ROZDZIAŁ 30
Po zamknięciu drzwi przed nosem Nick'owi oparłam się o nie plecami od wewnętrznej strony. Zamknęłam oczy i wszystko mi się przypomniało. To jak w siódmej klasie bawiliśmy się w ganianego na podwórku przy szkole. Jak ktoś wołaniem mojego imienia zwabił mnie do szatni, znajdującej się poniżej parteru. I to, co się wtedy stało. Nie powiedziałam o tym nikomu i teraz czuję, że to był błąd. On będzie mnie nawiedzał do końca mojego życia. Nie mogę do tego dopuścić. Dyszałam i nie mogłam złapać oddechu. Chciałam powiedzieć o wszystkim Kyle'owi, lecz zdążyłam tylko zawołać jego imię. Kiedy do mnie podbiegł był przestraszony. Wody odeszły.
***
Obudziłam się w szpitalu. Nie miałam już siły. Nie miałam również brzucha. Zauważyłam mego przyjaciela, który siedział pochylony nade mną na krześle, obok łóżka, na którym się znajdowałam i jego rodziców, którzy stali za nim.
- K-Kyle... - Byłam przerażona, kiedy to mówiłam. Ręce trzymałam na brzuchu, gdzie nie było już mojego skarba. - Gdzie jest moja dziewczynka...?
- Leigh, spokojnie. Wszystko jest pod kontrolą. Wszystko jest w porządku. - uśmiechnął się nieszczerze. Był zdenerwowany. Trzymał moją dłoń swoją spoconą dłonią. Głaskał mnie kciukiem po zewnętrznej stronie mojej dłoni, do której miałam przyczepioną kroplówkę. Wyrwałam mu się i oparłam łokciami o materac.
- Zadzwoń do Conora! - rozkazałam.
- Już dzwoniłem. Kilka godzin temu. Powinien tu być lada chwila.
Właśnie w tym momencie Kyle dostał SMS'a, na którego szybko odpisał.
- Muszę na chwilę wyjść. - wstał, zabrał swoją kurtkę i ruszył w stronę drzwi pośpiesznym krokiem.
*OCZAMI KYLE'A*
Byłem zrozpaczony, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć Leigh. Powiedzieć, że jej dziecko nie żyje. Że jej mały skarb odszedł nim zdążył się jeszcze urodzić. Kiedy wyszedłem ze szpitala szybko założyłem na siebie kurtkę. Nie zapinałem jej. Rozejrzałem się i zobaczyłem Conora. Podszedłem do niego i podałem mu rękę. Odwzajemnił uścisk.
- Gdzie Leigh? Jak się czuje? Co z dzieckiem? Wszystko w porządku? - położył mi dłonie na moje skrzyżowane ręce - Powiedz, że jest wszystko w porządku ... - mówił błagalnym tonem.
- Niestety... Nie jest w porządku. - ciężko mi było wydusić z siebie te słowa.
- Z Leigh, czy z dzieckiem? - nie odrywał ode mnie wzroku. Wciąż trzymał swoje dłonie na moich łokciach.
- Z dzieckiem.
- Co się stało?
- Ono... No ... Jakby to powiedzieć...
Opuścił ręce.
- Wiesz, co chcę powiedzieć? - zapytałem.
- Domyślam się. Powiedz mi, że to nieprawda... Że ono żyje. Że będzie dorastało, jak normalne dziecko.
- Chciałbym to powiedzieć... Ale nie mogę. Twoje domyślenia są prawdą. - powiedziałem z trudem i ze łzami w oczach.
Conor rzucił się na podłogę, zaczął płakać. Łkał tak kilka minut, w ciągu których mi też uleciało kilka łez. Kiedy się już trochę uspokoił wstał i do mnie podszedł.
- Czy Leigh o tym wie? - zapytał.
Spojrzałem na niego smutno.
- Nie.
Nic więcej nie zdołałem z siebie wydusić.
- To kto jej powie? - mówił z płaczem.
Westchnąłem.
- Ja to zrobię.
Weszliśmy do szpitala.
*OCZAMI LEIGH*
Przyjechał Conor. Ucieszyłam się.
- Kochanie, jak dobrze Cię widzieć! - Conor podszedł do mnie. Objął mnie. Był cały zimny. Musiał długo stać na dworze.
- Ciebie też, Skarbie. - odpowiedział smutnym tonem.
- Tylko nie rozumiem po co jechałeś tutaj taki kawał. - puściłam mu oczko.
Westchnął i spojrzał na Kyle'a. Ruchem głowy zachęcił go do czegoś.
- Leigh... - powiedział Kyle - Twój skarb... Nie żyje. Bardzo mi przykro.
Zalałam się płaczem. Pozrywałam z siebie kroplówki. Byłam bardzo smutna. Wręcz zrozpaczona. Kyle pobiegł po lekarza. A ja rzucałam się po podłodze i płakałam jak opętana. Krzyczałam. Nie mogłam złapać oddechu. Kiedy lekarz przyszedł próbował mnie uspokoić, lecz się nie dało. Zemdlałam.
Obudziłam się przykuta do łóżka szpitalnego. Słyszałam rozmowę Conora z doktorem. Nie wiedziałam, co dokładnie mówili, bo nie byłam w stanie nawet otworzyć oczu, lecz jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza usłyszałam doskonale: Jest z nią źle. Bardzo źle.
________________________________________________________________________________
Siemanko ;) Dziś nowy imagin. Zupełnie nowy. Mam nadzieję, że wam się spodoba. bardzo długo się nad nim męczyłam, więc proszę, zostaw mi pod nim komentarz :) <3 Dzięki wielkie! :*
/ Leigh x
Po zamknięciu drzwi przed nosem Nick'owi oparłam się o nie plecami od wewnętrznej strony. Zamknęłam oczy i wszystko mi się przypomniało. To jak w siódmej klasie bawiliśmy się w ganianego na podwórku przy szkole. Jak ktoś wołaniem mojego imienia zwabił mnie do szatni, znajdującej się poniżej parteru. I to, co się wtedy stało. Nie powiedziałam o tym nikomu i teraz czuję, że to był błąd. On będzie mnie nawiedzał do końca mojego życia. Nie mogę do tego dopuścić. Dyszałam i nie mogłam złapać oddechu. Chciałam powiedzieć o wszystkim Kyle'owi, lecz zdążyłam tylko zawołać jego imię. Kiedy do mnie podbiegł był przestraszony. Wody odeszły.
***
Obudziłam się w szpitalu. Nie miałam już siły. Nie miałam również brzucha. Zauważyłam mego przyjaciela, który siedział pochylony nade mną na krześle, obok łóżka, na którym się znajdowałam i jego rodziców, którzy stali za nim.
- K-Kyle... - Byłam przerażona, kiedy to mówiłam. Ręce trzymałam na brzuchu, gdzie nie było już mojego skarba. - Gdzie jest moja dziewczynka...?
- Leigh, spokojnie. Wszystko jest pod kontrolą. Wszystko jest w porządku. - uśmiechnął się nieszczerze. Był zdenerwowany. Trzymał moją dłoń swoją spoconą dłonią. Głaskał mnie kciukiem po zewnętrznej stronie mojej dłoni, do której miałam przyczepioną kroplówkę. Wyrwałam mu się i oparłam łokciami o materac.
- Zadzwoń do Conora! - rozkazałam.
- Już dzwoniłem. Kilka godzin temu. Powinien tu być lada chwila.
Właśnie w tym momencie Kyle dostał SMS'a, na którego szybko odpisał.
- Muszę na chwilę wyjść. - wstał, zabrał swoją kurtkę i ruszył w stronę drzwi pośpiesznym krokiem.
*OCZAMI KYLE'A*
Byłem zrozpaczony, ale nie wiedziałem jak to powiedzieć Leigh. Powiedzieć, że jej dziecko nie żyje. Że jej mały skarb odszedł nim zdążył się jeszcze urodzić. Kiedy wyszedłem ze szpitala szybko założyłem na siebie kurtkę. Nie zapinałem jej. Rozejrzałem się i zobaczyłem Conora. Podszedłem do niego i podałem mu rękę. Odwzajemnił uścisk.
- Gdzie Leigh? Jak się czuje? Co z dzieckiem? Wszystko w porządku? - położył mi dłonie na moje skrzyżowane ręce - Powiedz, że jest wszystko w porządku ... - mówił błagalnym tonem.
- Niestety... Nie jest w porządku. - ciężko mi było wydusić z siebie te słowa.
- Z Leigh, czy z dzieckiem? - nie odrywał ode mnie wzroku. Wciąż trzymał swoje dłonie na moich łokciach.
- Z dzieckiem.
- Co się stało?
- Ono... No ... Jakby to powiedzieć...
Opuścił ręce.
- Wiesz, co chcę powiedzieć? - zapytałem.
- Domyślam się. Powiedz mi, że to nieprawda... Że ono żyje. Że będzie dorastało, jak normalne dziecko.
- Chciałbym to powiedzieć... Ale nie mogę. Twoje domyślenia są prawdą. - powiedziałem z trudem i ze łzami w oczach.
Conor rzucił się na podłogę, zaczął płakać. Łkał tak kilka minut, w ciągu których mi też uleciało kilka łez. Kiedy się już trochę uspokoił wstał i do mnie podszedł.
- Czy Leigh o tym wie? - zapytał.
Spojrzałem na niego smutno.
- Nie.
Nic więcej nie zdołałem z siebie wydusić.
- To kto jej powie? - mówił z płaczem.
Westchnąłem.
- Ja to zrobię.
Weszliśmy do szpitala.
*OCZAMI LEIGH*
Przyjechał Conor. Ucieszyłam się.
- Kochanie, jak dobrze Cię widzieć! - Conor podszedł do mnie. Objął mnie. Był cały zimny. Musiał długo stać na dworze.
- Ciebie też, Skarbie. - odpowiedział smutnym tonem.
- Tylko nie rozumiem po co jechałeś tutaj taki kawał. - puściłam mu oczko.
Westchnął i spojrzał na Kyle'a. Ruchem głowy zachęcił go do czegoś.
- Leigh... - powiedział Kyle - Twój skarb... Nie żyje. Bardzo mi przykro.
Zalałam się płaczem. Pozrywałam z siebie kroplówki. Byłam bardzo smutna. Wręcz zrozpaczona. Kyle pobiegł po lekarza. A ja rzucałam się po podłodze i płakałam jak opętana. Krzyczałam. Nie mogłam złapać oddechu. Kiedy lekarz przyszedł próbował mnie uspokoić, lecz się nie dało. Zemdlałam.
Obudziłam się przykuta do łóżka szpitalnego. Słyszałam rozmowę Conora z doktorem. Nie wiedziałam, co dokładnie mówili, bo nie byłam w stanie nawet otworzyć oczu, lecz jedno zdanie wypowiedziane przez lekarza usłyszałam doskonale: Jest z nią źle. Bardzo źle.
________________________________________________________________________________
Siemanko ;) Dziś nowy imagin. Zupełnie nowy. Mam nadzieję, że wam się spodoba. bardzo długo się nad nim męczyłam, więc proszę, zostaw mi pod nim komentarz :) <3 Dzięki wielkie! :*
/ Leigh x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz