czwartek, 30 czerwca 2016

Imagin o Leigh-Anne

                                                                EPILOG
Bardzo ważna notka pod rozdziałem!


Obudziłam się o późnej godzinie, ponieważ miałam całą noc nieprzespaną. Była godzina 16.03. Okazało się, że jestem bezpłodna, ale cieszę się, że Conor mnie nie zostawił. Naprawdę mnie kocha. Razem z moim mężem zastanawiamy się nad adopcją dziecka. Wiem-jestem już może troszeczkę za stara na małego dzidziusia (w końcu mam już 30 lat), ale możemy zaadoptować starszą osóbkę. Conor dziś został dłużej w pracy, więc wstałam z łóżka i poszłam zrobić sobie coś do jedzenia. Kiedy otworzyłam lodówkę zachciało mi się gofrów, a że nie miałam składników, to wybrałam się do pobliskiego marketu. Ciężko jest się dostać do tego sklepu, ponieważ, aby iść na skróty trzeba iść długą alejką, po której nikt prawie nie chodzi i przyznam-jest straszna, ponieważ jakimś cudem nie dociera do niej światło dzienne. Jest otoczona blokami, zaroślami i różnymi drzewami. Szybko przebiegłam do sklepu, kupiłam potrzebne składniki i powoli wracałam do domu. Kiedy usłyszałam szelest w krzakach przestraszyłam się i przyspieszyłam tempo. Może to tylko moja wyobraźnia. Na pewno. 
-Stój! - krzyknął pewien znamy mi głos w moim kierunku. Zaczęłam biec. - Nie uciekaj! - nadal krzyczał ten sam głos. Słyszałam jego kroki zbliżające się do mnie. Chwycił mnie za łokieć i obrócił do siebie. Nie wiedziałam kim jest ten człowiek, ponieważ miał na sobie czarną kominiarkę, czarną bluzę, czarne spodnie, czarne buty i czarny kaptur na głowie. 
- Znamy się? - zapytałam starając się przyjrzeć jego oczom. Zrobiłam dwa kroki w tył. Widziałam w nich coś znajomego. 
- Oczywiście, że tak, ale już nie długo, nie będziesz mnie pamiętać. 
- Umm.. dlaczego? - zapytałam ze zdezorientowaniem, na co mężczyzna zaśmiał się. Ten śmiech też znałam. Facet wyciągnął z tylnej kieszeni spodni pistolet i skierował go w moim kierunku, załadowując go. Wypuściłam moje zakupy na ziemię i podniosłam ręce w geście poddania się. 
- Ponieważ to twój koniec. - powiedział strasznie. Zaczęłam się pocić. 
- Nie. Proszę. Nie. Co ja ci takiego zrobiłam? Nawet się nie znamy - powiedziałam z trudem. Znów się zaśmiał.
- Kochanie, my się znamy lepiej niż myślisz. - powiedział i zdjął kominiarkę. - Jakieś ostatnie słowa?
- Jordan, nie... !!! - zaczęłam krzyczeć, lecz on był szybszy. Nacisnął przycisk uruchamiający przyrząd i po chwili leżałam na ziemi. 
- Jeżeli ja nie będę cię miał, to nikt nie będzie - to były ostatnie słowa, które usłyszałam. Moje powieki robiły się coraz cięższe, i cięższe i cięższe, aż w końcu pozwoliłam im opaść na moje oczy. Pozwoliłam też całemu mojemu ciału się nie ruszać, a płucom nie oddychać. Nastał mój koniec. 

________________________________________________________________________________


Witam was wszystkich. Chciałabym wam ogromnie podziękować za to, że byliście ze mną wszystkie te rozdziały. Jest ich dużo-wiem, dlatego postanowiłam ich dłużej nie ciągnąć, ale mimo wszystko dziękuję ogromnie, że mimo to, że długo nie dodawałam imaginów, to byliście tu ze mną. Dziękuję ♥♥♥ A jeżeli nadal chcecie czytać coś mojego, to zapraszam na mojego nowego bloga z Niallem Horanem i Peyton List w roli głównej: http://baby-im-perfect.blogspot.com/ 

Dziękuję ogromnie jeszcze raz! ♥
/ Leigh x

Imagin o Leigh-Anne

                                                ROZDZIAŁ 32 - OSTATNI

 
*OCZAMI LEIGH*
Obudziłam się otoczona przez moich bliskich. Poczułam się lepiej. Lekarz powiedział, że zostanę w tym szpitalu jeszcze jakiś czas, a mianowicie trzy tygodnie.

Po trzech tygodniach zostałam wypisana ze szpitala. Nadal było mi bardzo smutno, po stracie dziecka, ale nie mogłam nic z tym zrobić. Całe dnie leżałam w domu. Sama. Conor pracował od godziny 6 rano do 4 wieczorem. Później oczywiście zajmował się mną tak, jak lekarz mu kazał. Podawał mi właściwe leki i odpowiednio karmił. Również bardzo dużo piłam. Codziennie odwiedzali mnie rodzice i co drugi dzień Kyle. Te odwiedziny to był bardzo miły gest z ich strony.

*MIESIĄC PÓŹNIEJ*
Czułam się już lepiej, lecz lekarz nie pozwalał mi wstawać z łóżka (tylko do toalety). Nadal przyjmowałam leki, lecz mój doktor pozwolił mi zmniejszyć ich dawkę. Powoli wracałam do swojego wcześniejszego, dobrego samopoczucia.

_______________________________________________________________________________


Wiem. Nie dość, że nie dodawałam imaginów przez bardzo długi czas, to jeszcze taki krótki dodałam. Wiem. Ale zastanawiałam się, jak mają się one skończyć.
/ Leigh x

czwartek, 28 stycznia 2016

Immagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 31

Kiedy usłyszałam te słowa zaczęło mi szybciej bić serce. Nie mogłam złapać oddechu. Zrobiło mi się sucho w gardle. Oczy mi się zamykały, bardzo powoli, ale zamykały. Czułam, jak jest mi źle. Chciałam, żeby ktoś mnie ocalił, żeby ktoś mi pomógł. Zaczęłam krzyczeć. Byłam w głębokiej depresji po stracie dziecka i być może spotkam się z nim w niebie, jeżeli w ogóle je poznam, bo jak dotąd jeszcze go nie widziałam. Miałam ogromne szczęście - Conor mnie usłyszał. Podbiegł do mnie spanikowany.
- Matko, Leigh! Kochanie! - bił mnie po policzkach. Próbował mnie obudzić. Jednak na marne. Czułam, że moje oczy chcą się zamknąć i na razie bardzo dobrze im to wychodzi. Są już blisko - Panie doktorze! Niech pan szybko tutaj przyjdzie! Szybko! - nic więcej nie zdołałam usłyszeć.


                                                *OCZAMI  CONORA*

-Szybko! - spojrzałem na monitoring i wiedziałem, że to już koniec. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach, jak wodospad. Nie pozwoliłem jej jednak odejść. Zacząłem nią potrząsać. Stałem nad nią, moje łzy kapały na jej delikatną cerę. Oczy nie otwierały się jednak. - Panie doktorze, dpo cholery! Ona umiera!!! - darłem się jak opętany. Jeszcze nigdy się tak nie zakochałem. Nie pozwolę jej odejść. Nie teraz. Nie tu.
- Już! Już! Miałem ważną sprawę, o co chodzi? - przyszedł, jak gdyby nigdy nic, nie odrywając wzroku od papierów trzymających w rękach.
- Jak to co?! Ona umiera! - rozpłakałem się i padłem na jej klatkę piersiową.
- Odsuń się, pan! - doktor nacisnął przycisk "wezwij pielęgniarkę" trzy razy. Za 5 sekund zamiast  pielęgniarki weszli lekarze.
- Co się stało? - powiedział jeden z nich.
- Umiera. Można jeszcze ją ocalić. Szybko! Wiecie co macie robić. Pacjentka była chora na nadciśnienie płucne. - doktorzy w pośpiechu położyli moją Leigh na nosze i zawieźli na salę operacyjną.

***

Kilka godzin czekałem przed salą. W końcu  wyszedł doktor, z którym najczęściej rozmawiałem.
- I co z nią? - podniosłem się z podłogi. - Żyje?
- Tak, ale jest w kiepskim stanie.
Odetchnąłem z ulgą.
- Dziękuję, Panie doktorze. - przytuliłem go - ja nie wiem, jak się panu odwdzięczę.
- Nie ma problemu. Taka jest moja praca - odwzajemnił uścisk. Ustaliśmy na przeciwko siebie. Zasalutował mi i odszedł. Bardzo się ucieszyłem z tej wiadomości. Ona jest moją pierwszą miłością. I zapewne ostatnią.


_________________________________________________________________________________


Elo, elo :) Chciałabym, żeby więcej osób czytało tego bloga. Jakbyście mogli o nim rozpowiedzieć innym mixers, byłabym Wam bardzo wdzięczna. :) <3

/ Leigh x

sobota, 23 stycznia 2016

Imagin o Leigh-Anne.

                                                   ROZDZIAŁ 30

Po zamknięciu drzwi przed nosem Nick'owi oparłam się o nie plecami od wewnętrznej strony. Zamknęłam oczy i wszystko mi się przypomniało. To jak w siódmej klasie bawiliśmy się w ganianego na podwórku przy szkole. Jak ktoś wołaniem mojego imienia zwabił mnie do szatni, znajdującej się poniżej parteru. I to, co się wtedy stało. Nie powiedziałam o tym nikomu i teraz czuję, że to był błąd. On będzie mnie nawiedzał do końca mojego życia. Nie mogę do tego dopuścić. Dyszałam i nie mogłam złapać oddechu. Chciałam powiedzieć o wszystkim Kyle'owi, lecz zdążyłam tylko zawołać jego imię. Kiedy do mnie podbiegł był przestraszony. Wody odeszły.

***

Obudziłam się w szpitalu. Nie miałam już siły. Nie miałam również brzucha. Zauważyłam mego przyjaciela, który siedział pochylony nade mną na krześle, obok łóżka, na którym się znajdowałam i jego rodziców, którzy stali za nim.
- K-Kyle... - Byłam przerażona, kiedy to mówiłam. Ręce trzymałam na brzuchu, gdzie nie było już mojego skarba. - Gdzie jest moja dziewczynka...?
- Leigh, spokojnie. Wszystko jest pod kontrolą. Wszystko jest w porządku. - uśmiechnął się nieszczerze. Był zdenerwowany. Trzymał moją dłoń swoją spoconą dłonią. Głaskał mnie kciukiem po zewnętrznej stronie mojej dłoni, do której miałam przyczepioną kroplówkę. Wyrwałam mu się i oparłam łokciami o materac.
- Zadzwoń do Conora! - rozkazałam.
- Już dzwoniłem. Kilka godzin temu. Powinien tu być lada chwila.
Właśnie w tym momencie Kyle dostał SMS'a, na którego szybko odpisał.
- Muszę na chwilę wyjść. - wstał, zabrał swoją kurtkę i ruszył w stronę drzwi pośpiesznym krokiem.


                                                *OCZAMI   KYLE'A*

Byłem zrozpaczony, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć Leigh. Powiedzieć, że jej dziecko nie żyje. Że jej mały skarb odszedł nim zdążył się jeszcze urodzić. Kiedy wyszedłem ze szpitala szybko założyłem na siebie kurtkę. Nie zapinałem jej. Rozejrzałem się i zobaczyłem Conora. Podszedłem do niego i podałem mu rękę. Odwzajemnił uścisk.
- Gdzie Leigh? Jak się czuje? Co z dzieckiem? Wszystko w porządku? - położył mi dłonie na moje skrzyżowane ręce - Powiedz, że jest wszystko w porządku ... - mówił błagalnym tonem.
- Niestety... Nie jest w porządku. - ciężko mi było wydusić z siebie te słowa.
- Z Leigh, czy z dzieckiem? - nie odrywał ode mnie wzroku. Wciąż trzymał swoje dłonie na moich łokciach.
- Z dzieckiem.
- Co się stało?
- Ono... No ... Jakby to powiedzieć...
Opuścił ręce.
- Wiesz, co chcę powiedzieć? - zapytałem.
- Domyślam się. Powiedz mi, że to nieprawda... Że ono żyje. Że będzie dorastało, jak normalne dziecko.
- Chciałbym to powiedzieć... Ale nie mogę. Twoje domyślenia są prawdą. - powiedziałem z trudem i ze łzami w oczach.
Conor rzucił się na podłogę, zaczął  płakać. Łkał tak kilka minut, w ciągu których mi też uleciało kilka łez. Kiedy się już trochę uspokoił wstał i do mnie podszedł.
- Czy Leigh o tym wie? - zapytał.
Spojrzałem na niego smutno.
- Nie.
Nic więcej nie zdołałem z siebie wydusić.
- To kto jej powie? - mówił z płaczem.                                          
Westchnąłem.
- Ja to zrobię.
Weszliśmy do szpitala.


                                              *OCZAMI  LEIGH*

Przyjechał Conor. Ucieszyłam się.
- Kochanie, jak dobrze Cię widzieć! - Conor podszedł do mnie. Objął mnie. Był cały zimny. Musiał długo stać na dworze.
- Ciebie też, Skarbie. - odpowiedział smutnym tonem.
- Tylko nie rozumiem po co jechałeś tutaj taki kawał. - puściłam mu oczko.
Westchnął i spojrzał na Kyle'a. Ruchem głowy zachęcił go do czegoś.
- Leigh... - powiedział Kyle - Twój skarb... Nie żyje. Bardzo mi przykro.

Zalałam się płaczem. Pozrywałam z siebie kroplówki. Byłam bardzo smutna. Wręcz zrozpaczona. Kyle pobiegł po lekarza. A ja rzucałam się po podłodze i płakałam jak opętana. Krzyczałam. Nie mogłam złapać oddechu. Kiedy lekarz przyszedł próbował mnie uspokoić, lecz się nie dało. Zemdlałam.

Obudziłam się przykuta do łóżka szpitalnego. Słyszałam rozmowę Conora z doktorem. Nie wiedziałam, co dokładnie mówili, bo nie byłam w stanie nawet otworzyć oczu, lecz jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza usłyszałam doskonale: Jest z nią źle. Bardzo źle.



________________________________________________________________________________


Siemanko ;) Dziś nowy imagin. Zupełnie nowy. Mam nadzieję, że wam się spodoba. bardzo długo się nad nim męczyłam, więc proszę, zostaw mi pod nim komentarz :) <3 Dzięki wielkie! :*

/ Leigh x

czwartek, 24 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                   ROZDZIAŁ 29


Nie wiem, czy dobrze robie, raczej źle, ale nie mam  wyjścia. Wiszę mu przysługę. Powiedziałam Conorowi prawdę, że jako przyjaciółka jadę poznać jego rodziców. Nic poza tym. Byłam trochę głupia, że się zgodziłam jechać, bo przecież byłam w zaawansowanej ciąży i byłam chora, ale przypomniało mi się to dopiero w drodze. Nie mogłam się już wycofać.Czułam, że zdarzy się coś niedobrego. Kiedy jechaliśmy autem w ciszy pisałam z Conorem.


Conor: DŁUGO TAM BĘDZIESZ, KOCHANIE? <3
Ja:        TYDZIEŃ, SKARBIE! WIEM, ŻE WYTRZYMASZ. :* <3
Conor: WĄTPIE... NO ALE SPRÓBUJĘ. <3 :* A TAK WŁAŚCIWIE, TO MY NIC NIE WIEMY O             JEGO RODZICACH PODPYTAJ SIĘ CZEGOŚ...

Kiedy dostałam ostatniego SMS'a oparłam się o fotel i westchnęłam trzymając telefon na dużym brzuchu.

- Kyle... - zaczęłam.
- Tak? - powiedział spokojnie.
- Właściwie to czym się zajmują twoi rodzice?
- Prowadzą własne biznesy.
- Własne?
- Tak. Moja mama prowadzi sklep odzieżowy niedaleko naszego domu, a tata ma pokoje do wynajęcia.
- Gdzie ma te pokoje?- zapytałam zaciekawiona.
- U nas. W jednym budynku. My mieszkamy na dole, a chłopaki, którzy tam nocują na górze.
- Aaaa.. - byłam trochę tym zdziwiona, no ale znów oparłam się o fotel. Chyba zasnęłam. Obudził mnie SMS od Conora.

Conor: I JAK? DOWIEDZIAŁAŚ SIĘ CZEGOŚ? <3
Ja:       TAK. JEGO RODZICE MAJĄ WŁASNE BIZNESY. JEGO MAMA MA SKLEP ODZIEŻOWY, A OJCIEC MA POKOJE DO WYNAJĘCIA W TYM SAMYM BUDYNKU  <3
Conor: POKOJE DO WYNAJĘCIA?
Ja:       TEŻ SIĘ ZDZIWIŁAM.
Conor: NO CÓŻ... DOBRA... JA LECĘ DO PRACY :) TRZYMAJ SIĘ CIEPŁO I ODEZWIJ SIĘ ZARAZ JAK TAM PRZYJEDZIECIE, DOBRZE?
Ja:       DOBRZE, SKARBIE <3
Conor: KOCHAM CIĘ! <3
Ja:       JA CIEBIE TEŻ! <3

Odłożyłam telefon do małej torebeczki w której miałam kanapkę z sałatą, szynką i ogórkiem i słuchawki. Conor bardzo o mnie dbał i pomyślał o wszystkim. Zrobił mi kanapkę, w razie, gdyby były korki i powiedział Kyle'owi, że ma się mną zająć najlepiej jak potrafi. Na kogoś lepszego nie mogłam trafić.
- Yyhhh... Daleko jeszcze? - zapytałam
- Jeszcze około dwustu kilometrów.
- O boże! Obudź mnie, jak dojedziemy. - odwróciłam się plecami do kierowcy, a przodem do szyby i oparłam głowę o pas.

Zasnęłam.

Obudziło mnie szturchanie w ramię.
- Leigh, obudź się, jesteśmy na miejscu. - mówił do mnie Kyle.
- Już? - zapytałam przeciągając się.
- Tak. Chodź. Wysiadaj.
Położyłam się jeszcze raz na pas. Kyle obszedł samochód i otworzył mi drzwi od strony pasażera. Spojrzał na mnie znaczącym wzrokiem. Westchnęłam i wygramoliłam się z auta. Kyle otworzył bagażnik i wziął nasze walizki. Zaniósł je do domu. Ja oczywiście podążałam za nim. Kiedy weszłam byłam w szoku. W tym domu było pięknie. Z zewnątrz nie wydawał się taki ogromny, lecz taki był. Nie mogłam się połapać, gdzie co jest.
- Dzień dobry. - powiedziała Kyle'a mama podając mi rękę. To była bardzo młoda kobieta... Przy najmniej młodo wyglądała.Odwróciłam się do niej twarzą. Zobaczyła mój brzuch i natychmiast uśmiech znikł z jej twarzy - Kyle... Czy to twoje dziecko? - była przestraszona. Jakby miała zaraz zemdleć.
- Mamo, spokojnie. To nie moje dziecko. Leigh ma narzeczonego. To tylko moja przyjaciółka.
- Uuuff.. - odetchnęła - W takim razie, dzieci, rozbierajcie się.
- Dziękuję pani - powiedziałam.
- Nie ma za co, skarbeczku. Przypomnij mi, jak się nazywasz?
- Leigh-Anne Pinnock. - uśmiechnęłam się i podałam uroczej pani rękę. Oczywiście odwzajemniła uścisk.
- Pinnock, Pinnock... Skądś kojarzę to nazwisko... Czy Twój ojciec nie nazywa się John Pinnock? - spojrzałam na Kyle'a ze zdziwioną miną.
- Tak. Skąd pani wiedziała?
- Kiedyś chodziłam do klasy z twoim tatą. Czekaj, czekaj... Czy to nie on chodził z tą... Deborah Thornhill?
- Tak, to on.
- I co? Wzięli ten ślub, co sobie obiecali w ósmej klasie? - zaśmiała się.
- Tak, wzięli.
- I jak tam im się żyje?
- No cóż... Nie są już małżeństwem. Rozeszli się, ale mieszkają razem i się wspierają, jak prawdziwe małżeństwo. Są bardzo dobrymi przyjaciółmi.
- Oh.. Przepraszam, nie wiedziałam. Skarbie, wejdź, porozmawiamy ... Ugotowałam rosołu...
- Nie, dziękuję pani... Trochę źle się poczułam. Wyjdę na zewnątrz, dobrze? Zaraz wrócę.
- No dobrze, skarbie. Tylko załóż kurtkę, żebyś się nie przeziębiła. - podała mi ubranie.
- Dziękuję. - wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi. Za rogiem domu zauważyłam schody. Zapewne prowadziły one do "pokoi do wynajęcia". Nie zwracałam na to uwagi. Oparłam się o ścianę budynku i zjechałam na dół. Kucnęłam i wdychałam świeże powietrze. Zaraz usłyszałam dźwięki schodzących z góry ludzi. Rozmawiali, ale nie słyszałam o czym. Kiedy mnie zauważyli, jeden z nich powiedział do reszty "Jedźcie beze mnie. Muszę coś załatwić". Udawałam, że tego nie słyszę. Pozostali mężczyźni odjechali samochodem, nie wiedziałam gdzie. Został chłopak. Dość młody, lecz wytatuowany i umięśniony. Podszedł do mnie.
- Hej, mała. - oparł rękę o ścianę. Stał do mnie bokiem. Drugą rękę położył sobie na biodrze, a nogi skrzyżował.
- Znamy się? - powiedziałam pewna siebie. Wstałam. Ustałam centralnie na przeciwko niego. Nie bałam się, bo czego tu się bać? Zmienił pozycję i tkwił w tej samej, co ja. Zaśmiał się.
- Nie pamiętasz mnie? - przeczesał rękoma moje włosy.
- No jakoś nie bardzo, i nie chce poznawać. - otworzyłam drzwi i chciałam wejść do domu, kiedy on zamknął mi je przed nosem.
- Jestem Nick Vine. Być może coś ci to mówi. - uśmiechnął się szyderczo.
- Boże! - krzyknęłam. - nie, to nie może być prawda.! - miałam łzy w oczach.
- Prawda, prawda, skarbeczku. Nie masz ze mną dobrych wspomnień?
- Dobrych? Miałam przez ciebie człowieku traumę! Zwariowałeś wtedy!
- Nie zwariowałem. Zawsze taki byłem.
- Zawsze byłeś gwałcicielem? Ciekawy zawód- skończyłam rozmowę i weszłam do środka.


_________________________________________________________________________________

Ten imagin napisałam w Wigilię i to raczej ostatni w tym roku. Także mordeczki życzę wam wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku. Spełnienia marzeń! :)

/ Leigh x

sobota, 19 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                     ROZDZIAŁ 28

Wróciłam do domu.
- Leigh? - zapytał Conor z kuchni.
- Tak, to ja. - odpowiedziałam szybko, żeby się nie martwił.
- Gdzie byłaś? - podszedł do mnie w fartuszku, wycierając ręce w ścierkę, kiedy zdejmowałam buty. Nie miał do mnie wyrzutów, że wczoraj tak szybko uciekliśmy.
- Yyyymm.. - spojrzałam na niego kątem oka. Wróciłam do rozpinania suwaka w kozakach.- musiałam coś załatwić. - miałam wyrzuty sumienia, że go okłamywałam, ale nie miałam innego wyjścia.
Minęłam go i ruszyłam w stronę salonu.
- Chodzi o mojego tatę? - Odwróciłam się kiedy byłam w progu pomiędzy korytarzem, a kuchnią. Zaskoczył mnie tym pytaniem. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Niee - kłamałam - Skąd taki pomysł?
- Bo dzwoniła moja mama. Powiedziała, że ojciec jest w więzieniu.
- Za co? - zapytałam, jakbym o niczym nie wiedziała.
- Za to, że pobił policję.
Spojrzałam na podłogę. Ręce miałam splecione za plecami, a głowę spuściłam w dół. Mój narzeczony nie zauważył tego, bo tkwił w takiej samej pozycji, jak ja.
- Aaa.. no i jeszcze do tego jeździł samochodem po pijaku. - dodał.
- A to o tym nie wiedziałam - pomyślałam.
- Przykro mi- powiedziałam. Położyłam swoją dłoń na jego ramię i przytuliłam go delikatnie. - Chodź! - wskazałam mu drogę do salonu. Weszłam pierwsza. Zobaczyłam udekorowany stół, a przy nim dwa, pięknie ustrojone krzesełka. Na krańcach stołu stały dwa talerze, obok nich leżały sztućce, a kawałeczek dalej kieliszki do szampana. Na środku stał kurczak w naczyniu żaroodpornym, obok mięsa ujrzałam zdrową sałatkę, zrobioną z praktycznie samych warzyw, obok tego znajdował się chleb i kilka innych potraw. Dookoła kurczaka znajdowały się dwie świeczki. Cały salon był w romantycznym klimacie. Z magnetofonu, stojącego na parapecie, dobiegała muzyka, wpasowująca się w klimat. Zakryłam usta dłonią. Byłam pozytywnie zaskoczona. Odwróciłam się niepewnie na pięcie do mego narzeczonego. Conor nie był już w fartuszku, lecz w garniturze. Był taki przystojny. Uśmiechnęłam się.
- I jak Ci się podoba? - zapytał po dłuższej chwili patrzenia sobie w oczy.
- T-to wszystko dla mnie? - zapytałam jakby nie dowierzając.
- Tak, Skarbie. To wszystko dla Ciebie. - uśmiechnął się i rzałog moje zimne dłonie swoimi ciepłymi.- przepraszam, że ostatnio nie miałem zbytnio dla Ciebie czasu, ale musiałem więcej pracować, żeby kupić Ci to...
- Ty to kupiłeś? - wskazałam gestem głowy na znajdujący się za mną udekorowany salon.
- Nie. Kupiłem Ci coś innego. - puścił moją jedną rękę, lecz drugą wciąż trzymał i wyszliśmy na zewnątrz. Kiedy otworzył drzwi wejściowe, myślałam, że śnię.
- To dla nas? - zapytałam nie dowierzając. Odwróciłam się do niego. Czułam zapach jego perfum.
- Kupiłem to, na nasz ślub, ale jeżeli Ci się nie podoba, to mogę ją sprzedać i ...
- Ciii.. - zakryłam mu palcem usta. - Jest piękna. Właśnie o takiej marzyłam. - Zakręciła mi się łza. Pocałowałam namiętnie mego jedynego mężczyznę.
- Wiedziałem, że chciałaś limuzynę, ale nie byłem pewny, czy Ci się spodoba.
- Bardzo mi się podoba, Kochanie. Jeszcze nikt nie zrobił mi takiej niespodzianki. Kocham Cię. - wtuliłam się w niego.
- Ja też Cię kocham. Bardzo mocno Cię kocham.


                                              *OCZAMI   CONORA*

Kupiłem jej limuzynę. Myślałem, że taka to za mało. Ona jest zwykła, czarna, z delikatnym połyskiem, ale cóż... na lepszą mnie nie było stać. Chociaż tak mogłem jej się odpłacić za to, że nie miałem dla niej czasu. Leigh to niesamowita dziewczyna.  Nic lepszego niż ona nie mogło mi się przytrafić.


                                             *MOIMI   OCZAMI*

Kocham go. Tak bardzo go kocham. Nie mogłam uwierzyć, że on aż tak się dla mnie poświęca. Weszliśmy do środka i w spokoju zjedliśmy kolację. Rozmawialiśmy o jego tacie. Powiedziałam mu, co widziałam i pokazałam zdjęcie. Nie był tym zszokowany i wyznał mi, że o tym wiedział. Powiedział, że kilka lat temu miała miejsce taka sama sytuacja, i że on wiedział, że to mu nie przejdzie. No i nie przeszło. Przy okazji powiedziałam mu, że szpiegowałam go z Kyle'm. Nie był zły. Rozumiał, że nie chciałam mu o tym mówić. Później poszliśmy spać. Następnego ranka obudził mnie telefon od Kyle'a. Odebrałam.
- Halo? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Cześć Leigh. Ja Tobie wyświadczyłem przysługę, teraz pora na ciebie.
- O co chodzi?
- Chciałbym, żebyś pojechała ze mną do mojej rodzinnej miejscowości.
- Po co?
- Chciałbym Cię przedstawić swoim rodzicom. - zerwałam się z łóżka. Całe szczęście Conora jeszcze spał.
- Ale dlaczego ja? Po co ty w ogóle chcesz mnie im przedstawić?
- Bo jesteś moją przyjaciółką, a u nas jest taka tradycja, że się przedstawia rodzicom bliskie nam osoby.
- Yyyhh.. No dobra. Gdzie to jest?
- Manchester.
- Coo?! To ponad 300 kilometrów.
- No wiem. Proszę Cię. To dla mnie na prawdę bardzo ważne.
- Dobra... I tak nie mam co robić. Na ile?
- Na tydzień. Wyruszamy dzisiaj o 10.00 . Będę czekał przed Twoim domem.
- Coo?! Jest 8.00.
- No wiem. Lepiej się pośpiesz. Do zobaczenia.
Rozłączył się.



________________________________________________________________________________


Elo, elo :) Co tam? Jak tam? Następny imagin będzie ciekawy, więc chciałabym, żeby pod tym było dużo wyświetleń. Do zubka! :) Paaa :)

/ Leigh x

czwartek, 10 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                       ROZDZIAŁ 27

Co tu się w ogóle dzieje?! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! On zdradzał tę niewinną kobietę, która była w nim zakochana. Nie wie działam co mam zrobić: wejść tam i zrobić mu awanturę, czy zostać i udawać, jakby nigdy nic się nie stało. Całe szczęście wpadłam na pewien pomysł. Wyciągnęłam telefon z kieszeni sweterka, wychyliłam się lekko tak, aby mnie nie zauważyli i bezdźwięcznie zrobiłam im zdjęcie. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Uciekłam z tamtąd jak najszybciej nie zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam do stolika, przy którym siedział Conor ze swoją mamą. Byłam trochę zmęczona, ponieważ miałam bardzo słabą kondycję. Usiadłam obok narzeczonego.
- Jesteś wreszcie - powiedział do mnie.
- Tak. Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Była kolejka - szybko odpowiedziałam. Spojrzałam na stół pełen jedzenia. - Zamówiliście już?
- Tak. Chcesz coś? Zmieści się coś jeszcze w tym brzuszku? - zapytał ironicznie Conor, głaskając palcami nasze maleństwo. No nie ukrywam tego, że brzuch był gruby, i to bardzo, ale nie musiał tego mówić.
- Tak. Zmieści - zaśmiałam się. - Hmmm.. Mogę tę sałatkę? - wskazałam palcem na zdrowe pożywienie.
- Pewnie! - Conor nałożył mi sałatki na talerz. Nalałam sobie do szklanki wody, żeby ochłonąć po tym wszystkim.
Kiedy zjadłam sałatkę cała w stresie i wypiłam wodę Conora mama się do mnie odezwała. Dziwnie mi było jej kłamać prosto w oczy.
- Leigh, możemy porozmawiać?
- Tak! Pewnie. - Obje wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy na korytarz.
- Co się dzieje? - Zapytała mnie przyszła teściowa zaniepokojona moim zachowaniem.
- Nic, nic - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach spoglądając to na nią, to na ścianę, to na podłogę.
- Przecież widzę - złapała mnie za łokcie - skarbie, co się dzieje? - Miałam ochotę się rozpłakać.
- Jak będzie się działo coś poważnego, to powiem pani, obiecuję - uśmiechnęłam się sztucznie. W sumie to było już dość poważne. Miałam dowody na karcie pamięci, ale bałam się jak zareaguje.\
Westchnęła.
- No dobrze, tylko nie zapomnij, że masz teściową - puściła mi oczko i weszła z powrotem do sali.
Łza zakręciła mi się w oku. Zrobiłam to, co ona. Kiedy weszłam do środka wciąż nie widziałam ojca Conora. Podeszłam do ukochanego.
- Idziemy już? - zapytałam.
- Przecież dopiero przyszliśmy - odpowiedział z wyrzutem.
- No tak, ale jestem bardzo zmęczona. Chcę się położyć.
- No dobrze - westchnął - mamuś, my będziemy się zbierać.
- No dobrze, kochanie - powiedziała - lećcie! - To była bardzo wyrozumiała kobieta. - Wyśpijcie się - ucałowała Conora czoło, trzymając go za policzki. Ze mną uczyniła to samo.
- Do widzenia, pani - powiedziałam wychodząc.
- Do widzenia skarbie - odpowiedziała szybko.
- Pa, mamo - powiedział Conor wcale na nią nie patrząc.
- Pa, synku!

Wychodząc nie rozmawialiśmy. Podczas jazdy również byliśmy cicho. Weszliśmy do domu i każde z nas poszło w swoją stronę. Conor poszedł do naszej sypialni, a ja do kuchni. Mimo to, że przed chwilą jadłam sałatkę, to zgłodniałam. Zrobiłam sobie 2 kanapki z dżemem wiśniowym i herbatę. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Dużo myślałam nad tym, co widziałam i doszłam do wniosku, że chcę sprawdzić, z kim mój przyszły teść zdradza swoją żonę.
Wyjęłam telefon. Była godzina 17.03. Wystukałam SMS'a do Kyla.

Ja:      MOŻESZ MI POMÓC? :)
Kyle: PEWNIE! O CO CHODZI? :)
Ja:      CHODZI O OJCA CONORA. WIDZIAŁAM, JAK JEGO TATA ZDRADZA SWOJĄ ŻONĘ           I MAM WYRZUTY SUMIENIA, ŻE JEJ O TYM NIE POWIEDZIAŁAM.
Kyle: KURCZE... TRUDNA SYTUACJA... ;/ A W CZYM JA MAM CI POMÓC?
Ja:     CHCIAŁABYM, ŻEBYŚ MI POMÓGŁ GO SZPIEGOWAĆ.
Kyle: JA?! NAWET NIE WIEM JAK ON WYGLĄDA. JA SIĘ DO TEGO NIE NADAJĘ...
Ja:     JAK TO SIĘ NIE NADAJESZ?! JESTEŚ POLICJANTEM! ZAJMUJESZ SIĘ TAKIMI RZECZAMI.
Kyle: TO BARDZIEJ ROLA DETEKTYWA.
Ja:     PROSZĘ...
Kyle: NIE!
Ja:     NO PROSZĘ...
Kyle: YHHHHH... ROBIĘ TO TYLKO I WYŁĄCZNIE DLA CIEBIE.!
Ja:     HURA! WYŚLĘ CI JEGO ZDJĘCIE, MIEJSCE GDZIE SIĘ SPOTKAMY I O KTÓREJ. :)                 WIELKIE DZIĘKI, PA :)
Kyle: NO PA :)

Ustaliliśmy  miejsce i godzinę. Spotkaliśmy się następnego dnia.Dostałam SMS'a od Conora mamy, że jego ojciec wychodzi z domu. Ona oczywiście nie wiedziała o co chodzi, ale powiedziała mi niektóre szczegóły.
Śledziliśmy go razem z Kyle'm. Szedł do pobliskiej kawiarni. Spotkał się tam z jakąś dziewczyną. To nie była ta sama pani, z którą go widziałam wczoraj. Była blondynką o bardzo jasnej karnacji. Więcej nie mogłam zauważyć, ponieważ nie wchodziłam do środka. Widziałam ich tylko przez duże okno, prowadzące do miejsca, w którym ich widziałam. Kyle wszedł do budynku zajmując stolik zaraz obok nich, aby móc ich śledzić. Był w tym bardzo dobry. Zdążyłam zauważyć tylko, że mój przyszły teść daje jej buzi witając się. Ile on ma kochanek? To jest bardzo podejrzane.

Kyle szpiegował ich przez dłuższą chwilę, zasłaniając się MENU. Po chwili ojciec Conora podszedł do niego. Przybliżyłam się do drzwi, aby usłyszeć ich rozmowę.
- Co pan robi? - spytał ojciec Conora.
- Jak to co?! Przeglądam sobie MENU.
- Przecież widzę, że pan nas śledzi.
- Hahaha...! Ja? Śledzić was? Niby po co? - Kyle był dobrym aktorem.
- No nie wiem, ale wiem, że ty wiesz kolego - ojciec Conora był już trochę rozzłoszczony. Nie uwierzył w ściemy Kyle'a. - Więc radzę ci, chłopcze, abys mi to szybko powiedział, albo skończysz bardzo marnie.
- Jeżeli ty, kolego, nie przestaniesz mi grozić, to wylądujesz w więzieniu.
- Haha! Bez obaw!
- Nie bądź pan tego taki pewien. - Kyle chciał już wychodzić, lecz ojciec Conora zatrzymał go łapiąc swoją prawą dłonią jego lewe ramię i obkręcając go w swoją stronę. Nagle mój przyszły teść uderzył mojego przyjaciela z całej siły pięścią w twarz. Kyle się przewrócił. szybko do niego podbiegłam i ukucnęłam przy nim.
- Nic ci nie jest? - zapytałam zaniepokojona.
- Chyba nie - odpowiedział Kyle trzymając się za policzek i powoli wstając.
- Co ty tutaj robisz?! -  teść tym razem zwrócił się do mnie.
- Ratuję przyjaciela przed ostrym napadem mojego teścia, a myślałeś, że co?
- Zmykaj z tąd, perełko! - uderzył mnie w ramię.
- Bo jak nie, to co?!
- To dobrze z tobą nie będzie! - przybliżył się do mnie i pogroził mi palcem.
Przestraszyłam się, ponieważ miał naprawdę nie przyjemny wyraz twarzy.
- Zostaw ją! - krzyknął Kyle. Tym razem role się odwróciły. Kyle podszedł do taty Conora i uderzył go tak, jak wcześniej mój teść mego przyjaciela. Tata Conora upadł i z nosa zaczęła lecieć mu krew. Rozejrzałam się po kawiarni. Zauważyłam, że nie ma już tutaj dziewczyny, z którą spotkał się mój teść. Uciekła. Kiedy z powrotem skierowałam wzrok na leżącego na brzuchu. Kyle zakuł go w kajdanki i zadzwonił po swoich przyjaciół z pracy. Po krótkiej chwili zobaczyłam wóz policyjny jadący na sygnałach. Zabrali mego teścia. Coś czuję, że krótko tam nie posiedzi.



________________________________________________________________________________



Elo ,elo!  To był naprawdę dłuuuugi rozdział, tak, wiem, to dlatego pisałam go tak długo. Następny prawdopodobnie dodam w weekend, a jeżeli nie, to w tygodniu :)

/ Leigh x

niedziela, 22 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                  ROZDZIAŁ 26

Co się ze mną dzieje? Mdleje co chwila... Błagam, żeby moje dziecko było zdrowe... Kiedy się obudziłam, obok mnie zobaczyłam Conora. Bałam się, że mnie zostawi... Nie, on nie jest taki. Iza to go kocham. Za to, że pomimo moich błędów potrafi mi wszystko wybaczyć.
- Jak się czujesz, kochanie? - zapytał zaniepokojony moim stanem zdrowia.
- Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się lekko i spojrzałam na niego. Dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas swoimi dłońmi trzymał moją dłoń, na której widniał srebrny pierścionek. Byłam bardzo wzruszona, a zarazem smutna. Smutna, ponieważ nie wiedziałam, co ze zdrowiem dziecka, a wzruszona, bo Conor wciąż mnie kochał. Przy najmniej tak mi się wydawało. Wolałam się jednak upewnić. - To znaczy że mi wybaczyłeś? - zapytałam, nie odrywając wzroku od naszych splecionych dłoni.
- Oczywiście, że tak, skarbie. Nie mógłbym cię teraz zostawić. Nie obchodzi mnie, co się wtedy pomiędzy tobą, a tym chłopakiem wydarzyło. Spotkałem się z nim i powiedział mi, że to wina lekarstw. - Łza spłynęła mi po policzku. Uśmiechnęłam się lekko. Patrzeliśmy na siebie z uśmiechem trzymając się za ręce. Tę piękną chwilę ciszy przerwał nam lekarz.
- Dzień dobry, Przepraszam, że przeszkadzam - odchrząknął wpatrując się w dokumentu, które trzymał w ręku. Poruszał się wolno. - Mam wyniki panny Pinnock. Są prawidłowe - uśmiechnął się i zatrzymał się obok mojego łóżka. Odwzajemniłam uśmiech. - także proszę się niczym nie przejmować. - odwrócił się i chciał wyjść, ale zatrzymał się gwałtownie i odwrócił z powrotem w moim kierunku - Właściwie, panno Pinnock, to przywiózł tu panią pewien chłopak, który zostawił dla pani list. - doktor szukał w swoich papierach listu od Kyle'a. Przy najmniej myślałam, że to od niego, bo widziałam się ostatni raz właśnie z nim. Lekarz podał mi papier, uśmiechnął się i wyszedł. Spojrzałam na Conora, a on całkiem spokojnie wskazał ruchem ręki, żebym przeczytała to, co było napisane na kartce. Otworzyłam ją i przeczytałam pierwszą linijkę.

                                                  "Droga Leigh!"

Bałam się co będzie napisane dalej, ale postanowiłam to sprawdzić. Przełknęłam głośno ślinę.

" Wiem, że nie zachowałem się odpowiednio, bo wiem, że to, że się spotkaliśmy było przypadkiem... Pomimo to, chciałbym, żebyśmy zostali znajomymi. Nic więcej. Odpisz SMS'em.
                                                                                    3maj się,
                                                                                       Kyle :)

PS. Poznałem Twojego chłopaka. To równy gość. Nie chcę Wam stawać w drodze do szczęścia."

Wyciągnęłam telefon i odpisałam tylko "OK".
Bardzo się cieszę, że moje sprawy w końcu się poukładały. Conor nie był zdenerwowany. Był spokojny i niczego się nie obawiał. Miał do mnie 100% zaufania, pomimo tego, co zrobiłam.
Rozszerzył nogi i podparł się łokciami o swoje kolana. Wyciągnął do mnie prawą rękę, by sięgnąć po list. Wpatrywałam się w niego, nie odrywając od niego wzroku. List trzymałam w obydwu dłoniach, złożony na pół, na brzuchu. Nie chciałam zbytnio mu go dawać, ale chłopak był przeuroczy i podałam mu papier. Spojrzał na kartkę. Wciąż był podparty łokciami o kolana, a list miał pomiędzy nimi trzymając go w dłoniach. Przygryzł dolną wargę, gdy go czytał. Po przeczytaniu złożył go w połowie, spojrzał na mnie z uśmiechem i podał mi list. Schowałam go do szafki znajdującej się obok mojego łóżka. Chwilę potem dostałam SMS'a od Kyle'a,

"Nie gniewaj się nie mnie tylko! :) "

Wystukałam szybko literki.

"No coś ty! Nie mam za co!"

"Na pewno?"

"Tak. Na pewno! :)"

Odłożyłam telefon na szafkę i wstałam z łóżka, żeby sie ubrać. Zrobiłam to, co zamierzałam. Założyłam jasnoróżową koszulkę na ramiączkach w białe duże kwiaty z rozkloszowanym końcem, czarne legginsy, białe trampki i biały sweterek. Następnie udałam się do łazienki,gdzie się umyłam, uczesałam, pomalowałam i zrobiłam inne podstawowe rzeczy. Poszłam do doktora, zapytać go o wypis, a on od razu mi do dał. Chyba mnie polubił .Zamierzałam razem z Conorem jechac prosto do domu, odpocząć trochę, lecz on skręcił w jakąś uliczkę prowadzącą prawie na koniec miasta.
- Ile czasu leżałam w szpitalu? - zapytałam.
- 3 dni. Byłaś w śpiączce jakiejś. - odpowiedział.
- Aaa... A co z moimi rzeczami? Zostały w szpitalu.
- Później po nie podjadę.
- Okej.
Spojrzałam na radio, gdzie znajdowała się godzina. Była 16.00.
- Gdzie jedziemy? - zapytałam.
- Zobaczysz. - uśmiechnął się pod nosem i puścił mi oczko.
Oparłam się o fotel i westchnęłam. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Conor zatrzymał się przed drzwiami restauracji. Wysiedliśmy z samochodu i weszliśmy do środka. Mój narzeczony chwilkę porozmawiał z panią z recepcji. Wydawało mi się, że o stoliku dla nas. Ja w tym czasie rozejrzałam się po tym przeuroczym wnętrzu. Restauracja była ogromna. Nigdy nie byłam w takim miejscu. Przy samym wejściu po prawej stronie znajdowały się schody. Zaraz obok nich były wieszaki na kurtki. Obok wieszaków znajdowały się drzwi do łazienek. Po lewej stronie, obok wejścia była recepcja. Główny korytarz prowadził do ogromnej sali, w której było mnóstwo stołów. Na każdym z nich widniał bukiet różowych kwiatów, biały obrus, serwetki, sól i pieprz. Cała sala była koloru ciemnofioletowego i białego. Kiedy Conor skończył rozmawiać z panią, złapał mnie za rękę i weszliśmy bardziej do środka. Od razu pogorszył mi się humor, kiedy zobaczyłam rodziców Conora. Spojrzałam na niego złowrogo.
- Oni mieli tutaj być? - zapytałam przez zęby.
- Mój ojciec pytał mnie, czy moglibyśmy się z nimi spotkać. - odpowiedział.
- Po co?!
- Chciałby cię przeprosić.
Westchnęłam.
- I co? Mam udawać jakby nic się nie stało?!
- No nie... To znaczy... Nie wiem... Matko! Przeprosi cię, zjemy kolację i będzie cacy.
- Nie!
- Proszę...
- Nie!
- No proszę...
Westchnęłam.
- Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie. - pogroziłam mu palcem.
Ruszyłam grzecznie w kierunku przyszłych teściów.
- Dzień dobry - przywitałam się ze sztucznym uśmiechem na ustach. Podałam rękę mamie Conora i jego tacie. Conor również przywitał się ze swoimi rodzicami. Jego ojciec zaproponował, abyśmy usiedli razem do stołu. Ja z Conorem usiedliśmy obok siebie. Na przeciw mnie - mama Conora, a obok niej jej mąż. Dobrze się dogadywałam z przyszłą teściową. Była naprawdę  przesympatyczną kobietą.
- Leigh, ja chciałbym cię naprawdę z całego serca przeprosić - powiedział tata Conora i złapał moją rękę. Natychmiast się wyrwałam.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się sztucznie. Conora mama nie wiedziała o co chodzi.
Ojciec Conora dostał SMS'a. Wyjął telefon z kieszeni spodni i odczytał w myślach wiadomość.
- Przepraszam, muszę na chwilę iść, szef tego lokalu pisze, że jestem mu potrzebny. Zaraz wracam.

Od razu wiedziałam, że to ściema. Kiedy tata Conora już wyszedł powiedziałam:
- Przepraszam was ja również. Muszę iść do toalety. - wyszłam z sali i zobaczyłam ojca Conora wspinającego się na schody. Ruszyłam za nim. Byłam bardzo ostrożna, żeby mnie nie zauważył. Chodziłam na palcach cicho jak myszka. W końcu mój przyszły teść zamknął drzwi w miejscu, w którym kończyły się schody. Cichutko podbiegłam do nich i je otworzyłam. Weszłam do środka nie zamykając za sobą drzwi.  Ujrzałam korytarz. Był dość długi. Na jego ścianach znajdowało  się dość sporo drzwi. Jak się domyślam prowadzących do sypialni.Jakieś 10 metrów od drzwi był skręt w prawo. Wychyliłam głowę. Ujrzałam następny korytarz, tym razem już nie taki długi. Miał jakieś 20 metrów długości i około 3 metrów szerokości. Po prawej stronie były drzwi. W prawym rogu,  ujrzałam ojca Conora z jakąś kobietą. Brunetka. No tak! Tutaj nie wolno wchodzić, dlatego się nie boją, że ktoś ich zobaczy. Młoda dziewczyna opierała się o ścianę i ręce miała splecione na karku Conora taty. On jedną ręką trzymał jej talię, a drugą jej zgrabną nogę, która była zgięta i w kolanie dotykała jego miednicy. Kobieta miała na sobie krótką, czarną spódniczkę z falbankami, białe buty na obcasie i krótki, biały top przylegający do jej ciała. On był w garniturze. Całowali się. Jego ręka wędrowała pod spódniczkę kobiety, a ona widać nie była tym zaskoczona. Co lepsze... Podobało jej się to. Nie chciałam tego oglądać. Schowałam głowę i oparłam się o ścianę.

________________________________________________________________________________

Siema! Nie mam dzisiaj komunikatów. Ten imagin jest znacznie dłuższy niż poprzednie, ale strasznie mi się nudziło, więc postanowiłam go napisać. Siemka dzióbki! Trzymajcie się!

/ Leigh x


sobota, 14 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                       ROZDZIAŁ 25

- Co ja narobiłam...- szepnęłam sama do siebie. Zakryłam swoją prawą dłonią usta. Pozbierałam z podłogi rozsypane części komórki i złączyłam je w całość. Kiedy już to zrobiłam przytrzymałam przycisk blokady telefonu. Po krótkim czasie przyrząd się włączył. Miałam 5 nieodebranych połączeń i 3 SMS'y. Miałam nadzieję, że Conor próbował się ze mną skontaktować. Sprawdziłam, kto do mnie dzwonił. Niestety, wszystkie nieodebrane połączenia, były od Kyle'a. Nie oddzwoniłam. Nacisnęłam przycisk prowadzący mnie do wiadomości tekstowych. Tak! Conor napisał!

Conor: LEIGH! WIEM, ŻE JESTEŚ CHORA I MASZ NASZEGO DZIDZIUSIA W BRZUCHU                   (MAM NADZIEJĘ, ŻE TO JA JESTEM JEGO OJCEM), ALE TO CIĘ NIE                                         USPRAWIEDLIWIA. NIE JESTEŚ ZADOWOLONA Z NASZEGO ZWIĄZKU, WIĘC PO               CO GO DALEJ CIĄGNĄĆ?! ZASTAWÓW SIĘ, CZEGO TY WŁAŚCIWIE CHCESZ...

Szybko mu odpisałam.

Ja:        KOCHANIE! CHCĘ TYLKO CIEBIE! NIE PAMIĘTAM, ŻEBYM PISAŁA TE SMS'Y      
            WCZORAJ. PROSZĘ, UWIERZ MI...
Conor: NIE UWIERZĘ, PUKI  NIE ZOBACZĘ DOWODÓW...

Nie odpisałam. Kiedy pomyślę o tym, że chciałam innego chłopaka, to robi mi się słabo. Do jasnej cholery! Kocham tylko i wyłącznie Conora! I to nie dzięki Kyle'owi poczułam to ciepłe uczucie zwane miłością, ale dzięki Conorowi. Co ja sobie myślałam...

Pozostałe 2 wiadomości były od Kyle'a. Może warto byłoby się z nim spotkać i porozmawiać o tym, co wczoraj zaszło. Napisał mi:

Kyle: LEIGH! NIE CHCESZ JUŻ BYĆ ZE MNĄ?
Kyle: LEIGH! DO JASNEJ CHOLERY!
Ja:     CHCĘ SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ I POROZMAWIAĆ O TYM, CO SIĘ WYDARZYŁO...
Kyle: PEWNIE! GDZIE I O KTÓREJ?

Ustaliliśmy szczegóły i zaczęłam się ogarniać.

***

Kiedy byłam już gotowa do wyjścia była godzina 15.54. Zabrałam torebkę i schowałam do niej telefon, słuchawki, portfel i chusteczki. Wzięłam leżące wcześniej w kuchni klucze. Jednym z nich zamknęłam dom, a drugim odpaliłam auto. W drodze byłam bardzo spięta. Dlaczego nie pamiętam wczorajszego wieczoru? Co on mi zrobił? Boję się z nim spotkać.

Kiedy dojechałam na miejsce odpięłam pas, wyjęłam kluczyki ze stacyjki, przejrzałam się w lusterku i wysiadłam z samochodu. Zamknęłam go. Kluczyki schowałam do torebki. Podeszłam do wejścia lodziarni. Stałam metr od linii granicznej  miasta, a budynkiem, w którym mieliśmy się spotkać. Westchnęłam i po krótkim czasie weszłam do środka. Ujrzałam masę ludzi śmiejących się i zajadających lody. Zajęłam miejsce przy wolnym stoliku tyłem do wejścia . Po pięciu minutach przyszedł Kyle. Podszedł do mnie od tyłu i gwałtownie połaskotał mnie w żebra. Podskoczyłam przerażona.
- Co ty robisz - zapytałam prawie że krzycząc. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jak to co - spytał. Po chwili na jego ślicznej buźce pojawiły się rumieńce. Były słodkie. - witam się ze swoją kobietą. - powiedział zawstydzony. Zauważyłam, że wpatrywałam się w niego wytrzeszczonymi oczami, nie mrugając.
- K-k-kim przepraszam - zapytałam wciąż tkwiąc w tej samej pozycji.
- Nie pamiętasz co się działo wczoraj?
- Hmmm... Nie... Nie bardzo... - rozsiadłam się rozluźniona na fotelu i słuchałam jego wypowiedzi.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Naprawdę - zapytał po krótkiej chwili namysłu.
- Tak. Naprawdę. Powiesz mi co się wydarzyło?
- Ehh.. Skoro nie pamiętasz, zgoda. Wczoraj posłałem ci z 20 SMS'ów, ale na żaden nie odpisałaś. Bałem się o ciebie, więc postanowiłem do ciebie pojechać. Waliłem w drzwi, ale nikt nie odpowiadał, więc sam je otworzyłem. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem ciebie lezącą na podłodze. Szybko do ciebie podbiegłem, potrząsnąłem tobą, ale to na nic. Nie odpowiadałaś. Zadzwoniłem na pogotowie. Ono szybko przyjechało, zabrało cię do szpitala i przebadało. Oczywiście byłem tam z tobą. Pan doktor mówił coś jeszcze o lekach, które ci podał. Mówił, że możesz mieć kłopoty z pamięcią i apetytem. Powiedział jeszcze, że dobrze by było jakby był ktoś teraz koło ciebie, w razie jakby się coś działo, więc wypisałem cię ze szpitala i pojechaliśmy do ciebie. Pytałem co chwilę, czy wszystko w porządku. Zachowywałaś się normalnie. Kiedy już do ciebie pojechaliśmy było już późno, wiec położyłem cię spać, a ja chciałem kimnąć się w salonie, ale jakieś 10 minut po zaśnięciu mnie obudziłaś, bo powiedziałaś, że się boisz spać sama, no to poszedłem z tobą na górę i się zaczęło...
- Co się zaczęło? - przeraziłam się.
- ... A jak myślisz? - zapytał ironicznie.
- Powiedz mi!
- Kochaliśmy się. Było tak cudownie. Byłaś normalna.
- Co?! Jak to? Nie, nie, nie...! - wstałam gwałtownie z fotela i wędrowałam po sali z przytkniętą do ust dłonią - przecież to niemożliwe!
- A jednak - również wstał. Załapał mnie za ramiona, żeby mnie uspokoić.

Zasłabłam.



________________________________________________________________________________


Siema, siema, siema :DDD Ludzie... Ja nie wiem, czy mam dalej pisać te imaginy, czy nie... Nie mam dla kogo po prostu... Jeżeli w ciągu tygodnia się podniesie liczba wyświetleń, to zoabczymy co dalej...

/ Leigh x

poniedziałek, 9 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                             ROZDZIAŁ 24

Obudziłam się. Czy to był tylko sen? Proszę, aby to było naprawdę. Spodobał mi się ten policjant. Wyglądał na porządnego człowieka. Wiem, że nie powinnam tego mówić, bo mam narzeczonego, i dziecko w brzuchu, ale kiedy z nim przebywałam, poczułam to, czego jeszcze nigdy nie czułam. Miłość. Tą pieprzoną miłość. Kiedy byłam młodsza, nie wierzyłam, że istnieje coś takiego, jak to uczucie, a teraz dzięki Kyle'owi zrozumiałam, że to uczucie jest wielkie.

Zeszłam na dół. Zobaczyłam Conora z moim telefonem w ręku i wściekłą miną. Był odwrócony do mnie profilem. Zauważył mnie. Podeszłam bliżej.
- Co-oś się stało - zapytałam niepewnie.
- Jeszcze pytasz?! - wrzasnął.
- Yyym.. Tak.
- Hah - zaśmiał się sztucznie - co to jest za Kyle?
Podeszłam do niego bliżej. Stałam na przeciwko niego. Dzielił nas zaledwie metr.
- Daj mi to - wyciągnęłam rękę po telefon. Nie odrywaliśmy od siebie znienawidzonych oczu. Gwałtownym ruchem podał mi moją komórkę. Powoli oderwałam wzrok od niego i spojrzałam na ekran. Przeczytałam wczorajsze SMS'y z Kylem.


Kyle: CHCIAŁBYM SIĘ Z TOBĄ JESZCZE ZOBACZYĆ. :)
Ja:     JA TEŻ, KYLE :)
Kyle: NAPRAWDĘ? :) :)
Ja:     TAK, BARDZO :)
Kyle: MOGĘ CI COŚ POWIEDZIEĆ?
Ja:     JASNE! :)
Kyle: WIEM, ŻE TO SZALONE, ALE PODOBASZ MI SIĘ. :)
Ja:     TY MI TEŻ. ALE MUSISZ COŚ WIEDZIEĆ... :/
Kyle: CO TAKIEGO?
Ja:     MAM NARZECZONEGO :/
Kyle: ALE JAK TO?! :'(
Ja:     TAK TO... ALE GO NIE KOCHAM... :)
Kyle: NIE CHCIAŁBYM BYĆ PRZESZKODĄ W WASZYM ZWIĄZKU...
Ja:     NIE JESTEŚ. OSTATNIO Z CONOREM SIĘ OD SIEBIE BARDZO ODDALILIŚMY, A JA NIE CHCIAŁABYM MARNOWAĆ CZASU. SPOTKAJMY SIĘ, DOBRZE? :) :*
Kyle: JASNE! <3
Ja:     JUTRO? :)
Kyle: MOŻE BYĆ KOŁO LODZIARNI? :)
Ja:     PEWNIE! O 13.00? :)
Kyle: OCZYWIŚCIE! :)

Pamiętałam tylko pierwszego SMS'a. Więcej nic nie pamiętałam.Spojrzałam na zegarek. Dochodziła 14.00. Spojrzałam na Conora przepraszająco, lecz on oczekiwał wyjaśnień. Zablokowałam telefon i położyłam go na szafce w kuchni.
- Mogę to wyjaśnić - powiedziałam niepewnie.
- Tak?! To jestem bardzo ciekawy... - Wskazałam stół w kuchni i usiedliśmy na przeciw siebie.
- Więęęccc... - usłyszałam dźwięk SMS'a. Spojrzałam na Conora i oboje ruszyliśmy w stronę telefonu. Całe szczęście byłam pierwsza. Odebrałam SMS'a od Kyle'a.
"DLACZEGO NIE PRZYSZŁAŚ? NIE PAMIĘTASZ WCZORAJSZEGO WIECZORU? ZNUDZIŁEM CI SIĘ? NA PRZYPOMNIENIE WYSYŁAM CI ZDJĘCIE! CAŁUJĘ CIĘ! <3"


Otworzyłam szeroko usta. Nic, kompletnie nic nie pamiętałam. Conor wyrwał mi telefon z ręki. Przeczytał SMS'a. Rzucił moim telefonem o ścianę i wyszedł z domu. Kiedy był przy drzwiach zawołałam do niego:
- Ja ciebie też widziałam z inną dziewczyną. Dałeś jej buzi.
- To była moja siostra - powiedział ze smutkiem i wyszedł.


_____________________________________________________________________________


Heloł, heloł, heloł. :) :) :) I jak? Czekam na komentarze <3
/ Leigh x

poniedziałek, 19 października 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                  ROZDZIAŁ 23


Przerażona przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam krok w tył.
- K-kim jesteś? - dałam radę wydukać.
- Jak to kim? - zapytał jak nawiedzony.
- Jestem twoim przyszłym mężem - powiedział a ja zrobiłam następny krok w tył.
- S-s-słucham? - nadal byłam bardzo niezadowolona i zszokowana.
- Słuchaj kotku - ruszył w moim kierunku a ja zaczęłam stawiać coraz większe kroki do tyłu. W końcu coś mnie zatrzymało. To była maska czyjegoś samochodu. Oparłam się o nią i wygięłam plecy, aż położyłam się na auto. Ten człowiek wciąż szedł w moim kierunku. Postawił swoje stopy zaraz obok moich i przyłożył twarz do mojej twarzy. Słyszałam jak serce mi przyśpiesza. Nie znałam tego człowieka. Nie wiedziałam, co zamierza. - jesteś moim ideałem. Chcę cię mieć tylko dla siebie. pojedź ze mną na koniec świata. - przestraszyłam się. Odepchnęłam napakowanego faceta. Byłam już bardziej pewna siebie. Ja wciąż stałam oparta o ten samochód a mężczyzna stał ode mnie może z dwadzieścia centymetrów.
- Człowieku ja ciebie w ogóle nie znam - odszczeknęłam mu.
- Lalko ... Nie pyskuj do starszych. - znów się przybliżył. Moje kolana włożył pomiędzy swoje nogi i ścisnął je. Swoją rękę przyłożył do mojego gardła i przycisnął ją tak mocno, że nie mogłam złapać tchu. Chciałam zacząć krzyczeć, ale odjęło mi mowę. Zaczęłam uderzać ręką o samochód, który stał za mną. Widziałam jego minę, jak się cieszył kiedy mnie dusił. Robiło mi się ciemno, kiedy usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny.
- Policja! Puść ją!
Chłopak natychmiast mnie puścił. Pomasowałam sobie szyję i spojrzałam w kierunku osób, które biegły w naszym kierunku. Jeden z nich miał pistolet wyciągnięty w jego stronę.  Było ich chyba czterech. Mężczyzna zaczął uciekać, a jeden z grupki policjantów zaczął gonić napakowanego faceta.

Facet, którego głos słyszałam podszedł do mnie.
- Zrobił ci coś? - zapytał.
- Nie-nie zdążył. - wydukałam dalej nie mogąc złapać tchu.
- A znałaś go wcześniej?
- Nie.
- W takim razie pojedziesz z nami.
- Dokąd?
- Na komisariat.
- Po co?
- Żeby złożyć doniesienie na tego pana. - uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na mnie.
- Wolałabym na razie jechać do domu. Mam dość wrażeń na dziś.
- No dobrze. Zawiozę cię.
- Dobrze.

Wsiadłam do policyjnego samochodu.
- Kim pan właściwie jest? - zapytałam po krótkiej chwili.
- Jestem policjantem - puścił mi oczko.
- A coś dokładniej można o panu wiedzieć? Imię na przykład?
- Nazywam się Kyle i nie jestem taki stary, żeby mówić do mnie na pan. - uśmiechnął się.
Ten człowiek był bardzo sympatyczny i w dodatku bardzo przystojny. Miał ciemne oczy i piwne oczy. Cerę miał jasną, ale nie za jasną. Mój ideał.
- A ty jak się nazywasz? - wyrwał mnie z myśli.
- Leigh-Anne. Dla przyjaciół Leigh.
- Dobrze Leigh. W takim razie.. Gdzie cię podrzucić?
(tu podałam mu adres, a on dowiózł mnie do domu). Po drodze minęliśmy Conora i jego nową dziewczynę.

Kiedy wysiadłam z samochodu i chciałam zamknąć drzwi, on zadał mi jeszcze jedno pytanie.
- Dasz mi swój numer?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- W razie gdyby ktoś jeszcze cię zaatakował. - puścił mi oczko.
- No jasne. - uśmiechnęłam się. - pod warunkiem, że ty mi dasz swój.
- Pewnie!
Wymieniliśmy się numerami, a gdy tylko weszłam do domu dostałam SMS właśnie od niego: "CHCIAŁBYM SIĘ Z TOBĄ JESZCZE ZOBACZYĆ. :) "




_______________________________________________________________________________



Heloł, heloł. :) :) :) Jak tam u was? Proszę piszcie w komentarzach, co sądzicie na tego typu imaginy. Ja się na prawdę bardzo męczę pisać tego typu opowiadania, dlatego proszę o jak największą liczbę komków. :) Dzięki, miłego wieczoru :*

/ Leigh x

czwartek, 8 października 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 22

Nie wiem co się stało, ale obudziłam się na podłodze w łazience.
Spojrzałam w lustro. Dalej miałam na sobie tylko ręcznik. Ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo tam nie było. Conor zostawił kartkę, na której było napisane: Kochanie, wyszedłem. Jestem u rodziców. Wrócę późno. Kocham Cię. :) .
Nie byłam pewna, czy to co się stało, było naprawdę. Postanowiłam pójść na spacer. Włożyłam słuchawki na uszy i ruszyłam. Kiedy przechodziłam obok ulubionej lodziarni Conora, coś mnie natchnęło, żeby tam wejść. Kiedy już to zrobiłam, zauważyłam Conora z jakąś dziewczyną. A wyglądała ona tak:


"Czy on mnie zdradza?" - pomyślałam sobie. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć, tak więc nic nie myślałam, lecz to co ujrzałam dało mi wiele do myślenia.
Zobaczyłam, że dał jej jakieś pieniądze, a później buzi i odszedł. Mówił do niej cały czas, niestety nie wiedziałam co.
Rzecz jasna-nie widział mnie. Schowałam się. Miałam pełno myśli w głowie. On mnie zdradza! Lecz jeszcze jedna, rzecz nie została wyjaśniona. Kim właściwie był ten facet, który był u nas w mieszkaniu? Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni telefon. Wybrałam numer do Jordana.
- Halo? - usłyszałam głos Jordana.
- Hej Jordan. Spotkałbyś się ze mną? - powiedziałam niepewnie.
- Leigh? - był zdziwiony.
- Tak, to ja. Mam do ciebie bardzo ważną sprawę.
- No pewnie. Będę za 10 minut w Twojej ulubionej kawiarni, pasuje Ci?
- Tak, jasne. Do zobaczenia.
- No hej.
Nie byłam pewna czy dobrze robię, prosząc Jordana o pomoc, ale on jest detektywem. Umie rozwiązać każdy problem i lepiej go znałam, niż Conora.

Przyjechał w samą porę. Czekałam pod kawiarnią.
- Cześć. - powiedział. - Po co mnie wezwałaś? - uśmiechnął się.
- Hej. Mam problem.

( Tutaj opowiedziałam mu o całej sytuacji, że byłam pewna, że był u nas jakiś facet, że obudziłam się na podłodze, że jest chora, że widziałam Conora z inną dziewczyną i tak dalej, i tak dalej...)
- Hmmm.. To bardzo poważna sprawa... - powiedział po krótkim czasie namysłu.
- No tak. Dlatego się do ciebie z tym zwracam.
- Przeprowadzę śledztwo na ten temat.
- Dziękuję. - przytuliłam go.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się do mnie.
Mimo tylu naszych kłótni nadal mogłam na niego liczyć.
Jestem mu za to wdzięczna. Kiedy się odwróciłam, stał za mną TEN FACET. TEN FACET, który był u mnie w mieszkaniu.
- Hej piękna. - uśmiechnął się szyderczo - Gdzie się wybierasz? - zapytał. Zamarłam.






_______________________________________________________________________________


Hejka naklejka! Wiem, że troszkę późno dodałam ten imagin, ale nie miałam czasu po prostu. Za dużo nauki :) Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego dnia! :)

/ Leigh x











piątek, 25 września 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                   ROZDZIAŁ 21

- Jak to usunąć ciążę? - zapytałam. Byłam przerażona, że takie coś spotkało właśnie mnie.
- No tak. Radziłbym właśnie to zrobić, ponieważ nie jestem pewien czy pani chłopak poradziłby sobie sam z wychowaniem dziecka, gdyby pani umarła. - odpowiedział lekarz.
- Ale to już jest potwierdzone, że albo ja, albo dziecko zostaniemy na tym świecie? - łza spłynęła mi po policzku.
- Powiem pani tak... Są bardzo małe szanse na to, żeby urodziła pani to dziecko i nie umarła.
- Aha. Dziękuję panu bardzo. - powiedziałam, podałam rękę panu doktorowi. Chciałam wyjść. - Do widzenia. - Powiedziałam Conorowi, żeby mnie zaprowadził do sali. On również podął rękę doktorowi i zrobił to, o co go poprosiłam.

Po drodze rozmawiałam z Conorem.
- Kochanie... Myślę, że powinnaś zrobić to, co zasugerował Ci lekarz. - powiedział Conor. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Jak możesz tak mówić? - byłam bardzo smutna.
- Ja nie dam sobie rady sam z wychowaniem tego dziecka, nie rozumiesz? - Zatrzymaliśmy się.
- A nie rozumiesz tego, że jak go nie urodzę to będę miała wyrzuty sumienia do końca życia? - Złapał się za głowę i westchnął.
- Ja też będę miał wyrzuty, ale ja ciebie kocham i nie chcę cię stracić.
- Ja ciebie też kocham... ale nie namawiaj mnie, bo to jest mój wybór.
- Dobrze. Odprowadzę cię do sali. - uśmiechnęłam się delikatnie, i ruszyliśmy w kierunku mojego pokoju. Byłam bardzo zmęczona tą rozmową i jedyne o czym teraz myślałam, to żeby iść spać.
Położyłam się i momentalnie zasnęłam.

Kiedy się obudziłam usłyszałam rozmowę mojego taty z Conorem.
- To wszystko przez ciebie! - krzyczał mój ojciec.
- Najlepiej zwalić wszystko na mnie! Nie wie pan, że to tylko i wyłącznie pana wina?! - odpowiadał mu Conor.
- Moja wina?! Chyba sobie coś ubzdurałeś!
- Taak.. Ubzdurałem... - mówił sarkastycznie. - Pan wie, że pana córka jest już dorosła, i to, że ma chłopaka to nic dziwnego?!
- Nic dziwnego w tym, że ma chłopaka. Ale straszne jest to, że zna go tak któtko i już będzie miała z nim dziecko!
- Nie no najlepiej pan by chciał, żeby ona była zakonnicą! Pan jest jakiś chory!!!
- Uważaj sobie chłopczyku! Trochę szacunku!
- Miałbym do pana szacunek, gdyby pan miał go dla mnie i dla Leigh. Traktuje pan ją, jakby była pana własnością!
- Wypraszam sobie!
- Niech sobie pan wyprasza ile pan chce! Wychodzę!
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja to słyszałam (chociaż drzwi były zamknięte). Wszedł do mnie Conor.
- Ooo.. Widzę, że moje słoneczko się obudziło. - uśmiechnął się do mnie promiennie. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam na łóżku. Pocałował mnie i zrobił to samo. - Jak się czujesz? - Przybrał poważną minę.
- Dobrze. Możemy wracać do domu? - odpowiedziałam.
- Doktor powiedział, że tak, tylko jeszcze musimy pójść po wypis.
- Okej.
Poszliśmy po wypis i wróciliśmy do domu.
Poszłam na górę się umyć. I wtedy usłyszałam mocne pukanie do drzwi. Zakręciłam wodę w prysznicu, opatuliłam się w ręcznik i po cichu weszłam na schody. Nie schodziłam na dół. Conor mnie nie widział, bo był już przy drzwiach. Kiedy je otworzył ujrzałam napakowanego, wysokiego i wytatuowanego mężczyznę, który nie miał zbyt przyjaznego kształtu twarzy.
- Gdzie są moje pieniądze, szczylu?! - złapał Conora za dekold koszulki i nim potrząsał.
- Puść mnie! Nie mam tych pieniędzy! - mówił Conor. Próbował się od niego uwolnić. Mężczyzna puścił go i wszedł do domu i rozejrzał się po nim. W tylnej kieszeni jego spodni był pistolet. Zauważył mnie. Byłam przerażona. Przez chwilę na mnie patrzył i się uśmiechnął. Przestraszyłam się. Odwrócił się do Conora.
- Jednak nie chcę tych pieniędzy. Chcę ją! Może być fajna jak na jeden raz. - wskazał palcem na mnie. Uśmiechnął się. Conor się wściekł. Rzucił się na niego i zaczął nawalać pięściami.
- Szmaciarzu pier***ony! Już ja ci dam... - mówił Conor do brutala, kiedy razem wylądowali na podłodze. Conor siedział na mężczyzny brzuchu i okładał go pięściami po twarzy. W końcu brutal złapał go za ręce i podniósł i siebie i Conora. Rzucił moim chłopakiem o szafkę. Otworzyłam szeroko buzię z przerażenia. Conor upadł. Mężczyzna odwrócił się do niego plecami, a do mnie przodem. Zaczął biec w moją stronę po schodach. Wypadł mu z kieszeni pistolet. Conor to zauważył i ruszył w stronę przyrządu. Facet dobiegł do mnie i zaczął mówić.
- Witaj piękna. - nie odpowiedziałam. Byłam przestraszona. Zaczął się do mnie dobierać, lecz Conor w sam raz wciął się w naszą rozmowę.
- Zostaw ją! - krzyczał do brutala. Wyciągnął w jego kierunku pistolet. Strzelił.




________________________________________________________________________________



Siemano! ;) Jak wam się podoba? Mam nadzieję, że bardzo, bo się nad nim męczyłam parę dobrych godzin. :)

/ Leigh x :*


poniedziałek, 7 września 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 20
                       

                                              *OCZAMI LEIGH*
- Jak to jesteś w ciąży?! - Mój tata zerwał się z siedzenia. Wszyscy byliśmy trochę zdziwieni jego reakcją.
- Myślałam, że się ucieszysz... - powiedziałam niepewnie.
- Ucieszyć? A jest się z czego cieszyć? Ledwo znasz chłopaka a już dziecko? - wskazał ręką na Conora.
- Kochanie... Spokojnie... - uspokajała mojego tatę mama.
- Jak mam być spokojny, kiedy mówią mi takie  coś?!?! - wrzeszczał na nas.
- Tato, uspokój się. Jestem dorosła. - mówiłam spokojnie - To moje życie. Nie masz prawa się wtrącać. - wstałam.
- Będę się wtrącał, bo jesteś moją córką i nie pozwolę, żeby w mojej rodzinie było niezaplanowane dziecko!!! Jeszcze z jakimś pierwszym lepszym facetem!!! Co ty sobie dziecko myślisz?! Że ja będę wam życzył szczęścia?! - Zrobiło mi się strasznie słabo. Opadłam na krzesło. Zemdlałam.

Obudziłam się w szpitalu. Drzwi do mojej sali były otwarte. Z korytarza dobiegały krzyki. Byłam sama. Na korytarzu zobaczyłam Conora. Rozmawiał z lekarzem. Powoli usiadłam i spojrzałam na niego. On również mnie zauważył. Podbiegł do mnie szybko, a za nim lekarz z moimi rodzicami.
- Co się stało, że tu wylądowałam? - zapytałam. Byłam przerażona.
- Muszę z panią porozmawiać. - powiedział lekarz - Siostro! Proszę dać tej młodej pani wózek inwalidzki. - mówił do pielęgniarki.
- Już daję! - krzyknęła siostra i przyniosła rzecz. Usiadłam.
- Pan jest mężem? - spytał Conora.
Conor spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Jeszcze nie. - odpowiedział.
- Dobrze, w takim razie nie może pan być przy tej trudnej rozmowie z panną Leigh-Anne.
- Panie doktorze. Chciałabym jednak, aby Conor poszedł ze mną. - wcięłam się w ich rozmowę. Spojrzał to na mnie, to na Conora.
- No dobrze. - odpowiedział. Pojechaliśmy do gabinetu pana doktora. Razem z Conorem usiedliśmy na przeciwko lekarza.
- A więc tak... Pani Leigh-Anne... - nie wiedział jak zacząć. - Jest pani chora...
- Jak to chora? Na co? - przestraszyłam się. Conor złapał mnie za rękę.
- Na nadciśnienie płucne.
- A co to takiego?
- No wie pani ... To taki stan, w którym dochodzi do podwyższenia ciśnienia krwi. - wciąż nie wiedziałam do końca na czym to polega.
- Czy to poważne?
- Bardzo. Powiem pani wprost... Jest to zagrożenie życia dla pani, lub pani dziecka.
- Jak to?!
- Tak to. Pani choroba jest tak poważna, że radziłbym usunąć ciążę.


______________________________________________________________________________


I jak wam się podoba ? Mam nadzieję, że bardzo, bo się bardzo starałam. :) / Leigh x

czwartek, 20 sierpnia 2015

Imaginy o Leigh - Anne

                                                 ROZDZIAŁ 19


                                            *OCZAMI LEIGH*


- Co ty taki zadowolony? - spytałam Conora kiedy wszedł do domu.
- Jeden problem mamy z głowy. - spojrzała na mnie ze zdziwieniem. - Twojego byłego. Powiedziałem mu, że jesteś w ciąży i chyba zostawi nas w spokoju.
- Ufff.. Dziękuję. - odetchnęłam  z ulga. - Jesteś kochany. Wiesz jak załatwiać takie sprawy - przytuliłam go i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Kocham Cię. - powiedział.
- Ja Ciebie też. - byłam spokojna, bo wiedziałam, że on mnie nie opuści.
- Co chcesz teraz robić?
- Chyba pojadę do mamy.
- Jeżeli to Ci nie przeszkadza, chciałbym pojechać tam z Tobą.
- Nie ma problemu.
Wyszliśmy z domu. Zamknęliśmy dom na klucz i wsiedliśmy do auta.


                                              *OCZAMI CONORA*


Całą drogę nikt się nie odezwał. Nie wiem o czym myślała Leigh, ale ja jedynie myślałem to o jej mamie, co ona musi teraz przeżywać, to o tym co chciałem od dawna zrobić, czyli oświadczyć się mojej ukochanej. Tylko problem tkwił w tym, kiedy. Z jednej strony chciałbym żeby mama Leigh była na ślubie, chociaż z drugiej strony, jak już odejdzie z tego świata Leigh będzie smutno, kiedy będzie oglądała płyty z naszego wesela.
- Leigh, kochanie, przepraszam, że znowu wracam do tego tematu, ale na kiedy Twoja mama ma ustaloną.. no wiesz..
- Datę śmierci? Za 3 miesiące. - Nawet na mnie nie spojrzała. Była bardzo przybita i patrzyła przez okno. Też się zasmuciłem.

Miałem odłożone całkiem sporo pieniędzy. Postanowiłem, że oświadczę się jej jeszcze w tym tygodniu. Przecież jej rodzina nie może cały czas przeżywać. Jej mama może by chciała tę końcówkę swojego ziemskiego życia poświęcić córce.
Dojechaliśmy na miejsce. Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi. Otworzył tata Leigh.
- Dzień dobry - podałem mu rękę.
- Witajcie. Zapraszam. -  Uścisnął moją rękę, a Leigh przytulił.
Weszliśmy do środka. Mojej dziewczyny rodzice jeszcze nie wiedzieli o tym, co się rodzi w brzuchu Leigh.

Mama Leigh zmywała naczynia. Podszedłem do niej razem z Leigh.
- Dzień dobry. - powiedzieliśmy razem z lekkim uśmiechem.
- Oh, dzień dobry dzieci. Siadajcie, zaraz zaparzę herbatkę. - uśmiechnęła się szczerze.
- Daj, mamo, pomogę Ci. - zaproponowała Leigh wkładając ręce do ciepłej wody. Idź, usiądź sobie, ja się wszystkim zajmę.
- Kochanie, Ty też nie powinnaś się przemęczać. Ja pozmywam, Ty wstaw wodę na herbatę. - zasugerowałem.
- Nie, ja pozmywam, a Ty wstaw wodę na herbatę. - odpowiedziała.
- No dobrze, nie będę się z Tobą sprzeczać. - wstawiłem wodę, wyjąłem szklanki i wsypałem herbatę. Leigh umyła naczynia. Jej mama usiadła z uśmiechem, a jej tata wyłączył telewizor i usiadł obok swojej żony zadowolony. Usiadłem z Leigh naprzeciwko nich.
- Mamy wam coś do powiedzenia. - powiedzieli z uśmiechem. Spojrzeliśmy na nich zdziwieni.
- To z tym rakiem, to była pomyłka. - powiedziała mama uradowana.
- Naprawdę?! - krzyknęła Leigh. - Jak się cieszę!
- To bardzo dobra wiadomość - powiedziałem.
Obydwoje przytuliliśmy mamę Leigh. Kiedy usiedliśmy na miejsca Leigh powiedziała:
- My też mamy Wam coś do powiedzenia.
- Słuchamy. - powiedział jej tata.
- Jestem w ciąży. - uśmiechnęła się.






______________________________________________________________________________


Witam :) Zdaje sobie sprawę, że za często to ja nie dodaję tych imaginów, ale staram się jak mogę. Mam nadzieję, że to wszystko co się dzieje w życiu Leigh jest ciekawe.

/ Leigh x

piątek, 24 lipca 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                ROZDZIAŁ 18

- To chyba jakiś żart... - szepnęłam wpatrując się w test. Usiadłam na podłogę. - Jeszcze tego mi brakowało... Jak ja o tym powiem Conorowi..? Jeszcze nie wie o raku, a tu jeszcze dziecko... - moje szeptanie przerwał jakiś głos. Nie znałam go.
- Halo, czy ktoś tam jest? - zapukał kilkakrotnie w drzwi.
- Tak. Już wychodzę. - odpowiedziałam, szybko podnosząc się z podłogi. Zabrałam torebkę i włożyłam do niej test ciążowy. Otworzyłam drzwi i ujrzałam wysokiego, ciemnego bruneta ubranego w niebieską koszulkę na ramiąckach i jeansy. Był dobrze zbudowany. Na jego lewym przed ramieniu był widoczny tatuaż w kształcie druta kolczastego.
- Prze-przepraszam, że tak długo. - zdążyłąm wydukać. Facet nie czekał na wyjaśnienia, pchnął mnie i wszedł do łazienki. Prawie się przewróciłam, ale nie to było teraz najważniejsze.

Postanowiłam, że pojadę prosto do Conora i mu o wszystkim opowiem. Wsiadłam w samochód i ruszyłam w stronę jego domu.
Zapukałam do drzwi. Otworzył mi dość szybko. Miał smutną minę, ale jak tylko mnie zobaczył od razu się uśmiechnął.
- Ooo .. cześć kochanie. - powiedział z zaskoczenia i dał mi buziaka w policzek.
- Hej - przyjęłam pocałunek. - Mam Ci coś do powiedzenia.
- Wejdź do środka.
Bez żadnych słów spełniłam jego prośbę. Zamknął za mną drzwi. Usiadłam na kanapie w salonie, a on obok mnie. Czekał aż coś powiem.
- Mam dwie złe wiadomości. - spojrzał na mnie trochę przestraszony. - Pierwsza wiadomość: Moja mama ma raka. - złapał się za głowę. Nic nie powiedział. - A druga wiadomość... - Wyjęłam z torebki test ciążowy i mu go pokazałam. Otworzył buzię z niedowierzaniem. Patrzył to na test, to na mnie. Po chwili, kiedy zorientował się, że ma otwartą buzię zamknął ją. Kiedy patrzył na test uśmiechnął się lekko i mnie przytulił. Byłam w szoku. - Myślałam, że będziesz zły.
- Zwariowałaś?! To świetna wiadomość. To znaczy... Ta druga. - Zasmucił się. Ja również się zasmuciłam.
- Tak, wiem...
- Ale będzie dobrze. Obiecuję Ci to. - Siedzieliśmy przytuleni, dopóki nie usłyszeliśmy pukania do drzwi.
- Kto to może być? - spytałam.
- Zobaczmy - powiedział Conor. Oboje ruszyliśmy w stronę drzwi. - Ty zostań, ja sprawdzę. Za chwileczkę wracam. - Puścił mi oczko. Wróciłam na kanapę.
Conor otworzył drzwi.


                                                       *OCZAMI CONORA*

Otworzyłem drzwi. Sam nie mogłem uwierzyć kogo zobaczyły moje oczy. To znowu on. Jordan.
- Czego chcesz? - zapytałem.
- Możemy porozmawiać na zewnątrz? - spytał.
- Zaraz wracam - krzyknąłem do Leigh, ona się jedynie uśmiechnęła. Wyszedłem przed dom i zamknąłem drzwi. - Więęcc.. Czego chcesz? - skrzyżowałem ramiona. Stałem mniej więcej w odległości 1 metr od niego.
- Chcę Leigh.
- Pfff.. - Wybuchłem śmiechem. - Hahaha ... Ona już cię nie kocha. Zrozum to. Teraz mamy ważniejsze problemy od jakiegoś gówniarza, który próbuje mi odbić moją dziewczynę.
- Mam gdzieś wasze problemy. Ona i tak będzie moja.
Wkurzyłem się. Z mojej twarzy zniknął uśmiech. Otworzyłem drzwi.
- Leigh, kochanie, pozwól na chwilę. - uśmiechnąłem się do niego złowrogo. Przewrócił oczami. Przyszła Leigh. Spojrzała na mnie.
- Co tam? - Rzuciła spojrzenie na niego. - A ty co tutaj robisz? - spytała. Widać było, że była wkurzona.
- Przyszedł mi ciebie odebrać. - wyjaśniłem jej cały rozbawiony. Ona też się zaśmiała.
- Powodzenia - życzyła Jordanowi i weszła z powrotem do domu. Zamknęła za sobą drzwi. Chyba nie miała ochoty na żarty i wcale jej się nie dziwię.
- To jeszcze nie koniec! - groził mi palcem przed twarzą. Był gotowy do odejścia. Złapałem go za palec, którym wymachiwał wte i wewte.
- Chyba jednak koniec. Nie masz szans u Leigh. Jest w ciąży. I to ze mną, więc nawet nie próbuj mi jej zabierać, bo wtedy pożałujesz. Narazie. - uśmiechnąłem się i wszedłem do domu.



_______________________________________________________________________________


Hejeczka ;) Co tam ciekawego  u moich mordek? Powiem Wam, że dziś śnił mi się ten imagin, stąd pomysł na niego .. :) :) A Wam co dzisiaj się śniło? Piszcie w komentarzach. I oczywiście piszcie, czy podobał Wam się dzisiejszy imagin. Pozdrawiam :* :)

sobota, 20 czerwca 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                          ROZDZIAŁ 17

Rozpłakałam się. Płakałam jak male dziecko. Rzuciłam się z płaczem na podłogę. Zaczęłam uderzać o nią swoimi zaciśniętymi dłońmi.
- Córeczko, przepraszam, że cię wcześniej jakoś do tego nie przygotowaliśmy, ale nie było okazji. Powiedziała mama. Rozpłakali się obydwoje.
- Dlaczego?! - krzyczałam. Rozmawiałam z Bogiem - Dlaczego ty mi to robisz? Co ja tobie takiego zrobiłam?! Chodzę do kościoła, wierze w ciebie a ty mi się tak odpłacasz? - ryczałam wyciągając ręce ku górze.
- Przepraszam.. - rzuciła mama w moim kierunku.
- Ty mnie nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina - odpowiedziałam nie zwracając uwagi na to, co mówię. - Ile czasu Ci pozostało? - Beczałam.
- 3 miesiące.
Już nic nie odpowiedziałam, tylko rzuciłam się jej na szyję.
- P-puść mnie.. - wyszeptała z trudnością w głosie. Już nie płakała.
- Nie, bo cię kocham!
- Kochanie, nie musisz płakać.
- Jak to nie muszę?! Jesteś moją mamą i za 3 miesiące umrzesz, mam się z tego cieszyć? Skakać z radości? - tym razem i ona się rozpłakała.. Tato płakał cały czas.
- Nie chodzi o to, przecież masz jeszcze tatę. Dacie sobie radę.
- No jasne. - powiedziałam sarkastycznie. - Widzisz jak sobie tato daje rade? Spójrz na niego. - Tato siedział na podłodze po turecku, twarz schował w dłonie i bujał się to do przodu, to do tyłu.
- Kochanie. Będziecie musieli.
- Tak, no pewnie.. - Mówiłam cały czas z sarkazmem.
Źle się poczułam. Pobiegłam szybko do łazienki i zwróciłam dzisiejsze śniadanie.
- Co się dzieje? - szepnęłam do siebie. Już nie płakałam, bo co mi to da...
Przypomniało mi się, że 2 dni temu powinnam dostać miesiączkę, a nie dostałam.
Wróciłam do pokoju moich rodziców.
- Zaraz wracam. - wzięłam torbę i poszłam do apteki. Coś mnie natchnęło i kupiłam test ciążowy. Poszłam do najbliższej toalety go zrobić.








- O nie.. - szepnęłam..


_________________________________________________________________________________



Siemanoo :* Chcielibyście, żeby ona była w ciąży? Bo ja jestem w rozsypce.. xD :D Pomocy.. Piszcie w komentarzach, czy chcielibyście. Ja już lecę, i przepraszam, że tak długo mnie nie było..

/ Leigh x

środa, 22 kwietnia 2015

Imagin o Leigh - Anne.

                                               ROZDZIAŁ 16

- Kochanie zaczekaj! - krzyknął, złapał mnie za łokieć i przyciągnął do siebie. - Posłuchaj! Masz mnie i bez względu na to co się stanie zawsze, ale to zawsze będę przy Tobie - dotknął swoimi ciepłymi dłońmi moich policzków. Delikatnie mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Oparłam czoło o jego brodę i objęłam go w pasie. Łza spłynęła mi po policzku.
- Dziękuję, że jesteś, ale rozumiesz? Jeszcze niedawno z nim byłam, przez dwa lata. To jednak coś...- odpowiedziałam.
- Rozumiem. - powiedział. Rozpłakałam się. - Ale ciiii... - głaskał mnie po włosach. - Już ciichutko...-Złapał mnie za ramiona. - Przestań płakać! - Otarłam łzy. -  Co chcesz teraz zrobić? Pojedziemy do domu? Do kina? Czy może do teatru?
- Do kina.
- Na jaki film?
- Nie wiem, Ty coś wybierz.
- Dobrze. Pojedziemy na Justina Biebera.
Uśmiechnęłam się.
- Byłam na tym.
- No to na co pojedziemy?
- Na film romantyczny?
- No dobrze, jak chcesz. - Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę drzwi. Odwrócił się do Jordana. Spojrzał na niego groźnym spojrzeniem i znów przed siebie.

Gdy dotarliśmy do kina okazało się, że w tym dniu grali bardzo fajny film, ale nie było już miejsc, więc postanowiliśmy pójść na lody.

*W samochodzie*
- Nic mi się nie chcę - wierciłam się na siedzeniu - jestem zmęczona.
- No to weźmiemy lody i pojedziemy do domku, okej? - zaproponował.
- No okej.

*W domu*
- Pójdę się położyć na górę. Idziesz ze mną? - powiedziałam.
- Nie. Zostanę tutaj.
- Jak chcesz. Dobranoc - ziewnęłam wchodząc po schodach.
- Dobranoc! - krzyknął.

Natychmiast zasnęłam. Gdy się obudziłam było już rano. Zeszłam na dół po schodach. Conor spał jak suseł na kanapie. Podeszłam do blatu w kuchni i wyciągnęłam rękę po telefon. Miałam wiele nieodebranych połączeń od mamy i od taty, i wiadomość od mamy. W treści było napisane: "Córeczko! Przyjedź do mnie jak najszybciej! To bardzo ważne! ". Ubrałam się, ogarnęłam w łazience i zjadłam śniadanie. Napisałam kartkę dla Conora: "Jestem u mamy. Podobno to ważne. Jak coś to dzwoń. Kocham Cię. -Leigh x ". Wzięłam kluczyki od samochodu i najszybciej jak mogłam przyjechałam do rodziców. Siedzieli oby dwoje na kanapie, trzymali się za ręce i byli bardzo przybici. Tata nawet chyba płakał.
- Cześć - rzuciłam. - Co się dzieje? Co wszyscy tacy smutni?
- Córeczko .. Wiem, że powinnam cię na to przygotować, ale jesteś już duża i powinnaś to zrozumieć.,,
- Ale o co chodzi? - zaniepokoiłam się.
- Mam raka. - odpowiedziała mama....


________________________________________________________________________________

Elo, elo.. Dzisiaj zmienię wizerunek bloga, bo jest za nudno .. xD
A co do imagina to piszcie w komentarzach, czy wam się podobał, bo nie wiem, czy ktoś to w ogóle czyta.. :)

/ Leigh x

wtorek, 3 marca 2015

Imagin o Leigh - Anne.

                                                ROZDZIAŁ 15

- Słuchaj, a może warto by było wezwać pogotowie? - powiedziałam po krótkiej chwili namysłu.
- Eee, tam poradzi sobie.... -  odpowiedział.
- No jak chcesz. To Twój ojciec, nie mój.
- No właśnie - mówił, ale widać było, że nadal jest zdenerwowany. A kto by nie był, po takiej akcji - Ale jak on mi mógł coś takiego zrobić? - zaśmiałam się. - Z czego się śmiejesz - spojrzał na mnie poważnie.
-  Naprawdę myślisz, że bym mogła z nim być?
Tym razem i on się zaśmiał.
- No fakt. - uśmiechnięci usiedliśmy na kanapie. - a może jednak zadzwoń po te pogotowie.
- Dobrze. Wyciągnęłam rękę przed siebie, aby chwycić komórkę w rękę. Kiedy już to zrobiłam wybrałam numer pogotowia ratunkowego.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Dzień dobry. Tu pogotowie ratunkowe, w czym mogę pomóc?
Tu opowiedziałam jej całą historię, podałam swój adres i za niecałe 10 minut byli już na miejscu.
Conor wyszedł na dwór, a ja zostałam w domu. Za chwilę z powrotem przyszedł.
- No i jak? - zapytałam
- Zabrali go. Podobno ma krwotok. - powiedział.
- No i dobrze mu tak. Nie podrywa się dziewczyny jego syna. - zaśmiałam się.
Conor też się śmiał.
- Ale nudy - powiedział.
- Wiem!! - krzyknęłam.
- Co takiego?
- Pojedziemy na zakupy? - poprosiłam grzecznie.
- No dobra, pakuj się i wsiadaj do samochodu.
- Yey! - przytuliłam go i pobiegłam do pokoju się ogarnąć i spakować.
Po 15 minutach byłam gotowa do wyjazdu.
Wsiadłam do samochodu. Kiedy byliśmy w centrum cały czas szlimśmy w jednym kierunku,ale nagle Conor złapał mnie za przedramienie i odwrócił mnie w przeciwnym kierunku.
- Conor puść mnie! - krzyczałam.
- Cicho!! Nie gadaj, tylko chodź!
- Kto tam jest, że mnie próbujesz tak osłaniać?
- Nikt, po prostu chodź!
Odwróciłam się gwałtownie i ustałam w miejscu patrząc na Jordana obejmującego jakąś kobietę w pasie. Było mi bardzo przykro. Wybiegłam ze sklepu, a Conor za mną.


_______________________________________________________________________________


Siemaa:** Przepraszam za nie dodawanie ostatnio imaginów. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Dobra.. Do rzeczy.. Mówicie ludziom o naszym blogu, bo nikt go nie czyta!!! Mamy bardzo mało wyświetleń jak na bloga, który ma już rok, czy dwa... Więc proszę was, mówcie o nas.. !!

/ Leigh x

wtorek, 3 lutego 2015

Imagin o Leigh - Anne.

                                               ROZDZIAŁ 14

Gdy tylko dojechaliśmy do mojego domu od razu pobiegłam na górę, żeby się przebrać. Ta sukienka była zbyt kosztowna, do codziennej pracy. Conor oczywiście poszedł za mną. Wyciągnęłam z szafy takie ubrania:


Pobiegłam do łazienki i szybko się przebrałam. Conor czekał na mnie na dole.
- Przepraszam, ale musiałam się przebrać, żeby jej nie pobrudzić.
- No okej, okej... - uśmiechnął się lekko. Szłam w jego kierunku. Zatrzymałam się dosłownie przed jego twarzą, a on złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował.
- Kocham cię. - powiedział odsuwając jego wargi od moich.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam z ulgą.
Conor usiadł na kanapie, a ja położyłam się tak, że miałam swoją głowę na jego kolanach. Mój chłopak włączył jakiś film, bo wiedział, że lubię oglądać z nim takie rzeczy. Jednak nie mogłam się skupić, ponieważ przez moją myśl cały czas biegł tata Conora. Nie wiem o co mu chodzi. Spodobałam mu się, czy co? Rozmawiac o tym z Conorem, czy zostawić to na później? Nie wiedziałam, co robić. W końcu podjęłam decyzję. Powiem Conorowi. Powinien wiedzieć.
- Conor... - powiedziałam i potrząsnęłam moimi rękami jego kolana. Usiadłam obok niego. Conor zciszył telewizor.
- Słucham? - spojrzał na mnie.
- Muszę cio o czymś powiedzieć...
- Ale o co chodzi?
- Chodzi o twojego tatę... - spojrzał na mnie badawczo. - W tej restauracji był dla mnie bardzo miły i w ogóle...
- Tak... Mój tata jest bardzo miły i bardzo często się zakochuje, pomimo to, że ma żonę czasem przyprowadza do domu jakieś dziewczyny...
- Twój tata puszczał mi oczka, cały czas na mnie patrzał i uśmiechał się do mnie. Raz nawet mi buziaka wysłał... - nie wiem czy to powinnam mówić...
- Cooo? - Conor wstał. - Wiedziałem, że jest kochliwy, ale, żeby przy własnej żonie podrywać dziewczynę swojego syna, to już gruba przesada. Wcale się nie dziwię, że mama się od niego wyprowadziła...
- Co? Nie mieszkają razem?
- Nie. I teraz od 2 lat pierwszy raz się zobaczyli na oczy. Chciałem naprawić ich małżeństwo, ale najwyraźniej się nie udało... - Zasmuciłam się. Było mi bardzo szkoda jego mamy. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Oboje się trochę przestraszyliśmy, nie powiem, że nie. Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę . Conor podążył moim śladem. Gdy bardzo ostrożnie otworzyłam drzwi zauważyłam pana Mike Collins'a z różami w ręku.
- Dzień dobry. - ukłonił się. Byłam przestraszona. Ale na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zerknęłam na Conora. Miałam minę "pomóż" . Conor natychmiast wkroczył do akcji.
- Słuchaj ojciec! Wiedziałem, że jesteś chamski, ale nie wiedziałem, że aż tak bardzo. Zabierać dziewczynę swojemu synowi, to już szczyt wszystkiego. Wolę nie mieć ojca, niż mieć takiego jakim jesteś ty! - krzyknął mu prosto w twarz. Zaraz później jego spocona pięść wylądowała u pana Mika na nosie. Jego tata się przewrócił a Conor tylko zamknął za nim drzwi.


_____________________________________________________________________________

Siemano. Wiem, że długo ... znowu ... nie dodawałam imaginów, ale nie miałam po prostu czasu. Niedawno dopiero wyszłam ze szpitala... Ale już jestem i postaram się dodać następny jakoś niedługo. :)

/ Leigh x