sobota, 19 grudnia 2015

Imagin o Leigh-Anne.

                                                     ROZDZIAŁ 28

Wróciłam do domu.
- Leigh? - zapytał Conor z kuchni.
- Tak, to ja. - odpowiedziałam szybko, żeby się nie martwił.
- Gdzie byłaś? - podszedł do mnie w fartuszku, wycierając ręce w ścierkę, kiedy zdejmowałam buty. Nie miał do mnie wyrzutów, że wczoraj tak szybko uciekliśmy.
- Yyyymm.. - spojrzałam na niego kątem oka. Wróciłam do rozpinania suwaka w kozakach.- musiałam coś załatwić. - miałam wyrzuty sumienia, że go okłamywałam, ale nie miałam innego wyjścia.
Minęłam go i ruszyłam w stronę salonu.
- Chodzi o mojego tatę? - Odwróciłam się kiedy byłam w progu pomiędzy korytarzem, a kuchnią. Zaskoczył mnie tym pytaniem. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Niee - kłamałam - Skąd taki pomysł?
- Bo dzwoniła moja mama. Powiedziała, że ojciec jest w więzieniu.
- Za co? - zapytałam, jakbym o niczym nie wiedziała.
- Za to, że pobił policję.
Spojrzałam na podłogę. Ręce miałam splecione za plecami, a głowę spuściłam w dół. Mój narzeczony nie zauważył tego, bo tkwił w takiej samej pozycji, jak ja.
- Aaa.. no i jeszcze do tego jeździł samochodem po pijaku. - dodał.
- A to o tym nie wiedziałam - pomyślałam.
- Przykro mi- powiedziałam. Położyłam swoją dłoń na jego ramię i przytuliłam go delikatnie. - Chodź! - wskazałam mu drogę do salonu. Weszłam pierwsza. Zobaczyłam udekorowany stół, a przy nim dwa, pięknie ustrojone krzesełka. Na krańcach stołu stały dwa talerze, obok nich leżały sztućce, a kawałeczek dalej kieliszki do szampana. Na środku stał kurczak w naczyniu żaroodpornym, obok mięsa ujrzałam zdrową sałatkę, zrobioną z praktycznie samych warzyw, obok tego znajdował się chleb i kilka innych potraw. Dookoła kurczaka znajdowały się dwie świeczki. Cały salon był w romantycznym klimacie. Z magnetofonu, stojącego na parapecie, dobiegała muzyka, wpasowująca się w klimat. Zakryłam usta dłonią. Byłam pozytywnie zaskoczona. Odwróciłam się niepewnie na pięcie do mego narzeczonego. Conor nie był już w fartuszku, lecz w garniturze. Był taki przystojny. Uśmiechnęłam się.
- I jak Ci się podoba? - zapytał po dłuższej chwili patrzenia sobie w oczy.
- T-to wszystko dla mnie? - zapytałam jakby nie dowierzając.
- Tak, Skarbie. To wszystko dla Ciebie. - uśmiechnął się i rzałog moje zimne dłonie swoimi ciepłymi.- przepraszam, że ostatnio nie miałem zbytnio dla Ciebie czasu, ale musiałem więcej pracować, żeby kupić Ci to...
- Ty to kupiłeś? - wskazałam gestem głowy na znajdujący się za mną udekorowany salon.
- Nie. Kupiłem Ci coś innego. - puścił moją jedną rękę, lecz drugą wciąż trzymał i wyszliśmy na zewnątrz. Kiedy otworzył drzwi wejściowe, myślałam, że śnię.
- To dla nas? - zapytałam nie dowierzając. Odwróciłam się do niego. Czułam zapach jego perfum.
- Kupiłem to, na nasz ślub, ale jeżeli Ci się nie podoba, to mogę ją sprzedać i ...
- Ciii.. - zakryłam mu palcem usta. - Jest piękna. Właśnie o takiej marzyłam. - Zakręciła mi się łza. Pocałowałam namiętnie mego jedynego mężczyznę.
- Wiedziałem, że chciałaś limuzynę, ale nie byłem pewny, czy Ci się spodoba.
- Bardzo mi się podoba, Kochanie. Jeszcze nikt nie zrobił mi takiej niespodzianki. Kocham Cię. - wtuliłam się w niego.
- Ja też Cię kocham. Bardzo mocno Cię kocham.


                                              *OCZAMI   CONORA*

Kupiłem jej limuzynę. Myślałem, że taka to za mało. Ona jest zwykła, czarna, z delikatnym połyskiem, ale cóż... na lepszą mnie nie było stać. Chociaż tak mogłem jej się odpłacić za to, że nie miałem dla niej czasu. Leigh to niesamowita dziewczyna.  Nic lepszego niż ona nie mogło mi się przytrafić.


                                             *MOIMI   OCZAMI*

Kocham go. Tak bardzo go kocham. Nie mogłam uwierzyć, że on aż tak się dla mnie poświęca. Weszliśmy do środka i w spokoju zjedliśmy kolację. Rozmawialiśmy o jego tacie. Powiedziałam mu, co widziałam i pokazałam zdjęcie. Nie był tym zszokowany i wyznał mi, że o tym wiedział. Powiedział, że kilka lat temu miała miejsce taka sama sytuacja, i że on wiedział, że to mu nie przejdzie. No i nie przeszło. Przy okazji powiedziałam mu, że szpiegowałam go z Kyle'm. Nie był zły. Rozumiał, że nie chciałam mu o tym mówić. Później poszliśmy spać. Następnego ranka obudził mnie telefon od Kyle'a. Odebrałam.
- Halo? - powiedziałam zaspanym głosem.
- Cześć Leigh. Ja Tobie wyświadczyłem przysługę, teraz pora na ciebie.
- O co chodzi?
- Chciałbym, żebyś pojechała ze mną do mojej rodzinnej miejscowości.
- Po co?
- Chciałbym Cię przedstawić swoim rodzicom. - zerwałam się z łóżka. Całe szczęście Conora jeszcze spał.
- Ale dlaczego ja? Po co ty w ogóle chcesz mnie im przedstawić?
- Bo jesteś moją przyjaciółką, a u nas jest taka tradycja, że się przedstawia rodzicom bliskie nam osoby.
- Yyyhh.. No dobra. Gdzie to jest?
- Manchester.
- Coo?! To ponad 300 kilometrów.
- No wiem. Proszę Cię. To dla mnie na prawdę bardzo ważne.
- Dobra... I tak nie mam co robić. Na ile?
- Na tydzień. Wyruszamy dzisiaj o 10.00 . Będę czekał przed Twoim domem.
- Coo?! Jest 8.00.
- No wiem. Lepiej się pośpiesz. Do zobaczenia.
Rozłączył się.



________________________________________________________________________________


Elo, elo :) Co tam? Jak tam? Następny imagin będzie ciekawy, więc chciałabym, żeby pod tym było dużo wyświetleń. Do zubka! :) Paaa :)

/ Leigh x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz