piątek, 25 września 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                   ROZDZIAŁ 21

- Jak to usunąć ciążę? - zapytałam. Byłam przerażona, że takie coś spotkało właśnie mnie.
- No tak. Radziłbym właśnie to zrobić, ponieważ nie jestem pewien czy pani chłopak poradziłby sobie sam z wychowaniem dziecka, gdyby pani umarła. - odpowiedział lekarz.
- Ale to już jest potwierdzone, że albo ja, albo dziecko zostaniemy na tym świecie? - łza spłynęła mi po policzku.
- Powiem pani tak... Są bardzo małe szanse na to, żeby urodziła pani to dziecko i nie umarła.
- Aha. Dziękuję panu bardzo. - powiedziałam, podałam rękę panu doktorowi. Chciałam wyjść. - Do widzenia. - Powiedziałam Conorowi, żeby mnie zaprowadził do sali. On również podął rękę doktorowi i zrobił to, o co go poprosiłam.

Po drodze rozmawiałam z Conorem.
- Kochanie... Myślę, że powinnaś zrobić to, co zasugerował Ci lekarz. - powiedział Conor. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Jak możesz tak mówić? - byłam bardzo smutna.
- Ja nie dam sobie rady sam z wychowaniem tego dziecka, nie rozumiesz? - Zatrzymaliśmy się.
- A nie rozumiesz tego, że jak go nie urodzę to będę miała wyrzuty sumienia do końca życia? - Złapał się za głowę i westchnął.
- Ja też będę miał wyrzuty, ale ja ciebie kocham i nie chcę cię stracić.
- Ja ciebie też kocham... ale nie namawiaj mnie, bo to jest mój wybór.
- Dobrze. Odprowadzę cię do sali. - uśmiechnęłam się delikatnie, i ruszyliśmy w kierunku mojego pokoju. Byłam bardzo zmęczona tą rozmową i jedyne o czym teraz myślałam, to żeby iść spać.
Położyłam się i momentalnie zasnęłam.

Kiedy się obudziłam usłyszałam rozmowę mojego taty z Conorem.
- To wszystko przez ciebie! - krzyczał mój ojciec.
- Najlepiej zwalić wszystko na mnie! Nie wie pan, że to tylko i wyłącznie pana wina?! - odpowiadał mu Conor.
- Moja wina?! Chyba sobie coś ubzdurałeś!
- Taak.. Ubzdurałem... - mówił sarkastycznie. - Pan wie, że pana córka jest już dorosła, i to, że ma chłopaka to nic dziwnego?!
- Nic dziwnego w tym, że ma chłopaka. Ale straszne jest to, że zna go tak któtko i już będzie miała z nim dziecko!
- Nie no najlepiej pan by chciał, żeby ona była zakonnicą! Pan jest jakiś chory!!!
- Uważaj sobie chłopczyku! Trochę szacunku!
- Miałbym do pana szacunek, gdyby pan miał go dla mnie i dla Leigh. Traktuje pan ją, jakby była pana własnością!
- Wypraszam sobie!
- Niech sobie pan wyprasza ile pan chce! Wychodzę!
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja to słyszałam (chociaż drzwi były zamknięte). Wszedł do mnie Conor.
- Ooo.. Widzę, że moje słoneczko się obudziło. - uśmiechnął się do mnie promiennie. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam na łóżku. Pocałował mnie i zrobił to samo. - Jak się czujesz? - Przybrał poważną minę.
- Dobrze. Możemy wracać do domu? - odpowiedziałam.
- Doktor powiedział, że tak, tylko jeszcze musimy pójść po wypis.
- Okej.
Poszliśmy po wypis i wróciliśmy do domu.
Poszłam na górę się umyć. I wtedy usłyszałam mocne pukanie do drzwi. Zakręciłam wodę w prysznicu, opatuliłam się w ręcznik i po cichu weszłam na schody. Nie schodziłam na dół. Conor mnie nie widział, bo był już przy drzwiach. Kiedy je otworzył ujrzałam napakowanego, wysokiego i wytatuowanego mężczyznę, który nie miał zbyt przyjaznego kształtu twarzy.
- Gdzie są moje pieniądze, szczylu?! - złapał Conora za dekold koszulki i nim potrząsał.
- Puść mnie! Nie mam tych pieniędzy! - mówił Conor. Próbował się od niego uwolnić. Mężczyzna puścił go i wszedł do domu i rozejrzał się po nim. W tylnej kieszeni jego spodni był pistolet. Zauważył mnie. Byłam przerażona. Przez chwilę na mnie patrzył i się uśmiechnął. Przestraszyłam się. Odwrócił się do Conora.
- Jednak nie chcę tych pieniędzy. Chcę ją! Może być fajna jak na jeden raz. - wskazał palcem na mnie. Uśmiechnął się. Conor się wściekł. Rzucił się na niego i zaczął nawalać pięściami.
- Szmaciarzu pier***ony! Już ja ci dam... - mówił Conor do brutala, kiedy razem wylądowali na podłodze. Conor siedział na mężczyzny brzuchu i okładał go pięściami po twarzy. W końcu brutal złapał go za ręce i podniósł i siebie i Conora. Rzucił moim chłopakiem o szafkę. Otworzyłam szeroko buzię z przerażenia. Conor upadł. Mężczyzna odwrócił się do niego plecami, a do mnie przodem. Zaczął biec w moją stronę po schodach. Wypadł mu z kieszeni pistolet. Conor to zauważył i ruszył w stronę przyrządu. Facet dobiegł do mnie i zaczął mówić.
- Witaj piękna. - nie odpowiedziałam. Byłam przestraszona. Zaczął się do mnie dobierać, lecz Conor w sam raz wciął się w naszą rozmowę.
- Zostaw ją! - krzyczał do brutala. Wyciągnął w jego kierunku pistolet. Strzelił.




________________________________________________________________________________



Siemano! ;) Jak wam się podoba? Mam nadzieję, że bardzo, bo się nad nim męczyłam parę dobrych godzin. :)

/ Leigh x :*


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz