niedziela, 22 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                  ROZDZIAŁ 26

Co się ze mną dzieje? Mdleje co chwila... Błagam, żeby moje dziecko było zdrowe... Kiedy się obudziłam, obok mnie zobaczyłam Conora. Bałam się, że mnie zostawi... Nie, on nie jest taki. Iza to go kocham. Za to, że pomimo moich błędów potrafi mi wszystko wybaczyć.
- Jak się czujesz, kochanie? - zapytał zaniepokojony moim stanem zdrowia.
- Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas swoimi dłońmi trzymał moją dłoń, na której widniał srebrny pierścionek. Byłam bardzo wzruszona, a zarazem smutna. Smutna, ponieważ nie wiedziałam, co ze zdrowiem dziecka, a wzruszona, bo Conor wciąż mnie kochał. Przy najmniej tak mi się wydawało. Wolałam się jednak upewnić. - To znaczy że mi wybaczyłeś? - zapytałam, nie odrywając wzroku od naszych splecionych dłoni.
- Oczywiście, że tak, skarbie. Nie mógłbym cię teraz zostawić. Nie obchodzi mnie, co się wtedy pomiędzy tobą, a tym chłopakiem wydarzyło. Spotkałem się z nim i powiedział mi, że to wina lekarstw. - Łza spłynęła mi po policzku. Uśmiechnęłam się lekko. Patrzeliśmy na siebie z uśmiechem trzymając się za ręce. Tę piękną chwilę ciszy przerwał nam lekarz.
- Dzień dobry, Przepraszam, że przeszkadzam - odchrząknął wpatrując się w dokumentu, które trzymał w ręku. Poruszał się wolno. - Mam wyniki panny Pinnock. Są prawidłowe - uśmiechnął się i zatrzymał się obok mojego łóżka. Odwzajemniłam uśmiech. - także proszę się niczym nie przejmować. - odwrócił się i chciał wyjść, ale zatrzymał się gwałtownie i odwrócił z powrotem w moim kierunku - Właściwie, panno Pinnock, to przywiózł tu panią pewien chłopak, który zostawił dla pani list. - doktor szukał w swoich papierach listu od Kyle'a. Przy najmniej myślałam, że to od niego, bo widziałam się ostatni raz właśnie z nim. Lekarz podał mi papier, uśmiechnął się i wyszedł. Spojrzałam na Conora, a on całkiem spokojnie wskazał ruchem ręki, żebym przeczytała to, co było napisane na kartce. Otworzyłam ją i przeczytałam pierwszą linijkę.

                                                  "Droga Leigh!"

Bałam się co będzie napisane dalej, ale postanowiłam to sprawdzić. Przełknęłam głośno ślinę.

" Wiem, że nie zachowałem się odpowiednio, bo wiem, że to, że się spotkaliśmy było przypadkiem... Pomimo to, chciałbym, żebyśmy zostali znajomymi. Nic więcej. Odpisz SMS'em.
                                                                                    3maj się,
                                                                                       Kyle :)

PS. Poznałem Twojego chłopaka. To równy gość. Nie chcę Wam stawać w drodze do szczęścia."

Wyciągnęłam telefon i odpisałam tylko "OK".
Bardzo się cieszę, że moje sprawy w końcu się poukładały. Conor nie był zdenerwowany. Był spokojny i niczego się nie obawiał. Miał do mnie 100% zaufania, pomimo tego, co zrobiłam.
Rozszerzył nogi i podparł się łokciami o swoje kolana. Wyciągnął do mnie prawą rękę, by sięgnąć po list. Wpatrywałam się w niego, nie odrywając od niego wzroku. List trzymałam w obydwu dłoniach, złożony na pół, na brzuchu. Nie chciałam zbytnio mu go dawać, ale chłopak był przeuroczy i podałam mu papier. Spojrzał na kartkę. Wciąż był podparty łokciami o kolana, a list miał pomiędzy nimi trzymając go w dłoniach. Przygryzł dolną wargę, gdy go czytał. Po przeczytaniu złożył go w połowie, spojrzał na mnie z uśmiechem i podał mi list. Schowałam go do szafki znajdującej się obok mojego łóżka. Chwilę potem dostałam SMS'a od Kyle'a,

"Nie gniewaj się nie mnie tylko! :) "

Wystukałam szybko literki.

"No coś ty! Nie mam za co!"

"Na pewno?"

"Tak. Na pewno! :)"

Odłożyłam telefon na szafkę i wstałam z łóżka, żeby sie ubrać. Zrobiłam to, co zamierzałam. Założyłam jasnoróżową koszulkę na ramiączkach w białe duże kwiaty z rozkloszowanym końcem, czarne legginsy, białe trampki i biały sweterek. Następnie udałam się do łazienki,gdzie się umyłam, uczesałam, pomalowałam i zrobiłam inne podstawowe rzeczy. Poszłam do doktora, zapytać go o wypis, a on od razu mi do dał. Chyba mnie polubił .Zamierzałam razem z Conorem jechac prosto do domu, odpocząć trochę, lecz on skręcił w jakąś uliczkę prowadzącą prawie na koniec miasta.
- Ile czasu leżałam w szpitalu? - zapytałam.
- 3 dni. Byłaś w śpiączce jakiejś. - odpowiedział.
- Aaa... A co z moimi rzeczami? Zostały w szpitalu.
- Później po nie podjadę.
- Okej.
Spojrzałam na radio, gdzie znajdowała się godzina. Była 16.00.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się pod nosem i puścił mi oczko.
Oparłam się o fotel i westchnęłam. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Conor zatrzymał się przed drzwiami restauracji. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka. Mój narzeczony chwilkę porozmawiał z panią z recepcji. Wydawało mi się, że o stoliku dla nas. Ja w tym czasie rozejrzałam się po tym przeuroczym wnętrzu. Restauracja była ogromna. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Przy samym wejściu po prawej stronie znajdowały się schody. Zaraz obok nich były wieszaki na kurtki. Obok wieszaków znajdowały się drzwi do łazienek. Po lewej stronie, obok wejścia była recepcja. Główny korytarz prowadził do ogromnej sali, w której było mnóstwo stołów. Na każdym z nich widniał bukiet różowych kwiatów, biały obrus, serwetki, sól i pieprz. Cała sala była koloru ciemnofioletowego i białego. Kiedy Conor skończył rozmawiać z panią, złapał mnie za rękę i weszliśmy bardziej do środka. Od razu pogorszył mi się humor, kiedy zobaczyłam rodziców Conora. Spojrzałam na niego złowrogo.
- Oni mieli tutaj być? - zapytałam przez zęby.
- Mój ojciec pytał mnie, czy moglibyśmy się z nimi spotkać. - odpowiedział.
- Po co?!
- Chciałby cię przeprosić.
Westchnęłam.
- I co? Mam udawać jakby nic się nie stało?!
- No nie... To znaczy... Nie wiem... Matko! Przeprosi cię, zjemy kolację i będzie cacy.
- Nie!
- Proszę...
- Nie!
- No proszę...
Westchnęłam.
- Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - pogroziłam mu palcem.
Ruszyłam grzecznie w kierunku przyszłych teściów.
- Dzień dobry - przywitałam się ze sztucznym uśmiechem na ustach. Podałam rękę mamie Conora i jego tacie. Conor również przywitał się ze swoimi rodzicami. Jego ojciec zaproponował, abyśmy usiedli razem do stołu. Ja z Conorem usiedliśmy obok siebie. Na przeciw mnie - mama Conora, a obok niej jej mąż. Dobrze się dogadywałam z przyszłą teściową. Była naprawdę  przesympatyczną kobietą.
- Leigh, ja chciałbym cię naprawdę z całego serca przeprosić - powiedział tata Conora i złapał moją rękę. Natychmiast się wyrwałam.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się sztucznie. Conora mama nie wiedziała o co chodzi.
Ojciec Conora dostał SMS'a. Wyjął telefon z kieszeni spodni i odczytał w myślach wiadomość.
- Przepraszam, muszę na chwilę iść, szef tego lokalu pisze, że jestem mu potrzebny. Zaraz wracam.

Od razu wiedziałam, że to ściema. Kiedy tata Conora już wyszedł powiedziałam:
- Przepraszam was ja również. Muszę iść do toalety. - wyszłam z sali i zobaczyłam ojca Conora wspinającego się na schody. Ruszyłam za nim. Byłam bardzo ostrożna, żeby mnie nie zauważył. Chodziłam na palcach cicho jak myszka. W końcu mój przyszły teść zamknął drzwi w miejscu, w którym kończyły się schody. Cichutko podbiegłam do nich i je otworzyłam. Weszłam do środka nie zamykając za sobą drzwi.  Ujrzałam korytarz. Był dość długi. Na jego ścianach znajdowało  się dość sporo drzwi. Jak się domyślam prowadzących do sypialni.Jakieś 10 metrów od drzwi był skręt w prawo. Wychyliłam głowę. Ujrzałam następny korytarz, tym razem już nie taki długi. Miał jakieś 20 metrów długości i około 3 metrów szerokości. Po prawej stronie były drzwi. W prawym rogu,  ujrzałam ojca Conora z jakąś kobietą. Brunetka. No tak! Tutaj nie wolno wchodzić, dlatego się nie boją, że ktoś ich zobaczy. Młoda dziewczyna opierała się o ścianę i ręce miała splecione na karku Conora taty. On jedną ręką trzymał jej talię, a drugą jej zgrabną nogę, która była zgięta i w kolanie dotykała jego miednicy. Kobieta miała na sobie krótką, czarną spódniczkę z falbankami, białe buty na obcasie i krótki, biały top przylegający do jej ciała. On był w garniturze. Całowali się. Jego ręka wędrowała pod spódniczkę kobiety, a ona widać nie była tym zaskoczona. Co lepsze... Podobało jej się to. Nie chciałam tego oglądać. Schowałam głowę i oparłam się o ścianę.

________________________________________________________________________________

Siema! Nie mam dzisiaj komunikatów. Ten imagin jest znacznie dłuższy niż poprzednie, ale strasznie mi się nudziło, więc postanowiłam go napisać. Siemka dzióbki! Trzymajcie się!

/ Leigh x


sobota, 14 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                       ROZDZIAŁ 25

- Co ja narobiłam...- szepnęłam sama do siebie. Zakryłam swoją prawą dłonią usta. Pozbierałam z podłogi rozsypane części komórki i złączyłam je w całość. Kiedy już to zrobiłam przytrzymałam przycisk blokady telefonu. Po krótkim czasie przyrząd się włączył. Miałam 5 nieodebranych połączeń i 3 SMS'y. Miałam nadzieję, że Conor próbował się ze mną skontaktować. Sprawdziłam, kto do mnie dzwonił. Niestety, wszystkie nieodebrane połączenia, były od Kyle'a. Nie oddzwoniłam. Nacisnęłam przycisk prowadzący mnie do wiadomości tekstowych. Tak! Conor napisał!

Conor: LEIGH! WIEM, ŻE JESTEŚ CHORA I MASZ NASZEGO DZIDZIUSIA W BRZUCHU                   (MAM NADZIEJĘ, ŻE TO JA JESTEM JEGO OJCEM), ALE TO CIĘ NIE                                         USPRAWIEDLIWIA. NIE JESTEŚ ZADOWOLONA Z NASZEGO ZWIĄZKU, WIĘC PO               CO GO DALEJ CIĄGNĄĆ?! ZASTAWÓW SIĘ, CZEGO TY WŁAŚCIWIE CHCESZ...

Szybko mu odpisałam.

Ja:        KOCHANIE! CHCĘ TYLKO CIEBIE! NIE PAMIĘTAM, ŻEBYM PISAŁA TE SMS'Y      
            WCZORAJ. PROSZĘ, UWIERZ MI...
Conor: NIE UWIERZĘ, PUKI  NIE ZOBACZĘ DOWODÓW...

Nie odpisałam. Kiedy pomyślę o tym, że chciałam innego chłopaka, to robi mi się słabo. Do jasnej cholery! Kocham tylko i wyłącznie Conora! I to nie dzięki Kyle'owi poczułam to ciepłe uczucie zwane miłością, ale dzięki Conorowi. Co ja sobie myślałam...

Pozostałe 2 wiadomości były od Kyle'a. Może warto byłoby się z nim spotkać i porozmawiać o tym, co wczoraj zaszło. Napisał mi:

Kyle: LEIGH! NIE CHCESZ JUŻ BYĆ ZE MNĄ?
Kyle: LEIGH! DO JASNEJ CHOLERY!
Ja:     CHCĘ SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ I POROZMAWIAĆ O TYM, CO SIĘ WYDARZYŁO...
Kyle: PEWNIE! GDZIE I O KTÓREJ?

Ustaliliśmy szczegóły i zaczęłam się ogarniać.

***

Kiedy byłam już gotowa do wyjścia była godzina 15.54. Zabrałam torebkę i schowałam do niej telefon, słuchawki, portfel i chusteczki. Wzięłam leżące wcześniej w kuchni klucze. Jednym z nich zamknęłam dom, a drugim odpaliłam auto. W drodze byłam bardzo spięta. Dlaczego nie pamiętam wczorajszego wieczoru? Co on mi zrobił? Boję się z nim spotkać.

Kiedy dojechałam na miejsce odpięłam pas, wyjęłam kluczyki ze stacyjki, przejrzałam się w lusterku i wysiadłam z samochodu. Zamknęłam go. Kluczyki schowałam do torebki. Podeszłam do wejścia lodziarni. Stałam metr od linii granicznej  miasta, a budynkiem, w którym mieliśmy się spotkać. Westchnęłam i po krótkim czasie weszłam do środka. Ujrzałam masę ludzi śmiejących się i zajadających lody. Zajęłam miejsce przy wolnym stoliku tyłem do wejścia . Po pięciu minutach przyszedł Kyle. Podszedł do mnie od tyłu i gwałtownie połaskotał mnie w żebra. Podskoczyłam przerażona.
- Co ty robisz - zapytałam prawie że krzycząc. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jak to co - spytał. Po chwili na jego ślicznej buźce pojawiły się rumieńce. Były słodkie. - witam się ze swoją kobietą. - powiedział zawstydzony. Zauważyłam, że wpatrywałam się w niego wytrzeszczonymi oczami, nie mrugając.
- K-k-kim przepraszam - zapytałam wciąż tkwiąc w tej samej pozycji.
- Nie pamiętasz co się działo wczoraj?
- Hmmm... Nie... Nie bardzo... - rozsiadłam się rozluźniona na fotelu i słuchałam jego wypowiedzi.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Naprawdę - zapytał po krótkiej chwili namysłu.
- Tak. Naprawdę. Powiesz mi co się wydarzyło?
- Ehh.. Skoro nie pamiętasz, zgoda. Wczoraj posłałem ci z 20 SMS'ów, ale na żaden nie odpisałaś. Bałem się o ciebie, więc postanowiłem do ciebie pojechać. Waliłem w drzwi, ale nikt nie odpowiadał, więc sam je otworzyłem. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem ciebie lezącą na podłodze. Szybko do ciebie podbiegłem, potrząsnąłem tobą, ale to na nic. Nie odpowiadałaś. Zadzwoniłem na pogotowie. Ono szybko przyjechało, zabrało cię do szpitala i przebadało. Oczywiście byłem tam z tobą. Pan doktor mówił coś jeszcze o lekach, które ci podał. Mówił, że możesz mieć kłopoty z pamięcią i apetytem. Powiedział jeszcze, że dobrze by było jakby był ktoś teraz koło ciebie, w razie jakby się coś działo, więc wypisałem cię ze szpitala i pojechaliśmy do ciebie. Pytałem co chwilę, czy wszystko w porządku. Zachowywałaś się normalnie. Kiedy już do ciebie pojechaliśmy było już późno, wiec położyłem cię spać, a ja chciałem kimnąć się w salonie, ale jakieś 10 minut po zaśnięciu mnie obudziłaś, bo powiedziałaś, że się boisz spać sama, no to poszedłem z tobą na górę i się zaczęło...
- Co się zaczęło? - przeraziłam się.
- ... A jak myślisz? - zapytał ironicznie.
- Powiedz mi!
- Kochaliśmy się. Było tak cudownie. Byłaś normalna.
- Co?! Jak to? Nie, nie, nie...! - wstałam gwałtownie z fotela i wędrowałam po sali z przytkniętą do ust dłonią - przecież to niemożliwe!
- A jednak - również wstał. Załapał mnie za ramiona, żeby mnie uspokoić.

Zasłabłam.



________________________________________________________________________________


Siema, siema, siema :DDD Ludzie... Ja nie wiem, czy mam dalej pisać te imaginy, czy nie... Nie mam dla kogo po prostu... Jeżeli w ciągu tygodnia się podniesie liczba wyświetleń, to zoabczymy co dalej...

/ Leigh x

poniedziałek, 9 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                             ROZDZIAŁ 24

Obudziłam się. Czy to był tylko sen? Proszę, aby to było naprawdę. Spodobał mi się ten policjant. Wyglądał na porządnego człowieka. Wiem, że nie powinnam tego mówić, bo mam narzeczonego, i dziecko w brzuchu, ale kiedy z nim przebywałam, poczułam to, czego jeszcze nigdy nie czułam. Miłość. Tą pieprzoną miłość. Kiedy byłam młodsza, nie wierzyłam, że istnieje coś takiego, jak to uczucie, a teraz dzięki Kyle'owi zrozumiałam, że to uczucie jest wielkie.

Zeszłam na dół. Zobaczyłam Conora z moim telefonem w ręku i wściekłą miną. Był odwrócony do mnie profilem. Zauważył mnie. Podeszłam bliżej.
- Co-oś się stało - zapytałam niepewnie.
- Jeszcze pytasz?! - wrzasnął.
- Yyym.. Tak.
- Hah - zaśmiał się sztucznie - co to jest za Kyle?
Podeszłam do niego bliżej. Stałam na przeciwko niego. Dzielił nas zaledwie metr.
- Daj mi to - wyciągnęłam rękę po telefon. Nie odrywaliśmy od siebie znienawidzonych oczu. Gwałtownym ruchem podał mi moją komórkę. Powoli oderwałam wzrok od niego i spojrzałam na ekran. Przeczytałam wczorajsze SMS'y z Kylem.


Kyle: CHCIAŁBYM SIĘ Z TOBĄ JESZCZE ZOBACZYĆ. :)
Ja:     JA TEŻ, KYLE :)
Kyle: NAPRAWDĘ? :) :)
Ja:     TAK, BARDZO :)
Kyle: MOGĘ CI COŚ POWIEDZIEĆ?
Ja:     JASNE! :)
Kyle: WIEM, ŻE TO SZALONE, ALE PODOBASZ MI SIĘ. :)
Ja:     TY MI TEŻ. ALE MUSISZ COŚ WIEDZIEĆ... :/
Kyle: CO TAKIEGO?
Ja:     MAM NARZECZONEGO :/
Kyle: ALE JAK TO?! :'(
Ja:     TAK TO... ALE GO NIE KOCHAM... :)
Kyle: NIE CHCIAŁBYM BYĆ PRZESZKODĄ W WASZYM ZWIĄZKU...
Ja:     NIE JESTEŚ. OSTATNIO Z CONOREM SIĘ OD SIEBIE BARDZO ODDALILIŚMY, A JA NIE CHCIAŁABYM MARNOWAĆ CZASU. SPOTKAJMY SIĘ, DOBRZE? :) :*
Kyle: JASNE! <3
Ja:     JUTRO? :)
Kyle: MOŻE BYĆ KOŁO LODZIARNI? :)
Ja:     PEWNIE! O 13.00? :)
Kyle: OCZYWIŚCIE! :)

Pamiętałam tylko pierwszego SMS'a. Więcej nic nie pamiętałam.Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 14.00. Spojrzałam na Conora przepraszająco, lecz on oczekiwał wyjaśnień. Zablokowałam telefon i położyłam go na szafce w kuchni.
- Mogę to wyjaśnić - powiedziałam niepewnie.
- Tak?! To jestem bardzo ciekawy... - Wskazałam stół w kuchni i usiedliśmy na przeciw siebie.
- Więęęccc... - usłyszałam dźwięk SMS'a. Spojrzałam na Conora i oboje ruszyliśmy w stronę telefonu. Całe szczęście byłam pierwsza. Odebrałam SMS'a od Kyle'a.
"DLACZEGO NIE PRZYSZŁAŚ? NIE PAMIĘTASZ WCZORAJSZEGO WIECZORU? ZNUDZIŁEM CI SIĘ? NA PRZYPOMNIENIE WYSYŁAM CI ZDJĘCIE! CAŁUJĘ CIĘ! <3"


Otworzyłam szeroko usta. Nic, kompletnie nic nie pamiętałam. Conor wyrwał mi telefon z ręki. Przeczytał SMS'a. Rzucił moim telefonem o ścianę i wyszedł z domu. Kiedy był przy drzwiach zawołałam do niego:
- Ja ciebie też widziałam z inną dziewczyną. Dałeś jej buzi.
- To była moja siostra - powiedział ze smutkiem i wyszedł.


_____________________________________________________________________________


Heloł, heloł, heloł. :) :) :) I jak? Czekam na komentarze <3
/ Leigh x