ROZDZIAŁ 27
Co tu się w ogóle dzieje?! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! On zdradzał tę niewinną kobietę, która była w nim zakochana. Nie wie działam co mam zrobić: wejść tam i zrobić mu awanturę, czy zostać i udawać, jakby nigdy nic się nie stało. Całe szczęście wpadłam na pewien pomysł. Wyciągnęłam telefon z kieszeni sweterka, wychyliłam się lekko tak, aby mnie nie zauważyli i bezdźwięcznie zrobiłam im zdjęcie. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Uciekłam z tamtąd jak najszybciej nie zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam do stolika, przy którym siedział Conor ze swoją mamą. Byłam trochę zmęczona, ponieważ miałam bardzo słabą kondycję. Usiadłam obok narzeczonego.
- Jesteś wreszcie - powiedział do mnie.
- Tak. Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Była kolejka - szybko odpowiedziałam. Spojrzałam na stół pełen jedzenia. - Zamówiliście już?
- Tak. Chcesz coś? Zmieści się coś jeszcze w tym brzuszku? - zapytał ironicznie Conor, głaskając palcami nasze maleństwo. No nie ukrywam tego, że brzuch był gruby, i to bardzo, ale nie musiał tego mówić.
- Tak. Zmieści - zaśmiałam się. - Hmmm.. Mogę tę sałatkę? - wskazałam palcem na zdrowe pożywienie.
- Pewnie! - Conor nałożył mi sałatki na talerz. Nalałam sobie do szklanki wody, żeby ochłonąć po tym wszystkim.
Kiedy zjadłam sałatkę cała w stresie i wypiłam wodę Conora mama się do mnie odezwała. Dziwnie mi było jej kłamać prosto w oczy.
- Leigh, możemy porozmawiać?
- Tak! Pewnie. - Obje wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy na korytarz.
- Co się dzieje? - Zapytała mnie przyszła teściowa zaniepokojona moim zachowaniem.
- Nic, nic - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach spoglądając to na nią, to na ścianę, to na podłogę.
- Przecież widzę - złapała mnie za łokcie - skarbie, co się dzieje? - Miałam ochotę się rozpłakać.
- Jak będzie się działo coś poważnego, to powiem pani, obiecuję - uśmiechnęłam się sztucznie. W sumie to było już dość poważne. Miałam dowody na karcie pamięci, ale bałam się jak zareaguje.\
Westchnęła.
- No dobrze, tylko nie zapomnij, że masz teściową - puściła mi oczko i weszła z powrotem do sali.
Łza zakręciła mi się w oku. Zrobiłam to, co ona. Kiedy weszłam do środka wciąż nie widziałam ojca Conora. Podeszłam do ukochanego.
- Idziemy już? - zapytałam.
- Przecież dopiero przyszliśmy - odpowiedział z wyrzutem.
- No tak, ale jestem bardzo zmęczona. Chcę się położyć.
- No dobrze - westchnął - mamuś, my będziemy się zbierać.
- No dobrze, kochanie - powiedziała - lećcie! - To była bardzo wyrozumiała kobieta. - Wyśpijcie się - ucałowała Conora czoło, trzymając go za policzki. Ze mną uczyniła to samo.
- Do widzenia, pani - powiedziałam wychodząc.
- Do widzenia skarbie - odpowiedziała szybko.
- Pa, mamo - powiedział Conor wcale na nią nie patrząc.
- Pa, synku!
Wychodząc nie rozmawialiśmy. Podczas jazdy również byliśmy cicho. Weszliśmy do domu i każde z nas poszło w swoją stronę. Conor poszedł do naszej sypialni, a ja do kuchni. Mimo to, że przed chwilą jadłam sałatkę, to zgłodniałam. Zrobiłam sobie 2 kanapki z dżemem wiśniowym i herbatę. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Dużo myślałam nad tym, co widziałam i doszłam do wniosku, że chcę sprawdzić, z kim mój przyszły teść zdradza swoją żonę.
Wyjęłam telefon. Była godzina 17.03. Wystukałam SMS'a do Kyla.
Ja: MOŻESZ MI POMÓC? :)
Kyle: PEWNIE! O CO CHODZI? :)
Ja: CHODZI O OJCA CONORA. WIDZIAŁAM, JAK JEGO TATA ZDRADZA SWOJĄ ŻONĘ I MAM WYRZUTY SUMIENIA, ŻE JEJ O TYM NIE POWIEDZIAŁAM.
Kyle: KURCZE... TRUDNA SYTUACJA... ;/ A W CZYM JA MAM CI POMÓC?
Ja: CHCIAŁABYM, ŻEBYŚ MI POMÓGŁ GO SZPIEGOWAĆ.
Kyle: JA?! NAWET NIE WIEM JAK ON WYGLĄDA. JA SIĘ DO TEGO NIE NADAJĘ...
Ja: JAK TO SIĘ NIE NADAJESZ?! JESTEŚ POLICJANTEM! ZAJMUJESZ SIĘ TAKIMI RZECZAMI.
Kyle: TO BARDZIEJ ROLA DETEKTYWA.
Ja: PROSZĘ...
Kyle: NIE!
Ja: NO PROSZĘ...
Kyle: YHHHHH... ROBIĘ TO TYLKO I WYŁĄCZNIE DLA CIEBIE.!
Ja: HURA! WYŚLĘ CI JEGO ZDJĘCIE, MIEJSCE GDZIE SIĘ SPOTKAMY I O KTÓREJ. :) WIELKIE DZIĘKI, PA :)
Kyle: NO PA :)
Ustaliliśmy miejsce i godzinę. Spotkaliśmy się następnego dnia.Dostałam SMS'a od Conora mamy, że jego ojciec wychodzi z domu. Ona oczywiście nie wiedziała o co chodzi, ale powiedziała mi niektóre szczegóły.
Śledziliśmy go razem z Kyle'm. Szedł do pobliskiej kawiarni. Spotkał się tam z jakąś dziewczyną. To nie była ta sama pani, z którą go widziałam wczoraj. Była blondynką o bardzo jasnej karnacji. Więcej nie mogłam zauważyć, ponieważ nie wchodziłam do środka. Widziałam ich tylko przez duże okno, prowadzące do miejsca, w którym ich widziałam. Kyle wszedł do budynku zajmując stolik zaraz obok nich, aby móc ich śledzić. Był w tym bardzo dobry. Zdążyłam zauważyć tylko, że mój przyszły teść daje jej buzi witając się. Ile on ma kochanek? To jest bardzo podejrzane.
Kyle szpiegował ich przez dłuższą chwilę, zasłaniając się MENU. Po chwili ojciec Conora podszedł do niego. Przybliżyłam się do drzwi, aby usłyszeć ich rozmowę.
- Co pan robi? - spytał ojciec Conora.
- Jak to co?! Przeglądam sobie MENU.
- Przecież widzę, że pan nas śledzi.
- Hahaha...! Ja? Śledzić was? Niby po co? - Kyle był dobrym aktorem.
- No nie wiem, ale wiem, że ty wiesz kolego - ojciec Conora był już trochę rozzłoszczony. Nie uwierzył w ściemy Kyle'a. - Więc radzę ci, chłopcze, abys mi to szybko powiedział, albo skończysz bardzo marnie.
- Jeżeli ty, kolego, nie przestaniesz mi grozić, to wylądujesz w więzieniu.
- Haha! Bez obaw!
- Nie bądź pan tego taki pewien. - Kyle chciał już wychodzić, lecz ojciec Conora zatrzymał go łapiąc swoją prawą dłonią jego lewe ramię i obkręcając go w swoją stronę. Nagle mój przyszły teść uderzył mojego przyjaciela z całej siły pięścią w twarz. Kyle się przewrócił. szybko do niego podbiegłam i ukucnęłam przy nim.
- Nic ci nie jest? - zapytałam zaniepokojona.
- Chyba nie - odpowiedział Kyle trzymając się za policzek i powoli wstając.
- Co ty tutaj robisz?! - teść tym razem zwrócił się do mnie.
- Ratuję przyjaciela przed ostrym napadem mojego teścia, a myślałeś, że co?
- Zmykaj z tąd, perełko! - uderzył mnie w ramię.
- Bo jak nie, to co?!
- To dobrze z tobą nie będzie! - przybliżył się do mnie i pogroził mi palcem.
Przestraszyłam się, ponieważ miał naprawdę nie przyjemny wyraz twarzy.
- Zostaw ją! - krzyknął Kyle. Tym razem role się odwróciły. Kyle podszedł do taty Conora i uderzył go tak, jak wcześniej mój teść mego przyjaciela. Tata Conora upadł i z nosa zaczęła lecieć mu krew. Rozejrzałam się po kawiarni. Zauważyłam, że nie ma już tutaj dziewczyny, z którą spotkał się mój teść. Uciekła. Kiedy z powrotem skierowałam wzrok na leżącego na brzuchu. Kyle zakuł go w kajdanki i zadzwonił po swoich przyjaciół z pracy. Po krótkiej chwili zobaczyłam wóz policyjny jadący na sygnałach. Zabrali mego teścia. Coś czuję, że krótko tam nie posiedzi.
________________________________________________________________________________
Elo ,elo! To był naprawdę dłuuuugi rozdział, tak, wiem, to dlatego pisałam go tak długo. Następny prawdopodobnie dodam w weekend, a jeżeli nie, to w tygodniu :)
/ Leigh x
Co tu się w ogóle dzieje?! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom! On zdradzał tę niewinną kobietę, która była w nim zakochana. Nie wie działam co mam zrobić: wejść tam i zrobić mu awanturę, czy zostać i udawać, jakby nigdy nic się nie stało. Całe szczęście wpadłam na pewien pomysł. Wyciągnęłam telefon z kieszeni sweterka, wychyliłam się lekko tak, aby mnie nie zauważyli i bezdźwięcznie zrobiłam im zdjęcie. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni. Uciekłam z tamtąd jak najszybciej nie zamykając za sobą drzwi. Podbiegłam do stolika, przy którym siedział Conor ze swoją mamą. Byłam trochę zmęczona, ponieważ miałam bardzo słabą kondycję. Usiadłam obok narzeczonego.
- Jesteś wreszcie - powiedział do mnie.
- Tak. Przepraszam, że tak długo mnie nie było. Była kolejka - szybko odpowiedziałam. Spojrzałam na stół pełen jedzenia. - Zamówiliście już?
- Tak. Chcesz coś? Zmieści się coś jeszcze w tym brzuszku? - zapytał ironicznie Conor, głaskając palcami nasze maleństwo. No nie ukrywam tego, że brzuch był gruby, i to bardzo, ale nie musiał tego mówić.
- Tak. Zmieści - zaśmiałam się. - Hmmm.. Mogę tę sałatkę? - wskazałam palcem na zdrowe pożywienie.
- Pewnie! - Conor nałożył mi sałatki na talerz. Nalałam sobie do szklanki wody, żeby ochłonąć po tym wszystkim.
Kiedy zjadłam sałatkę cała w stresie i wypiłam wodę Conora mama się do mnie odezwała. Dziwnie mi było jej kłamać prosto w oczy.
- Leigh, możemy porozmawiać?
- Tak! Pewnie. - Obje wstałyśmy od stołu i wyszłyśmy na korytarz.
- Co się dzieje? - Zapytała mnie przyszła teściowa zaniepokojona moim zachowaniem.
- Nic, nic - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem na ustach spoglądając to na nią, to na ścianę, to na podłogę.
- Przecież widzę - złapała mnie za łokcie - skarbie, co się dzieje? - Miałam ochotę się rozpłakać.
- Jak będzie się działo coś poważnego, to powiem pani, obiecuję - uśmiechnęłam się sztucznie. W sumie to było już dość poważne. Miałam dowody na karcie pamięci, ale bałam się jak zareaguje.\
Westchnęła.
- No dobrze, tylko nie zapomnij, że masz teściową - puściła mi oczko i weszła z powrotem do sali.
Łza zakręciła mi się w oku. Zrobiłam to, co ona. Kiedy weszłam do środka wciąż nie widziałam ojca Conora. Podeszłam do ukochanego.
- Idziemy już? - zapytałam.
- Przecież dopiero przyszliśmy - odpowiedział z wyrzutem.
- No tak, ale jestem bardzo zmęczona. Chcę się położyć.
- No dobrze - westchnął - mamuś, my będziemy się zbierać.
- No dobrze, kochanie - powiedziała - lećcie! - To była bardzo wyrozumiała kobieta. - Wyśpijcie się - ucałowała Conora czoło, trzymając go za policzki. Ze mną uczyniła to samo.
- Do widzenia, pani - powiedziałam wychodząc.
- Do widzenia skarbie - odpowiedziała szybko.
- Pa, mamo - powiedział Conor wcale na nią nie patrząc.
- Pa, synku!
Wychodząc nie rozmawialiśmy. Podczas jazdy również byliśmy cicho. Weszliśmy do domu i każde z nas poszło w swoją stronę. Conor poszedł do naszej sypialni, a ja do kuchni. Mimo to, że przed chwilą jadłam sałatkę, to zgłodniałam. Zrobiłam sobie 2 kanapki z dżemem wiśniowym i herbatę. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Dużo myślałam nad tym, co widziałam i doszłam do wniosku, że chcę sprawdzić, z kim mój przyszły teść zdradza swoją żonę.
Wyjęłam telefon. Była godzina 17.03. Wystukałam SMS'a do Kyla.
Ja: MOŻESZ MI POMÓC? :)
Kyle: PEWNIE! O CO CHODZI? :)
Ja: CHODZI O OJCA CONORA. WIDZIAŁAM, JAK JEGO TATA ZDRADZA SWOJĄ ŻONĘ I MAM WYRZUTY SUMIENIA, ŻE JEJ O TYM NIE POWIEDZIAŁAM.
Kyle: KURCZE... TRUDNA SYTUACJA... ;/ A W CZYM JA MAM CI POMÓC?
Ja: CHCIAŁABYM, ŻEBYŚ MI POMÓGŁ GO SZPIEGOWAĆ.
Kyle: JA?! NAWET NIE WIEM JAK ON WYGLĄDA. JA SIĘ DO TEGO NIE NADAJĘ...
Ja: JAK TO SIĘ NIE NADAJESZ?! JESTEŚ POLICJANTEM! ZAJMUJESZ SIĘ TAKIMI RZECZAMI.
Kyle: TO BARDZIEJ ROLA DETEKTYWA.
Ja: PROSZĘ...
Kyle: NIE!
Ja: NO PROSZĘ...
Kyle: YHHHHH... ROBIĘ TO TYLKO I WYŁĄCZNIE DLA CIEBIE.!
Ja: HURA! WYŚLĘ CI JEGO ZDJĘCIE, MIEJSCE GDZIE SIĘ SPOTKAMY I O KTÓREJ. :) WIELKIE DZIĘKI, PA :)
Kyle: NO PA :)
Ustaliliśmy miejsce i godzinę. Spotkaliśmy się następnego dnia.Dostałam SMS'a od Conora mamy, że jego ojciec wychodzi z domu. Ona oczywiście nie wiedziała o co chodzi, ale powiedziała mi niektóre szczegóły.
Śledziliśmy go razem z Kyle'm. Szedł do pobliskiej kawiarni. Spotkał się tam z jakąś dziewczyną. To nie była ta sama pani, z którą go widziałam wczoraj. Była blondynką o bardzo jasnej karnacji. Więcej nie mogłam zauważyć, ponieważ nie wchodziłam do środka. Widziałam ich tylko przez duże okno, prowadzące do miejsca, w którym ich widziałam. Kyle wszedł do budynku zajmując stolik zaraz obok nich, aby móc ich śledzić. Był w tym bardzo dobry. Zdążyłam zauważyć tylko, że mój przyszły teść daje jej buzi witając się. Ile on ma kochanek? To jest bardzo podejrzane.
Kyle szpiegował ich przez dłuższą chwilę, zasłaniając się MENU. Po chwili ojciec Conora podszedł do niego. Przybliżyłam się do drzwi, aby usłyszeć ich rozmowę.
- Co pan robi? - spytał ojciec Conora.
- Jak to co?! Przeglądam sobie MENU.
- Przecież widzę, że pan nas śledzi.
- Hahaha...! Ja? Śledzić was? Niby po co? - Kyle był dobrym aktorem.
- No nie wiem, ale wiem, że ty wiesz kolego - ojciec Conora był już trochę rozzłoszczony. Nie uwierzył w ściemy Kyle'a. - Więc radzę ci, chłopcze, abys mi to szybko powiedział, albo skończysz bardzo marnie.
- Jeżeli ty, kolego, nie przestaniesz mi grozić, to wylądujesz w więzieniu.
- Haha! Bez obaw!
- Nie bądź pan tego taki pewien. - Kyle chciał już wychodzić, lecz ojciec Conora zatrzymał go łapiąc swoją prawą dłonią jego lewe ramię i obkręcając go w swoją stronę. Nagle mój przyszły teść uderzył mojego przyjaciela z całej siły pięścią w twarz. Kyle się przewrócił. szybko do niego podbiegłam i ukucnęłam przy nim.
- Nic ci nie jest? - zapytałam zaniepokojona.
- Chyba nie - odpowiedział Kyle trzymając się za policzek i powoli wstając.
- Co ty tutaj robisz?! - teść tym razem zwrócił się do mnie.
- Ratuję przyjaciela przed ostrym napadem mojego teścia, a myślałeś, że co?
- Zmykaj z tąd, perełko! - uderzył mnie w ramię.
- Bo jak nie, to co?!
- To dobrze z tobą nie będzie! - przybliżył się do mnie i pogroził mi palcem.
Przestraszyłam się, ponieważ miał naprawdę nie przyjemny wyraz twarzy.
- Zostaw ją! - krzyknął Kyle. Tym razem role się odwróciły. Kyle podszedł do taty Conora i uderzył go tak, jak wcześniej mój teść mego przyjaciela. Tata Conora upadł i z nosa zaczęła lecieć mu krew. Rozejrzałam się po kawiarni. Zauważyłam, że nie ma już tutaj dziewczyny, z którą spotkał się mój teść. Uciekła. Kiedy z powrotem skierowałam wzrok na leżącego na brzuchu. Kyle zakuł go w kajdanki i zadzwonił po swoich przyjaciół z pracy. Po krótkiej chwili zobaczyłam wóz policyjny jadący na sygnałach. Zabrali mego teścia. Coś czuję, że krótko tam nie posiedzi.
________________________________________________________________________________
Elo ,elo! To był naprawdę dłuuuugi rozdział, tak, wiem, to dlatego pisałam go tak długo. Następny prawdopodobnie dodam w weekend, a jeżeli nie, to w tygodniu :)
/ Leigh x
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz