester.
- Coo?! To ponad 300 kilometrów.
- No wiem. Proszę Cię. To dla mnie na prawdę bardzo ważne.
- Dobra... I tak nie mam co robić. Na ile?
- Na tydzień. Wyruszamy dzisiaj o 10.00 . Będę czekał przed Twoim domem.
- Coo?! Jest 8.00.
- No wiem. Lepiej się pośpiesz. Do zobaczenia.
Rozłączył się.



________________________________________________________________________________


Elo, elo :) Co tam? Jak tam? Następny imagin będzie ciekawy, więc chciałabym, żeby pod tym było dużo wyświetleń. Do zubka! :) Paaa :)

/ Leigh x

czwartek, 10 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                       ROZDZIAŁ 27

Co tu się w ogóle dzieje?! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! On zdradzał tę niewinną kobietę, która była w nim zakochana. Nie wie działam co mam zrobić: wejść tam i zrobić mu awanturę, czy zostać i udawać, jakby nigdy nic się nie stało. Całe szczęście wpadłam na pewien pomysł. Wyciągnęłam telefon z kieszeni sweterka, wychyliłam się lekko tak, aby mnie nie zauważyli i bezdźwięcznie zrobiłam im zdjęcie. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Uciekłam z tamtąd jak najszybciej nie zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam do stolika, przy którym siedział Conor ze swoją mamą. Byłam trochę zmęczona, ponieważ miałam bardzo słabą kondycję. Usiadłam obok narzeczonego.
- Jesteś wreszcie - powiedział do mnie.
- Tak. Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Była kolejka - szybko odpowiedziałam. Spojrzałam na stół pełen jedzenia. - Zamówiliście już?
- Tak. Chcesz coś? Zmieści się coś jeszcze w tym brzuszku? - zapytał ironicznie Conor, głaskając palcami nasze maleństwo. No nie ukrywam tego, że brzuch był gruby, i to bardzo, ale nie musiał tego mówić.
- Tak. Zmieści - zaśmiałam się. - Hmmm.. Mogę tę sałatkę? - wskazałam palcem na zdrowe pożywienie.
- Pewnie! - Conor nałożył mi sałatki na talerz. Nalałam sobie do szklanki wody, żeby ochłonąć po tym wszystkim.
Kiedy zjadłam sałatkę cała w stresie i wypiłam wodę Conora mama się do mnie odezwała. Dziwnie mi było jej kłamać prosto w oczy.
- Leigh, możemy porozmawiać?
- Tak! Pewnie. - Obje wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy na korytarz.
- Co się dzieje? - Zapytała mnie przyszła teściowa zaniepokojona moim zachowaniem.
- Nic, nic - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach spoglądając to na nią, to na ścianę, to na podłogę.
- Przecież widzę - złapała mnie za łokcie - skarbie, co się dzieje? - Miałam ochotę się rozpłakać.
- Jak będzie się działo coś poważnego, to powiem pani, obiecuję - uśmiechnęłam się sztucznie. W sumie to było już dość poważne. Miałam dowody na karcie pamięci, ale bałam się jak zareaguje.\
Westchnęła.
- No dobrze, tylko nie zapomnij, że masz teściową - puściła mi oczko i weszła z powrotem do sali.
Łza zakręciła mi się w oku. Zrobiłam to, co ona. Kiedy weszłam do środka wciąż nie widziałam ojca Conora. Podeszłam do ukochanego.
- Idziemy już? - zapytałam.
- Przecież dopiero przyszliśmy - odpowiedział z wyrzutem.
- No tak, ale jestem bardzo zmęczona. Chcę się położyć.
- No dobrze - westchnął - mamuś, my będziemy się zbierać.
- No dobrze, kochanie - powiedziała - lećcie! - To była bardzo wyrozumiała kobieta. - Wyśpijcie się - ucałowała Conora czoło, trzymając go za policzki. Ze mną uczyniła to samo.
- Do widzenia, pani - powiedziałam wychodząc.
- Do widzenia skarbie - odpowiedziała szybko.
- Pa, mamo - powiedział Conor wcale na nią nie patrząc.
- Pa, synku!

Wychodząc nie rozmawialiśmy. Podczas jazdy również byliśmy cicho. Weszliśmy do domu i każde z nas poszło w swoją stronę. Conor poszedł do naszej sypialni, a ja do kuchni. Mimo to, że przed chwilą jadłam sałatkę, to zgłodniałam. Zrobiłam sobie 2 kanapki z dżemem wiśniowym i herbatę. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Dużo myślałam nad tym, co widziałam i doszłam do wniosku, że chcę sprawdzić, z kim mój przyszły teść zdradza swoją żonę.
Wyjęłam telefon. Była godzina 17.03. Wystukałam SMS'a do Kyla.

Ja:      MOŻESZ MI POMÓC? :)
Kyle: PEWNIE! O CO CHODZI? :)
Ja:      CHODZI O OJCA CONORA. WIDZIAŁAM, JAK JEGO TATA ZDRADZA SWOJĄ ŻONĘ           I MAM WYRZUTY SUMIENIA, ŻE JEJ O TYM NIE POWIEDZIAŁAM.
Kyle: KURCZE... TRUDNA SYTUACJA... ;/ A W CZYM JA MAM CI POMÓC?
Ja:     CHCIAŁABYM, ŻEBYŚ MI POMÓGŁ GO SZPIEGOWAĆ.
Kyle: JA?! NAWET NIE WIEM JAK ON WYGLĄDA. JA SIĘ DO TEGO NIE NADAJĘ...
Ja:     JAK TO SIĘ NIE NADAJESZ?! JESTEŚ POLICJANTEM! ZAJMUJESZ SIĘ TAKIMI RZECZAMI.
Kyle: TO BARDZIEJ ROLA DETEKTYWA.
Ja:     PROSZĘ...
Kyle: NIE!
Ja:     NO PROSZĘ...
Kyle: YHHHHH... ROBIĘ TO TYLKO I WYŁĄCZNIE DLA CIEBIE.!
Ja:     HURA! WYŚLĘ CI JEGO ZDJĘCIE, MIEJSCE GDZIE SIĘ SPOTKAMY I O KTÓREJ. :)                 WIELKIE DZIĘKI, PA :)
Kyle: NO PA :)

Ustaliliśmy  miejsce i godzinę. Spotkaliśmy się następnego dnia.Dostałam SMS'a od Conora mamy, że jego ojciec wychodzi z domu. Ona oczywiście nie wiedziała o co chodzi, ale powiedziała mi niektóre szczegóły.
Śledziliśmy go razem z Kyle'm. Szedł do pobliskiej kawiarni. Spotkał się tam z jakąś dziewczyną. To nie była ta sama pani, z którą go widziałam wczoraj. Była blondynką o bardzo jasnej karnacji. Więcej nie mogłam zauważyć, ponieważ nie wchodziłam do środka. Widziałam ich tylko przez duże okno, prowadzące do miejsca, w którym ich widziałam. Kyle wszedł do budynku zajmując stolik zaraz obok nich, aby móc ich śledzić. Był w tym bardzo dobry. Zdążyłam zauważyć tylko, że mój przyszły teść daje jej buzi witając się. Ile on ma kochanek? To jest bardzo podejrzane.

Kyle szpiegował ich przez dłuższą chwilę, zasłaniając się MENU. Po chwili ojciec Conora podszedł do niego. Przybliżyłam się do drzwi, aby usłyszeć ich rozmowę.
- Co pan robi? - spytał ojciec Conora.
- Jak to co?! Przeglądam sobie MENU.
- Przecież widzę, że pan nas śledzi.
- Hahaha...! Ja? Śledzić was? Niby po co? - Kyle był dobrym aktorem.
- No nie wiem, ale wiem, że ty wiesz kolego - ojciec Conora był już trochę rozzłoszczony. Nie uwierzył w ściemy Kyle'a. - Więc radzę ci, chłopcze, abys mi to szybko powiedział, albo skończysz bardzo marnie.
- Jeżeli ty, kolego, nie przestaniesz mi grozić, to wylądujesz w więzieniu.
- Haha! Bez obaw!
- Nie bądź pan tego taki pewien. - Kyle chciał już wychodzić, lecz ojciec Conora zatrzymał go łapiąc swoją prawą dłonią jego lewe ramię i obkręcając go w swoją stronę. Nagle mój przyszły teść uderzył mojego przyjaciela z całej siły pięścią w twarz. Kyle się przewrócił. szybko do niego podbiegłam i ukucnęłam przy nim.
- Nic ci nie jest? - zapytałam zaniepokojona.
- Chyba nie - odpowiedział Kyle trzymając się za policzek i powoli wstając.
- Co ty tutaj robisz?! -  teść tym razem zwrócił się do mnie.
- Ratuję przyjaciela przed ostrym napadem mojego teścia, a myślałeś, że co?
- Zmykaj z tąd, perełko! - uderzył mnie w ramię.
- Bo jak nie, to co?!
- To dobrze z tobą nie będzie! - przybliżył się do mnie i pogroził mi palcem.
Przestraszyłam się, ponieważ miał naprawdę nie przyjemny wyraz twarzy.
- Zostaw ją! - krzyknął Kyle. Tym razem role się odwróciły. Kyle podszedł do taty Conora i uderzył go tak, jak wcześniej mój teść mego przyjaciela. Tata Conora upadł i z nosa zaczęła lecieć mu krew. Rozejrzałam się po kawiarni. Zauważyłam, że nie ma już tutaj dziewczyny, z którą spotkał się mój teść. Uciekła. Kiedy z powrotem skierowałam wzrok na leżącego na brzuchu. Kyle zakuł go w kajdanki i zadzwonił po swoich przyjaciół z pracy. Po krótkiej chwili zobaczyłam wóz policyjny jadący na sygnałach. Zabrali mego teścia. Coś czuję, że krótko tam nie posiedzi.



________________________________________________________________________________



Elo ,elo!  To był naprawdę dłuuuugi rozdział, tak, wiem, to dlatego pisałam go tak długo. Następny prawdopodobnie dodam w weekend, a jeżeli nie, to w tygodniu :)

/ Leigh x