sobota, 14 listopada 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                       ROZDZIAŁ 25

- Co ja narobiłam...- szepnęłam sama do siebie. Zakryłam swoją prawą dłonią usta. Pozbierałam z podłogi rozsypane części komórki i złączyłam je w całość. Kiedy już to zrobiłam przytrzymałam przycisk blokady telefonu. Po krótkim czasie przyrząd się włączył. Miałam 5 nieodebranych połączeń i 3 SMS'y. Miałam nadzieję, że Conor próbował się ze mną skontaktować. Sprawdziłam, kto do mnie dzwonił. Niestety, wszystkie nieodebrane połączenia, były od Kyle'a. Nie oddzwoniłam. Nacisnęłam przycisk prowadzący mnie do wiadomości tekstowych. Tak! Conor napisał!

Conor: LEIGH! WIEM, ŻE JESTEŚ CHORA I MASZ NASZEGO DZIDZIUSIA W BRZUCHU                   (MAM NADZIEJĘ, ŻE TO JA JESTEM JEGO OJCEM), ALE TO CIĘ NIE                                         USPRAWIEDLIWIA. NIE JESTEŚ ZADOWOLONA Z NASZEGO ZWIĄZKU, WIĘC PO               CO GO DALEJ CIĄGNĄĆ?! ZASTAWÓW SIĘ, CZEGO TY WŁAŚCIWIE CHCESZ...

Szybko mu odpisałam.

Ja:        KOCHANIE! CHCĘ TYLKO CIEBIE! NIE PAMIĘTAM, ŻEBYM PISAŁA TE SMS'Y      
            WCZORAJ. PROSZĘ, UWIERZ MI...
Conor: NIE UWIERZĘ, PUKI  NIE ZOBACZĘ DOWODÓW...

Nie odpisałam. Kiedy pomyślę o tym, że chciałam innego chłopaka, to robi mi się słabo. Do jasnej cholery! Kocham tylko i wyłącznie Conora! I to nie dzięki Kyle'owi poczułam to ciepłe uczucie zwane miłością, ale dzięki Conorowi. Co ja sobie myślałam...

Pozostałe 2 wiadomości były od Kyle'a. Może warto byłoby się z nim spotkać i porozmawiać o tym, co wczoraj zaszło. Napisał mi:

Kyle: LEIGH! NIE CHCESZ JUŻ BYĆ ZE MNĄ?
Kyle: LEIGH! DO JASNEJ CHOLERY!
Ja:     CHCĘ SIĘ Z TOBĄ SPOTKAĆ I POROZMAWIAĆ O TYM, CO SIĘ WYDARZYŁO...
Kyle: PEWNIE! GDZIE I O KTÓREJ?

Ustaliliśmy szczegóły i zaczęłam się ogarniać.

***

Kiedy byłam już gotowa do wyjścia była godzina 15.54. Zabrałam torebkę i schowałam do niej telefon, słuchawki, portfel i chusteczki. Wzięłam leżące wcześniej w kuchni klucze. Jednym z nich zamknęłam dom, a drugim odpaliłam auto. W drodze byłam bardzo spięta. Dlaczego nie pamiętam wczorajszego wieczoru? Co on mi zrobił? Boję się z nim spotkać.

Kiedy dojechałam na miejsce odpięłam pas, wyjęłam kluczyki ze stacyjki, przejrzałam się w lusterku i wysiadłam z samochodu. Zamknęłam go. Kluczyki schowałam do torebki. Podeszłam do wejścia lodziarni. Stałam metr od linii granicznej  miasta, a budynkiem, w którym mieliśmy się spotkać. Westchnęłam i po krótkim czasie weszłam do środka. Ujrzałam masę ludzi śmiejących się i zajadających lody. Zajęłam miejsce przy wolnym stoliku tyłem do wejścia . Po pięciu minutach przyszedł Kyle. Podszedł do mnie od tyłu i gwałtownie połaskotał mnie w żebra. Podskoczyłam przerażona.
- Co ty robisz - zapytałam prawie że krzycząc. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Jak to co - spytał. Po chwili na jego ślicznej buźce pojawiły się rumieńce. Były słodkie. - witam się ze swoją kobietą. - powiedział zawstydzony. Zauważyłam, że wpatrywałam się w niego wytrzeszczonymi oczami, nie mrugając.
- K-k-kim przepraszam - zapytałam wciąż tkwiąc w tej samej pozycji.
- Nie pamiętasz co się działo wczoraj?
- Hmmm... Nie... Nie bardzo... - rozsiadłam się rozluźniona na fotelu i słuchałam jego wypowiedzi.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Naprawdę - zapytał po krótkiej chwili namysłu.
- Tak. Naprawdę. Powiesz mi co się wydarzyło?
- Ehh.. Skoro nie pamiętasz, zgoda. Wczoraj posłałem ci z 20 SMS'ów, ale na żaden nie odpisałaś. Bałem się o ciebie, więc postanowiłem do ciebie pojechać. Waliłem w drzwi, ale nikt nie odpowiadał, więc sam je otworzyłem. Wszedłem do kuchni i zobaczyłem ciebie lezącą na podłodze. Szybko do ciebie podbiegłem, potrząsnąłem tobą, ale to na nic. Nie odpowiadałaś. Zadzwoniłem na pogotowie. Ono szybko przyjechało, zabrało cię do szpitala i przebadało. Oczywiście byłem tam z tobą. Pan doktor mówił coś jeszcze o lekach, które ci podał. Mówił, że możesz mieć kłopoty z pamięcią i apetytem. Powiedział jeszcze, że dobrze by było jakby był ktoś teraz koło ciebie, w razie jakby się coś działo, więc wypisałem cię ze szpitala i pojechaliśmy do ciebie. Pytałem co chwilę, czy wszystko w porządku. Zachowywałaś się normalnie. Kiedy już do ciebie pojechaliśmy było już późno, wiec położyłem cię spać, a ja chciałem kimnąć się w salonie, ale jakieś 10 minut po zaśnięciu mnie obudziłaś, bo powiedziałaś, że się boisz spać sama, no to poszedłem z tobą na górę i się zaczęło...
- Co się zaczęło? - przeraziłam się.
- ... A jak myślisz? - zapytał ironicznie.
- Powiedz mi!
- Kochaliśmy się. Było tak cudownie. Byłaś normalna.
- Co?! Jak to? Nie, nie, nie...! - wstałam gwałtownie z fotela i wędrowałam po sali z przytkniętą do ust dłonią - przecież to niemożliwe!
- A jednak - również wstał. Załapał mnie za ramiona, żeby mnie uspokoić.

Zasłabłam.



________________________________________________________________________________


Siema, siema, siema :DDD Ludzie... Ja nie wiem, czy mam dalej pisać te imaginy, czy nie... Nie mam dla kogo po prostu... Jeżeli w ciągu tygodnia się podniesie liczba wyświetleń, to zoabczymy co dalej...

/ Leigh x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz