ROZDZIAŁ 26
Co się ze mną dzieje? Mdleje co chwila... Błagam, żeby moje dziecko było zdrowe... Kiedy się obudziłam, obok mnie zobaczyłam Conora. Bałam się, że mnie zostawi... Nie, on nie jest taki. Iza to go kocham. Za to, że pomimo moich błędów potrafi mi wszystko wybaczyć.
- Jak się czujesz, kochanie? - zapytał zaniepokojony moim stanem zdrowia.
- Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas swoimi dłońmi trzymał moją dłoń, na której widniał srebrny pierścionek. Byłam bardzo wzruszona, a zarazem smutna. Smutna, ponieważ nie wiedziałam, co ze zdrowiem dziecka, a wzruszona, bo Conor wciąż mnie kochał. Przy najmniej tak mi się wydawało. Wolałam się jednak upewnić. - To znaczy że mi wybaczyłeś? - zapytałam, nie odrywając wzroku od naszych splecionych dłoni.
- Oczywiście, że tak, skarbie. Nie mógłbym cię teraz zostawić. Nie obchodzi mnie, co się wtedy pomiędzy tobą, a tym chłopakiem wydarzyło. Spotkałem się z nim i powiedział mi, że to wina lekarstw. - Łza spłynęła mi po policzku. Uśmiechnęłam się lekko. Patrzeliśmy na siebie z uśmiechem trzymając się za ręce. Tę piękną chwilę ciszy przerwał nam lekarz.
- Dzień dobry, Przepraszam, że przeszkadzam - odchrząknął wpatrując się w dokumentu, które trzymał w ręku. Poruszał się wolno. - Mam wyniki panny Pinnock. Są prawidłowe - uśmiechnął się i zatrzymał się obok mojego łóżka. Odwzajemniłam uśmiech. - także proszę się niczym nie przejmować. - odwrócił się i chciał wyjść, ale zatrzymał się gwałtownie i odwrócił z powrotem w moim kierunku - Właściwie, panno Pinnock, to przywiózł tu panią pewien chłopak, który zostawił dla pani list. - doktor szukał w swoich papierach listu od Kyle'a. Przy najmniej myślałam, że to od niego, bo widziałam się ostatni raz właśnie z nim. Lekarz podał mi papier, uśmiechnął się i wyszedł. Spojrzałam na Conora, a on całkiem spokojnie wskazał ruchem ręki, żebym przeczytała to, co było napisane na kartce. Otworzyłam ją i przeczytałam pierwszą linijkę.
"Droga Leigh!"
Bałam się co będzie napisane dalej, ale postanowiłam to sprawdzić. Przełknęłam głośno ślinę.
" Wiem, że nie zachowałem się odpowiednio, bo wiem, że to, że się spotkaliśmy było przypadkiem... Pomimo to, chciałbym, żebyśmy zostali znajomymi. Nic więcej. Odpisz SMS'em.
3maj się,
Kyle :)
PS. Poznałem Twojego chłopaka. To równy gość. Nie chcę Wam stawać w drodze do szczęścia."
Wyciągnęłam telefon i odpisałam tylko "OK".
Bardzo się cieszę, że moje sprawy w końcu się poukładały. Conor nie był zdenerwowany. Był spokojny i niczego się nie obawiał. Miał do mnie 100% zaufania, pomimo tego, co zrobiłam.
Rozszerzył nogi i podparł się łokciami o swoje kolana. Wyciągnął do mnie prawą rękę, by sięgnąć po list. Wpatrywałam się w niego, nie odrywając od niego wzroku. List trzymałam w obydwu dłoniach, złożony na pół, na brzuchu. Nie chciałam zbytnio mu go dawać, ale chłopak był przeuroczy i podałam mu papier. Spojrzał na kartkę. Wciąż był podparty łokciami o kolana, a list miał pomiędzy nimi trzymając go w dłoniach. Przygryzł dolną wargę, gdy go czytał. Po przeczytaniu złożył go w połowie, spojrzał na mnie z uśmiechem i podał mi list. Schowałam go do szafki znajdującej się obok mojego łóżka. Chwilę potem dostałam SMS'a od Kyle'a,
"Nie gniewaj się nie mnie tylko! :) "
Wystukałam szybko literki.
"No coś ty! Nie mam za co!"
"Na pewno?"
"Tak. Na pewno! :)"
Odłożyłam telefon na szafkę i wstałam z łóżka, żeby sie ubrać. Zrobiłam to, co zamierzałam. Założyłam jasnoróżową koszulkę na ramiączkach w białe duże kwiaty z rozkloszowanym końcem, czarne legginsy, białe trampki i biały sweterek. Następnie udałam się do łazienki,gdzie się umyłam, uczesałam, pomalowałam i zrobiłam inne podstawowe rzeczy. Poszłam do doktora, zapytać go o wypis, a on od razu mi do dał. Chyba mnie polubił .Zamierzałam razem z Conorem jechac prosto do domu, odpocząć trochę, lecz on skręcił w jakąś uliczkę prowadzącą prawie na koniec miasta.
- Ile czasu leżałam w szpitalu? - zapytałam.
- 3 dni. Byłaś w śpiączce jakiejś. - odpowiedział.
- Aaa... A co z moimi rzeczami? Zostały w szpitalu.
- Później po nie podjadę.
- Okej.
Spojrzałam na radio, gdzie znajdowała się godzina. Była 16.00.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się pod nosem i puścił mi oczko.
Oparłam się o fotel i westchnęłam. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Conor zatrzymał się przed drzwiami restauracji. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka. Mój narzeczony chwilkę porozmawiał z panią z recepcji. Wydawało mi się, że o stoliku dla nas. Ja w tym czasie rozejrzałam się po tym przeuroczym wnętrzu. Restauracja była ogromna. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Przy samym wejściu po prawej stronie znajdowały się schody. Zaraz obok nich były wieszaki na kurtki. Obok wieszaków znajdowały się drzwi do łazienek. Po lewej stronie, obok wejścia była recepcja. Główny korytarz prowadził do ogromnej sali, w której było mnóstwo stołów. Na każdym z nich widniał bukiet różowych kwiatów, biały obrus, serwetki, sól i pieprz. Cała sala była koloru ciemnofioletowego i białego. Kiedy Conor skończył rozmawiać z panią, złapał mnie za rękę i weszliśmy bardziej do środka. Od razu pogorszył mi się humor, kiedy zobaczyłam rodziców Conora. Spojrzałam na niego złowrogo.
- Oni mieli tutaj być? - zapytałam przez zęby.
- Mój ojciec pytał mnie, czy moglibyśmy się z nimi spotkać. - odpowiedział.
- Po co?!
- Chciałby cię przeprosić.
Westchnęłam.
- I co? Mam udawać jakby nic się nie stało?!
- No nie... To znaczy... Nie wiem... Matko! Przeprosi cię, zjemy kolację i będzie cacy.
- Nie!
- Proszę...
- Nie!
- No proszę...
Westchnęłam.
- Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - pogroziłam mu palcem.
Ruszyłam grzecznie w kierunku przyszłych teściów.
- Dzień dobry - przywitałam się ze sztucznym uśmiechem na ustach. Podałam rękę mamie Conora i jego tacie. Conor również przywitał się ze swoimi rodzicami. Jego ojciec zaproponował, abyśmy usiedli razem do stołu. Ja z Conorem usiedliśmy obok siebie. Na przeciw mnie - mama Conora, a obok niej jej mąż. Dobrze się dogadywałam z przyszłą teściową. Była naprawdę przesympatyczną kobietą.
- Leigh, ja chciałbym cię naprawdę z całego serca przeprosić - powiedział tata Conora i złapał moją rękę. Natychmiast się wyrwałam.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się sztucznie. Conora mama nie wiedziała o co chodzi.
Ojciec Conora dostał SMS'a. Wyjął telefon z kieszeni spodni i odczytał w myślach wiadomość.
- Przepraszam, muszę na chwilę iść, szef tego lokalu pisze, że jestem mu potrzebny. Zaraz wracam.
Od razu wiedziałam, że to ściema. Kiedy tata Conora już wyszedł powiedziałam:
- Przepraszam was ja również. Muszę iść do toalety. - wyszłam z sali i zobaczyłam ojca Conora wspinającego się na schody. Ruszyłam za nim. Byłam bardzo ostrożna, żeby mnie nie zauważył. Chodziłam na palcach cicho jak myszka. W końcu mój przyszły teść zamknął drzwi w miejscu, w którym kończyły się schody. Cichutko podbiegłam do nich i je otworzyłam. Weszłam do środka nie zamykając za sobą drzwi. Ujrzałam korytarz. Był dość długi. Na jego ścianach znajdowało się dość sporo drzwi. Jak się domyślam prowadzących do sypialni.Jakieś 10 metrów od drzwi był skręt w prawo. Wychyliłam głowę. Ujrzałam następny korytarz, tym razem już nie taki długi. Miał jakieś 20 metrów długości i około 3 metrów szerokości. Po prawej stronie były drzwi. W prawym rogu, ujrzałam ojca Conora z jakąś kobietą. Brunetka. No tak! Tutaj nie wolno wchodzić, dlatego się nie boją, że ktoś ich zobaczy. Młoda dziewczyna opierała się o ścianę i ręce miała splecione na karku Conora taty. On jedną ręką trzymał jej talię, a drugą jej zgrabną nogę, która była zgięta i w kolanie dotykała jego miednicy. Kobieta miała na sobie krótką, czarną spódniczkę z falbankami, białe buty na obcasie i krótki, biały top przylegający do jej ciała. On był w garniturze. Całowali się. Jego ręka wędrowała pod spódniczkę kobiety, a ona widać nie była tym zaskoczona. Co lepsze... Podobało jej się to. Nie chciałam tego oglądać. Schowałam głowę i oparłam się o ścianę.
________________________________________________________________________________
Siema! Nie mam dzisiaj komunikatów. Ten imagin jest znacznie dłuższy niż poprzednie, ale strasznie mi się nudziło, więc postanowiłam go napisać. Siemka dzióbki! Trzymajcie się!
/ Leigh x
Co się ze mną dzieje? Mdleje co chwila... Błagam, żeby moje dziecko było zdrowe... Kiedy się obudziłam, obok mnie zobaczyłam Conora. Bałam się, że mnie zostawi... Nie, on nie jest taki. Iza to go kocham. Za to, że pomimo moich błędów potrafi mi wszystko wybaczyć.
- Jak się czujesz, kochanie? - zapytał zaniepokojony moim stanem zdrowia.
- Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas swoimi dłońmi trzymał moją dłoń, na której widniał srebrny pierścionek. Byłam bardzo wzruszona, a zarazem smutna. Smutna, ponieważ nie wiedziałam, co ze zdrowiem dziecka, a wzruszona, bo Conor wciąż mnie kochał. Przy najmniej tak mi się wydawało. Wolałam się jednak upewnić. - To znaczy że mi wybaczyłeś? - zapytałam, nie odrywając wzroku od naszych splecionych dłoni.
- Oczywiście, że tak, skarbie. Nie mógłbym cię teraz zostawić. Nie obchodzi mnie, co się wtedy pomiędzy tobą, a tym chłopakiem wydarzyło. Spotkałem się z nim i powiedział mi, że to wina lekarstw. - Łza spłynęła mi po policzku. Uśmiechnęłam się lekko. Patrzeliśmy na siebie z uśmiechem trzymając się za ręce. Tę piękną chwilę ciszy przerwał nam lekarz.
- Dzień dobry, Przepraszam, że przeszkadzam - odchrząknął wpatrując się w dokumentu, które trzymał w ręku. Poruszał się wolno. - Mam wyniki panny Pinnock. Są prawidłowe - uśmiechnął się i zatrzymał się obok mojego łóżka. Odwzajemniłam uśmiech. - także proszę się niczym nie przejmować. - odwrócił się i chciał wyjść, ale zatrzymał się gwałtownie i odwrócił z powrotem w moim kierunku - Właściwie, panno Pinnock, to przywiózł tu panią pewien chłopak, który zostawił dla pani list. - doktor szukał w swoich papierach listu od Kyle'a. Przy najmniej myślałam, że to od niego, bo widziałam się ostatni raz właśnie z nim. Lekarz podał mi papier, uśmiechnął się i wyszedł. Spojrzałam na Conora, a on całkiem spokojnie wskazał ruchem ręki, żebym przeczytała to, co było napisane na kartce. Otworzyłam ją i przeczytałam pierwszą linijkę.
"Droga Leigh!"
Bałam się co będzie napisane dalej, ale postanowiłam to sprawdzić. Przełknęłam głośno ślinę.
" Wiem, że nie zachowałem się odpowiednio, bo wiem, że to, że się spotkaliśmy było przypadkiem... Pomimo to, chciałbym, żebyśmy zostali znajomymi. Nic więcej. Odpisz SMS'em.
3maj się,
Kyle :)
PS. Poznałem Twojego chłopaka. To równy gość. Nie chcę Wam stawać w drodze do szczęścia."
Wyciągnęłam telefon i odpisałam tylko "OK".
Bardzo się cieszę, że moje sprawy w końcu się poukładały. Conor nie był zdenerwowany. Był spokojny i niczego się nie obawiał. Miał do mnie 100% zaufania, pomimo tego, co zrobiłam.
Rozszerzył nogi i podparł się łokciami o swoje kolana. Wyciągnął do mnie prawą rękę, by sięgnąć po list. Wpatrywałam się w niego, nie odrywając od niego wzroku. List trzymałam w obydwu dłoniach, złożony na pół, na brzuchu. Nie chciałam zbytnio mu go dawać, ale chłopak był przeuroczy i podałam mu papier. Spojrzał na kartkę. Wciąż był podparty łokciami o kolana, a list miał pomiędzy nimi trzymając go w dłoniach. Przygryzł dolną wargę, gdy go czytał. Po przeczytaniu złożył go w połowie, spojrzał na mnie z uśmiechem i podał mi list. Schowałam go do szafki znajdującej się obok mojego łóżka. Chwilę potem dostałam SMS'a od Kyle'a,
"Nie gniewaj się nie mnie tylko! :) "
Wystukałam szybko literki.
"No coś ty! Nie mam za co!"
"Na pewno?"
"Tak. Na pewno! :)"
Odłożyłam telefon na szafkę i wstałam z łóżka, żeby sie ubrać. Zrobiłam to, co zamierzałam. Założyłam jasnoróżową koszulkę na ramiączkach w białe duże kwiaty z rozkloszowanym końcem, czarne legginsy, białe trampki i biały sweterek. Następnie udałam się do łazienki,gdzie się umyłam, uczesałam, pomalowałam i zrobiłam inne podstawowe rzeczy. Poszłam do doktora, zapytać go o wypis, a on od razu mi do dał. Chyba mnie polubił .Zamierzałam razem z Conorem jechac prosto do domu, odpocząć trochę, lecz on skręcił w jakąś uliczkę prowadzącą prawie na koniec miasta.
- Ile czasu leżałam w szpitalu? - zapytałam.
- 3 dni. Byłaś w śpiączce jakiejś. - odpowiedział.
- Aaa... A co z moimi rzeczami? Zostały w szpitalu.
- Później po nie podjadę.
- Okej.
Spojrzałam na radio, gdzie znajdowała się godzina. Była 16.00.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się pod nosem i puścił mi oczko.
Oparłam się o fotel i westchnęłam. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Conor zatrzymał się przed drzwiami restauracji. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka. Mój narzeczony chwilkę porozmawiał z panią z recepcji. Wydawało mi się, że o stoliku dla nas. Ja w tym czasie rozejrzałam się po tym przeuroczym wnętrzu. Restauracja była ogromna. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Przy samym wejściu po prawej stronie znajdowały się schody. Zaraz obok nich były wieszaki na kurtki. Obok wieszaków znajdowały się drzwi do łazienek. Po lewej stronie, obok wejścia była recepcja. Główny korytarz prowadził do ogromnej sali, w której było mnóstwo stołów. Na każdym z nich widniał bukiet różowych kwiatów, biały obrus, serwetki, sól i pieprz. Cała sala była koloru ciemnofioletowego i białego. Kiedy Conor skończył rozmawiać z panią, złapał mnie za rękę i weszliśmy bardziej do środka. Od razu pogorszył mi się humor, kiedy zobaczyłam rodziców Conora. Spojrzałam na niego złowrogo.
- Oni mieli tutaj być? - zapytałam przez zęby.
- Mój ojciec pytał mnie, czy moglibyśmy się z nimi spotkać. - odpowiedział.
- Po co?!
- Chciałby cię przeprosić.
Westchnęłam.
- I co? Mam udawać jakby nic się nie stało?!
- No nie... To znaczy... Nie wiem... Matko! Przeprosi cię, zjemy kolację i będzie cacy.
- Nie!
- Proszę...
- Nie!
- No proszę...
Westchnęłam.
- Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - pogroziłam mu palcem.
Ruszyłam grzecznie w kierunku przyszłych teściów.
- Dzień dobry - przywitałam się ze sztucznym uśmiechem na ustach. Podałam rękę mamie Conora i jego tacie. Conor również przywitał się ze swoimi rodzicami. Jego ojciec zaproponował, abyśmy usiedli razem do stołu. Ja z Conorem usiedliśmy obok siebie. Na przeciw mnie - mama Conora, a obok niej jej mąż. Dobrze się dogadywałam z przyszłą teściową. Była naprawdę przesympatyczną kobietą.
- Leigh, ja chciałbym cię naprawdę z całego serca przeprosić - powiedział tata Conora i złapał moją rękę. Natychmiast się wyrwałam.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się sztucznie. Conora mama nie wiedziała o co chodzi.
Ojciec Conora dostał SMS'a. Wyjął telefon z kieszeni spodni i odczytał w myślach wiadomość.
- Przepraszam, muszę na chwilę iść, szef tego lokalu pisze, że jestem mu potrzebny. Zaraz wracam.
Od razu wiedziałam, że to ściema. Kiedy tata Conora już wyszedł powiedziałam:
- Przepraszam was ja również. Muszę iść do toalety. - wyszłam z sali i zobaczyłam ojca Conora wspinającego się na schody. Ruszyłam za nim. Byłam bardzo ostrożna, żeby mnie nie zauważył. Chodziłam na palcach cicho jak myszka. W końcu mój przyszły teść zamknął drzwi w miejscu, w którym kończyły się schody. Cichutko podbiegłam do nich i je otworzyłam. Weszłam do środka nie zamykając za sobą drzwi. Ujrzałam korytarz. Był dość długi. Na jego ścianach znajdowało się dość sporo drzwi. Jak się domyślam prowadzących do sypialni.Jakieś 10 metrów od drzwi był skręt w prawo. Wychyliłam głowę. Ujrzałam następny korytarz, tym razem już nie taki długi. Miał jakieś 20 metrów długości i około 3 metrów szerokości. Po prawej stronie były drzwi. W prawym rogu, ujrzałam ojca Conora z jakąś kobietą. Brunetka. No tak! Tutaj nie wolno wchodzić, dlatego się nie boją, że ktoś ich zobaczy. Młoda dziewczyna opierała się o ścianę i ręce miała splecione na karku Conora taty. On jedną ręką trzymał jej talię, a drugą jej zgrabną nogę, która była zgięta i w kolanie dotykała jego miednicy. Kobieta miała na sobie krótką, czarną spódniczkę z falbankami, białe buty na obcasie i krótki, biały top przylegający do jej ciała. On był w garniturze. Całowali się. Jego ręka wędrowała pod spódniczkę kobiety, a ona widać nie była tym zaskoczona. Co lepsze... Podobało jej się to. Nie chciałam tego oglądać. Schowałam głowę i oparłam się o ścianę.
________________________________________________________________________________
Siema! Nie mam dzisiaj komunikatów. Ten imagin jest znacznie dłuższy niż poprzednie, ale strasznie mi się nudziło, więc postanowiłam go napisać. Siemka dzióbki! Trzymajcie się!
/ Leigh x
