poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Imagin o Leigh-Anne.

                                                           ROZDZIAŁ 7
Poszłam do pokoju. Przestałam płakać. Poszłam spać.
Rano, gdy się obudziłam usłyszałam pisk czajnika w kuchni. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Nikogo nie było.
"A to dziwne" - pomyślałam. "No nic, co ja to będę rozszyfrowywać. Idę spać."
Zasnęłam. Obudził mnie Conor, potrząsając mną.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam i usiadłam.
- Zapraszam cię na imprezę. - odpowiedział z uśmieszkiem.
- Która godzina?
- Jakaś dziewiętnasta już.
- Co? Na 17.30 byłam umówiona z koleżankami. Miałyśmy iść do kina.
- Spokojnie. Już o wszystkim wiedzą.
- O jakim wszystkim? - pytałam ze zdziwieniem.
- No o tym, że zasnęłaś.
- Acha... To dobrze. Dziękuje.
- Przecież to nic takiego.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego.
Usłyszałam czyjeś głośne wołanie.
"Leigh! Do cholery. Gdzie jesteś wredna s*ko?!"
- Oooo, Zaczynają się problemy. - powiedziałam.
Pocałował mnie i zszedł na dół, a ja za nim.
Zobaczyłam wysokiego, grubego, i całego wytatuowanego pana. Wyglądał na takiego, który skończył 30-tkę. Bałam się go. Zobaczyłam Jordana za oknem. Zacierał ręce z zadośćuczynienia. Zobaczyłam Conora na podłodze. Podbiegłam do niego.
- Conor, nic Ci nie jest? - pytałam z troską potrząsając nim. - Conor? Słyszysz mnie, czy nie?
- Ojejku, malutka istota martwi się o swojego chłopaczka. Łeee... - śmiał się brutal.
- Proszę się stąd zabierać panie starszy.  Nie życzę sobie, aby ktoś przebywał w moim mieszkaniu! - mówiłam jak na razie spokojnie. - Na co jeszcze czekasz? Won! - powiedziałam.
- To nie jest koncert życzeń, paniusiu! Jak się nazywasz? Może... Leigh - Anne Pinnock?! - wrzeszczał w twarz.
- Tak, to ona - wpadł tu Jordan. - to ją kazałem ci załatwić! No już! Na co czekasz?
- Muszę? - pytał. Wszyscy byli zdziwieni.
- Tak! Nie za stanie ci płacę.          
Brutal chciał mnie uderzyć w twarz, lecz chyba Jordan nie wiedział, że trenuję sztuki walki, więc złapałam faceta za rękę, a druga ręką obięłam jego szyję i przy mojej pomocy zrobił przewrót, po czym upadł na ziemię. Popatrzyłam chwilę na Jordana. Walnęłam go w brzuch z pięści i wypchnęłam za drzwi.
- Jesteś Bogiem. - powiedział Conor i natychmiast padł na ziemię. Przestał się ruszać.

__________________________________________________________________________________

I jak?? Piszcie w komentarzach. Znowu was przepraszam za to, że nie byłam tu w tamtym tygodniu, ale i również wam dziękuje za wybicie na liczniku 170! Dzienia! :D Lecę. Papa. Do zobaczenia za tydzień... lub dwa :P.

/ Leigh x

1 komentarz: