ROZDZIAŁ 23
Przerażona przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam krok w tył.
- K-kim jesteś? - dałam radę wydukać.
- Jak to kim? - zapytał jak nawiedzony.
- Jestem twoim przyszłym mężem - powiedział a ja zrobiłam następny krok w tył.
- S-s-słucham? - nadal byłam bardzo niezadowolona i zszokowana.
- Słuchaj kotku - ruszył w moim kierunku a ja zaczęłam stawiać coraz większe kroki do tyłu. W końcu coś mnie zatrzymało. To była maska czyjegoś samochodu. Oparłam się o nią i wygięłam plecy, aż położyłam się na auto. Ten człowiek wciąż szedł w moim kierunku. Postawił swoje stopy zaraz obok moich i przyłożył twarz do mojej twarzy. Słyszałam jak serce mi przyśpiesza. Nie znałam tego człowieka. Nie wiedziałam, co zamierza. - jesteś moim ideałem. Chcę cię mieć tylko dla siebie. pojedź ze mną na koniec świata. - przestraszyłam się. Odepchnęłam napakowanego faceta. Byłam już bardziej pewna siebie. Ja wciąż stałam oparta o ten samochód a mężczyzna stał ode mnie może z dwadzieścia centymetrów.
- Człowieku ja ciebie w ogóle nie znam - odszczeknęłam mu.
- Lalko ... Nie pyskuj do starszych. - znów się przybliżył. Moje kolana włożył pomiędzy swoje nogi i ścisnął je. Swoją rękę przyłożył do mojego gardła i przycisnął ją tak mocno, że nie mogłam złapać tchu. Chciałam zacząć krzyczeć, ale odjęło mi mowę. Zaczęłam uderzać ręką o samochód, który stał za mną. Widziałam jego minę, jak się cieszył kiedy mnie dusił. Robiło mi się ciemno, kiedy usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny.
- Policja! Puść ją!
Chłopak natychmiast mnie puścił. Pomasowałam sobie szyję i spojrzałam w kierunku osób, które biegły w naszym kierunku. Jeden z nich miał pistolet wyciągnięty w jego stronę. Było ich chyba czterech. Mężczyzna zaczął uciekać, a jeden z grupki policjantów zaczął gonić napakowanego faceta.
Facet, którego głos słyszałam podszedł do mnie.
- Zrobił ci coś? - zapytał.
- Nie-nie zdążył. - wydukałam dalej nie mogąc złapać tchu.
- A znałaś go wcześniej?
- Nie.
- W takim razie pojedziesz z nami.
- Dokąd?
- Na komisariat.
- Po co?
- Żeby złożyć doniesienie na tego pana. - uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na mnie.
- Wolałabym na razie jechać do domu. Mam dość wrażeń na dziś.
- No dobrze. Zawiozę cię.
- Dobrze.
Wsiadłam do policyjnego samochodu.
- Kim pan właściwie jest? - zapytałam po krótkiej chwili.
- Jestem policjantem - puścił mi oczko.
- A coś dokładniej można o panu wiedzieć? Imię na przykład?
- Nazywam się Kyle i nie jestem taki stary, żeby mówić do mnie na pan. - uśmiechnął się.
Ten człowiek był bardzo sympatyczny i w dodatku bardzo przystojny. Miał ciemne oczy i piwne oczy. Cerę miał jasną, ale nie za jasną. Mój ideał.
- A ty jak się nazywasz? - wyrwał mnie z myśli.
- Leigh-Anne. Dla przyjaciół Leigh.
- Dobrze Leigh. W takim razie.. Gdzie cię podrzucić?
(tu podałam mu adres, a on dowiózł mnie do domu). Po drodze minęliśmy Conora i jego nową dziewczynę.
Kiedy wysiadłam z samochodu i chciałam zamknąć drzwi, on zadał mi jeszcze jedno pytanie.
- Dasz mi swój numer?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- W razie gdyby ktoś jeszcze cię zaatakował. - puścił mi oczko.
- No jasne. - uśmiechnęłam się. - pod warunkiem, że ty mi dasz swój.
- Pewnie!
Wymieniliśmy się numerami, a gdy tylko weszłam do domu dostałam SMS właśnie od niego: "CHCIAŁBYM SIĘ Z TOBĄ JESZCZE ZOBACZYĆ. :) "
_______________________________________________________________________________
Heloł, heloł. :) :) :) Jak tam u was? Proszę piszcie w komentarzach, co sądzicie na tego typu imaginy. Ja się na prawdę bardzo męczę pisać tego typu opowiadania, dlatego proszę o jak największą liczbę komków. :) Dzięki, miłego wieczoru :*
/ Leigh x
Przerażona przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam krok w tył.
- K-kim jesteś? - dałam radę wydukać.
- Jak to kim? - zapytał jak nawiedzony.
- Jestem twoim przyszłym mężem - powiedział a ja zrobiłam następny krok w tył.
- S-s-słucham? - nadal byłam bardzo niezadowolona i zszokowana.
- Słuchaj kotku - ruszył w moim kierunku a ja zaczęłam stawiać coraz większe kroki do tyłu. W końcu coś mnie zatrzymało. To była maska czyjegoś samochodu. Oparłam się o nią i wygięłam plecy, aż położyłam się na auto. Ten człowiek wciąż szedł w moim kierunku. Postawił swoje stopy zaraz obok moich i przyłożył twarz do mojej twarzy. Słyszałam jak serce mi przyśpiesza. Nie znałam tego człowieka. Nie wiedziałam, co zamierza. - jesteś moim ideałem. Chcę cię mieć tylko dla siebie. pojedź ze mną na koniec świata. - przestraszyłam się. Odepchnęłam napakowanego faceta. Byłam już bardziej pewna siebie. Ja wciąż stałam oparta o ten samochód a mężczyzna stał ode mnie może z dwadzieścia centymetrów.
- Człowieku ja ciebie w ogóle nie znam - odszczeknęłam mu.
- Lalko ... Nie pyskuj do starszych. - znów się przybliżył. Moje kolana włożył pomiędzy swoje nogi i ścisnął je. Swoją rękę przyłożył do mojego gardła i przycisnął ją tak mocno, że nie mogłam złapać tchu. Chciałam zacząć krzyczeć, ale odjęło mi mowę. Zaczęłam uderzać ręką o samochód, który stał za mną. Widziałam jego minę, jak się cieszył kiedy mnie dusił. Robiło mi się ciemno, kiedy usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny.
- Policja! Puść ją!
Chłopak natychmiast mnie puścił. Pomasowałam sobie szyję i spojrzałam w kierunku osób, które biegły w naszym kierunku. Jeden z nich miał pistolet wyciągnięty w jego stronę. Było ich chyba czterech. Mężczyzna zaczął uciekać, a jeden z grupki policjantów zaczął gonić napakowanego faceta.
Facet, którego głos słyszałam podszedł do mnie.
- Zrobił ci coś? - zapytał.
- Nie-nie zdążył. - wydukałam dalej nie mogąc złapać tchu.
- A znałaś go wcześniej?
- Nie.
- W takim razie pojedziesz z nami.
- Dokąd?
- Na komisariat.
- Po co?
- Żeby złożyć doniesienie na tego pana. - uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na mnie.
- Wolałabym na razie jechać do domu. Mam dość wrażeń na dziś.
- No dobrze. Zawiozę cię.
- Dobrze.
Wsiadłam do policyjnego samochodu.
- Kim pan właściwie jest? - zapytałam po krótkiej chwili.
- Jestem policjantem - puścił mi oczko.
- A coś dokładniej można o panu wiedzieć? Imię na przykład?
- Nazywam się Kyle i nie jestem taki stary, żeby mówić do mnie na pan. - uśmiechnął się.
Ten człowiek był bardzo sympatyczny i w dodatku bardzo przystojny. Miał ciemne oczy i piwne oczy. Cerę miał jasną, ale nie za jasną. Mój ideał.
- A ty jak się nazywasz? - wyrwał mnie z myśli.
- Leigh-Anne. Dla przyjaciół Leigh.
- Dobrze Leigh. W takim razie.. Gdzie cię podrzucić?
(tu podałam mu adres, a on dowiózł mnie do domu). Po drodze minęliśmy Conora i jego nową dziewczynę.
Kiedy wysiadłam z samochodu i chciałam zamknąć drzwi, on zadał mi jeszcze jedno pytanie.
- Dasz mi swój numer?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- W razie gdyby ktoś jeszcze cię zaatakował. - puścił mi oczko.
- No jasne. - uśmiechnęłam się. - pod warunkiem, że ty mi dasz swój.
- Pewnie!
Wymieniliśmy się numerami, a gdy tylko weszłam do domu dostałam SMS właśnie od niego: "CHCIAŁBYM SIĘ Z TOBĄ JESZCZE ZOBACZYĆ. :) "
_______________________________________________________________________________
Heloł, heloł. :) :) :) Jak tam u was? Proszę piszcie w komentarzach, co sądzicie na tego typu imaginy. Ja się na prawdę bardzo męczę pisać tego typu opowiadania, dlatego proszę o jak największą liczbę komków. :) Dzięki, miłego wieczoru :*
/ Leigh x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz