poniedziałek, 7 września 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 20
                       

                                              *OCZAMI LEIGH*
- Jak to jesteś w ciąży?! - Mój tata zerwał się z siedzenia. Wszyscy byliśmy trochę zdziwieni jego reakcją.
- Myślałam, że się ucieszysz... - powiedziałam niepewnie.
- Ucieszyć? A jest się z czego cieszyć? Ledwo znasz chłopaka a już dziecko? - wskazał ręką na Conora.
- Kochanie... Spokojnie... - uspokajała mojego tatę mama.
- Jak mam być spokojny, kiedy mówią mi takie  coś?!?! - wrzeszczał na nas.
- Tato, uspokój się. Jestem dorosła. - mówiłam spokojnie - To moje życie. Nie masz prawa się wtrącać. - wstałam.
- Będę się wtrącał, bo jesteś moją córką i nie pozwolę, żeby w mojej rodzinie było niezaplanowane dziecko!!! Jeszcze z jakimś pierwszym lepszym facetem!!! Co ty sobie dziecko myślisz?! Że ja będę wam życzył szczęścia?! - Zrobiło mi się strasznie słabo. Opadłam na krzesło. Zemdlałam.

Obudziłam się w szpitalu. Drzwi do mojej sali były otwarte. Z korytarza dobiegały krzyki. Byłam sama. Na korytarzu zobaczyłam Conora. Rozmawiał z lekarzem. Powoli usiadłam i spojrzałam na niego. On również mnie zauważył. Podbiegł do mnie szybko, a za nim lekarz z moimi rodzicami.
- Co się stało, że tu wylądowałam? - zapytałam. Byłam przerażona.
- Muszę z panią porozmawiać. - powiedział lekarz - Siostro! Proszę dać tej młodej pani wózek inwalidzki. - mówił do pielęgniarki.
- Już daję! - krzyknęła siostra i przyniosła rzecz. Usiadłam.
- Pan jest mężem? - spytał Conora.
Conor spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Jeszcze nie. - odpowiedział.
- Dobrze, w takim razie nie może pan być przy tej trudnej rozmowie z panną Leigh-Anne.
- Panie doktorze. Chciałabym jednak, aby Conor poszedł ze mną. - wcięłam się w ich rozmowę. Spojrzał to na mnie, to na Conora.
- No dobrze. - odpowiedział. Pojechaliśmy do gabinetu pana doktora. Razem z Conorem usiedliśmy na przeciwko lekarza.
- A więc tak... Pani Leigh-Anne... - nie wiedział jak zacząć. - Jest pani chora...
- Jak to chora? Na co? - przestraszyłam się. Conor złapał mnie za rękę.
- Na nadciśnienie płucne.
- A co to takiego?
- No wie pani ... To taki stan, w którym dochodzi do podwyższenia ciśnienia krwi. - wciąż nie wiedziałam do końca na czym to polega.
- Czy to poważne?
- Bardzo. Powiem pani wprost... Jest to zagrożenie życia dla pani, lub pani dziecka.
- Jak to?!
- Tak to. Pani choroba jest tak poważna, że radziłbym usunąć ciążę.


______________________________________________________________________________


I jak wam się podoba ? Mam nadzieję, że bardzo, bo się bardzo starałam. :) / Leigh x

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz