poniedziałek, 19 października 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                  ROZDZIAŁ 23


Przerażona przełknęłam głośno ślinę i zrobiłam krok w tył.
- K-kim jesteś? - dałam radę wydukać.
- Jak to kim? - zapytał jak nawiedzony.
- Jestem twoim przyszłym mężem - powiedział a ja zrobiłam następny krok w tył.
- S-s-słucham? - nadal byłam bardzo niezadowolona i zszokowana.
- Słuchaj kotku - ruszył w moim kierunku a ja zaczęłam stawiać coraz większe kroki do tyłu. W końcu coś mnie zatrzymało. To była maska czyjegoś samochodu. Oparłam się o nią i wygięłam plecy, aż położyłam się na auto. Ten człowiek wciąż szedł w moim kierunku. Postawił swoje stopy zaraz obok moich i przyłożył twarz do mojej twarzy. Słyszałam jak serce mi przyśpiesza. Nie znałam tego człowieka. Nie wiedziałam, co zamierza. - jesteś moim ideałem. Chcę cię mieć tylko dla siebie. pojedź ze mną na koniec świata. - przestraszyłam się. Odepchnęłam napakowanego faceta. Byłam już bardziej pewna siebie. Ja wciąż stałam oparta o ten samochód a mężczyzna stał ode mnie może z dwadzieścia centymetrów.
- Człowieku ja ciebie w ogóle nie znam - odszczeknęłam mu.
- Lalko ... Nie pyskuj do starszych. - znów się przybliżył. Moje kolana włożył pomiędzy swoje nogi i ścisnął je. Swoją rękę przyłożył do mojego gardła i przycisnął ją tak mocno, że nie mogłam złapać tchu. Chciałam zacząć krzyczeć, ale odjęło mi mowę. Zaczęłam uderzać ręką o samochód, który stał za mną. Widziałam jego minę, jak się cieszył kiedy mnie dusił. Robiło mi się ciemno, kiedy usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny.
- Policja! Puść ją!
Chłopak natychmiast mnie puścił. Pomasowałam sobie szyję i spojrzałam w kierunku osób, które biegły w naszym kierunku. Jeden z nich miał pistolet wyciągnięty w jego stronę.  Było ich chyba czterech. Mężczyzna zaczął uciekać, a jeden z grupki policjantów zaczął gonić napakowanego faceta.

Facet, którego głos słyszałam podszedł do mnie.
- Zrobił ci coś? - zapytał.
- Nie-nie zdążył. - wydukałam dalej nie mogąc złapać tchu.
- A znałaś go wcześniej?
- Nie.
- W takim razie pojedziesz z nami.
- Dokąd?
- Na komisariat.
- Po co?
- Żeby złożyć doniesienie na tego pana. - uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na mnie.
- Wolałabym na razie jechać do domu. Mam dość wrażeń na dziś.
- No dobrze. Zawiozę cię.
- Dobrze.

Wsiadłam do policyjnego samochodu.
- Kim pan właściwie jest? - zapytałam po krótkiej chwili.
- Jestem policjantem - puścił mi oczko.
- A coś dokładniej można o panu wiedzieć? Imię na przykład?
- Nazywam się Kyle i nie jestem taki stary, żeby mówić do mnie na pan. - uśmiechnął się.
Ten człowiek był bardzo sympatyczny i w dodatku bardzo przystojny. Miał ciemne oczy i piwne oczy. Cerę miał jasną, ale nie za jasną. Mój ideał.
- A ty jak się nazywasz? - wyrwał mnie z myśli.
- Leigh-Anne. Dla przyjaciół Leigh.
- Dobrze Leigh. W takim razie.. Gdzie cię podrzucić?
(tu podałam mu adres, a on dowiózł mnie do domu). Po drodze minęliśmy Conora i jego nową dziewczynę.

Kiedy wysiadłam z samochodu i chciałam zamknąć drzwi, on zadał mi jeszcze jedno pytanie.
- Dasz mi swój numer?
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- W razie gdyby ktoś jeszcze cię zaatakował. - puścił mi oczko.
- No jasne. - uśmiechnęłam się. - pod warunkiem, że ty mi dasz swój.
- Pewnie!
Wymieniliśmy się numerami, a gdy tylko weszłam do domu dostałam SMS właśnie od niego: "CHCIAŁBYM SIĘ Z TOBĄ JESZCZE ZOBACZYĆ. :) "




_______________________________________________________________________________



Heloł, heloł. :) :) :) Jak tam u was? Proszę piszcie w komentarzach, co sądzicie na tego typu imaginy. Ja się na prawdę bardzo męczę pisać tego typu opowiadania, dlatego proszę o jak największą liczbę komków. :) Dzięki, miłego wieczoru :*

/ Leigh x

czwartek, 8 października 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 22

Nie wiem co się stało, ale obudziłam się na podłodze w łazience.
Spojrzałam w lustro. Dalej miałam na sobie tylko ręcznik. Ubrałam się i zeszłam na dół. Nikogo tam nie było. Conor zostawił kartkę, na której było napisane: Kochanie, wyszedłem. Jestem u rodziców. Wrócę późno. Kocham Cię. :) .
Nie byłam pewna, czy to co się stało, było naprawdę. Postanowiłam pójść na spacer. Włożyłam słuchawki na uszy i ruszyłam. Kiedy przechodziłam obok ulubionej lodziarni Conora, coś mnie natchnęło, żeby tam wejść. Kiedy już to zrobiłam, zauważyłam Conora z jakąś dziewczyną. A wyglądała ona tak:


"Czy on mnie zdradza?" - pomyślałam sobie. Nie wiedziałam, co mam o tym myśleć, tak więc nic nie myślałam, lecz to co ujrzałam dało mi wiele do myślenia.
Zobaczyłam, że dał jej jakieś pieniądze, a później buzi i odszedł. Mówił do niej cały czas, niestety nie wiedziałam co.
Rzecz jasna-nie widział mnie. Schowałam się. Miałam pełno myśli w głowie. On mnie zdradza! Lecz jeszcze jedna, rzecz nie została wyjaśniona. Kim właściwie był ten facet, który był u nas w mieszkaniu? Wyciągnęłam z tylnej kieszeni spodni telefon. Wybrałam numer do Jordana.
- Halo? - usłyszałam głos Jordana.
- Hej Jordan. Spotkałbyś się ze mną? - powiedziałam niepewnie.
- Leigh? - był zdziwiony.
- Tak, to ja. Mam do ciebie bardzo ważną sprawę.
- No pewnie. Będę za 10 minut w Twojej ulubionej kawiarni, pasuje Ci?
- Tak, jasne. Do zobaczenia.
- No hej.
Nie byłam pewna czy dobrze robię, prosząc Jordana o pomoc, ale on jest detektywem. Umie rozwiązać każdy problem i lepiej go znałam, niż Conora.

Przyjechał w samą porę. Czekałam pod kawiarnią.
- Cześć. - powiedział. - Po co mnie wezwałaś? - uśmiechnął się.
- Hej. Mam problem.

( Tutaj opowiedziałam mu o całej sytuacji, że byłam pewna, że był u nas jakiś facet, że obudziłam się na podłodze, że jest chora, że widziałam Conora z inną dziewczyną i tak dalej, i tak dalej...)
- Hmmm.. To bardzo poważna sprawa... - powiedział po krótkim czasie namysłu.
- No tak. Dlatego się do ciebie z tym zwracam.
- Przeprowadzę śledztwo na ten temat.
- Dziękuję. - przytuliłam go.
- Nie ma za co. - uśmiechnął się do mnie.
Mimo tylu naszych kłótni nadal mogłam na niego liczyć.
Jestem mu za to wdzięczna. Kiedy się odwróciłam, stał za mną TEN FACET. TEN FACET, który był u mnie w mieszkaniu.
- Hej piękna. - uśmiechnął się szyderczo - Gdzie się wybierasz? - zapytał. Zamarłam.






_______________________________________________________________________________


Hejka naklejka! Wiem, że troszkę późno dodałam ten imagin, ale nie miałam czasu po prostu. Za dużo nauki :) Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego dnia! :)

/ Leigh x











piątek, 25 września 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                   ROZDZIAŁ 21

- Jak to usunąć ciążę? - zapytałam. Byłam przerażona, że takie coś spotkało właśnie mnie.
- No tak. Radziłbym właśnie to zrobić, ponieważ nie jestem pewien czy pani chłopak poradziłby sobie sam z wychowaniem dziecka, gdyby pani umarła. - odpowiedział lekarz.
- Ale to już jest potwierdzone, że albo ja, albo dziecko zostaniemy na tym świecie? - łza spłynęła mi po policzku.
- Powiem pani tak... Są bardzo małe szanse na to, żeby urodziła pani to dziecko i nie umarła.
- Aha. Dziękuję panu bardzo. - powiedziałam, podałam rękę panu doktorowi. Chciałam wyjść. - Do widzenia. - Powiedziałam Conorowi, żeby mnie zaprowadził do sali. On również podął rękę doktorowi i zrobił to, o co go poprosiłam.

Po drodze rozmawiałam z Conorem.
- Kochanie... Myślę, że powinnaś zrobić to, co zasugerował Ci lekarz. - powiedział Conor. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Jak możesz tak mówić? - byłam bardzo smutna.
- Ja nie dam sobie rady sam z wychowaniem tego dziecka, nie rozumiesz? - Zatrzymaliśmy się.
- A nie rozumiesz tego, że jak go nie urodzę to będę miała wyrzuty sumienia do końca życia? - Złapał się za głowę i westchnął.
- Ja też będę miał wyrzuty, ale ja ciebie kocham i nie chcę cię stracić.
- Ja ciebie też kocham... ale nie namawiaj mnie, bo to jest mój wybór.
- Dobrze. Odprowadzę cię do sali. - uśmiechnęłam się delikatnie, i ruszyliśmy w kierunku mojego pokoju. Byłam bardzo zmęczona tą rozmową i jedyne o czym teraz myślałam, to żeby iść spać.
Położyłam się i momentalnie zasnęłam.

Kiedy się obudziłam usłyszałam rozmowę mojego taty z Conorem.
- To wszystko przez ciebie! - krzyczał mój ojciec.
- Najlepiej zwalić wszystko na mnie! Nie wie pan, że to tylko i wyłącznie pana wina?! - odpowiadał mu Conor.
- Moja wina?! Chyba sobie coś ubzdurałeś!
- Taak.. Ubzdurałem... - mówił sarkastycznie. - Pan wie, że pana córka jest już dorosła, i to, że ma chłopaka to nic dziwnego?!
- Nic dziwnego w tym, że ma chłopaka. Ale straszne jest to, że zna go tak któtko i już będzie miała z nim dziecko!
- Nie no najlepiej pan by chciał, żeby ona była zakonnicą! Pan jest jakiś chory!!!
- Uważaj sobie chłopczyku! Trochę szacunku!
- Miałbym do pana szacunek, gdyby pan miał go dla mnie i dla Leigh. Traktuje pan ją, jakby była pana własnością!
- Wypraszam sobie!
- Niech sobie pan wyprasza ile pan chce! Wychodzę!
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja to słyszałam (chociaż drzwi były zamknięte). Wszedł do mnie Conor.
- Ooo.. Widzę, że moje słoneczko się obudziło. - uśmiechnął się do mnie promiennie. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam na łóżku. Pocałował mnie i zrobił to samo. - Jak się czujesz? - Przybrał poważną minę.
- Dobrze. Możemy wracać do domu? - odpowiedziałam.
- Doktor powiedział, że tak, tylko jeszcze musimy pójść po wypis.
- Okej.
Poszliśmy po wypis i wróciliśmy do domu.
Poszłam na górę się umyć. I wtedy usłyszałam mocne pukanie do drzwi. Zakręciłam wodę w prysznicu, opatuliłam się w ręcznik i po cichu weszłam na schody. Nie schodziłam na dół. Conor mnie nie widział, bo był już przy drzwiach. Kiedy je otworzył ujrzałam napakowanego, wysokiego i wytatuowanego mężczyznę, który nie miał zbyt przyjaznego kształtu twarzy.
- Gdzie są moje pieniądze, szczylu?! - złapał Conora za dekold koszulki i nim potrząsał.
- Puść mnie! Nie mam tych pieniędzy! - mówił Conor. Próbował się od niego uwolnić. Mężczyzna puścił go i wszedł do domu i rozejrzał się po nim. W tylnej kieszeni jego spodni był pistolet. Zauważył mnie. Byłam przerażona. Przez chwilę na mnie patrzył i się uśmiechnął. Przestraszyłam się. Odwrócił się do Conora.
- Jednak nie chcę tych pieniędzy. Chcę ją! Może być fajna jak na jeden raz. - wskazał palcem na mnie. Uśmiechnął się. Conor się wściekł. Rzucił się na niego i zaczął nawalać pięściami.
- Szmaciarzu pier***ony! Już ja ci dam... - mówił Conor do brutala, kiedy razem wylądowali na podłodze. Conor siedział na mężczyzny brzuchu i okładał go pięściami po twarzy. W końcu brutal złapał go za ręce i podniósł i siebie i Conora. Rzucił moim chłopakiem o szafkę. Otworzyłam szeroko buzię z przerażenia. Conor upadł. Mężczyzna odwrócił się do niego plecami, a do mnie przodem. Zaczął biec w moją stronę po schodach. Wypadł mu z kieszeni pistolet. Conor to zauważył i ruszył w stronę przyrządu. Facet dobiegł do mnie i zaczął mówić.
- Witaj piękna. - nie odpowiedziałam. Byłam przestraszona. Zaczął się do mnie dobierać, lecz Conor w sam raz wciął się w naszą rozmowę.
- Zostaw ją! - krzyczał do brutala. Wyciągnął w jego kierunku pistolet. Strzelił.




________________________________________________________________________________



Siemano! ;) Jak wam się podoba? Mam nadzieję, że bardzo, bo się nad nim męczyłam parę dobrych godzin. :)

/ Leigh x :*


poniedziałek, 7 września 2015

Imagin o Leigh-Anne

                                                  ROZDZIAŁ 20
                       

                                              *OCZAMI LEIGH*
- Jak to jesteś w ciąży?! - Mój tata zerwał się z siedzenia. Wszyscy byliśmy trochę zdziwieni jego reakcją.
- Myślałam, że się ucieszysz... - powiedziałam niepewnie.
- Ucieszyć? A jest się z czego cieszyć? Ledwo znasz chłopaka a już dziecko? - wskazał ręką na Conora.
- Kochanie... Spokojnie... - uspokajała mojego tatę mama.
- Jak mam być spokojny, kiedy mówią mi takie  coś?!?! - wrzeszczał na nas.
- Tato, uspokój się. Jestem dorosła. - mówiłam spokojnie - To moje życie. Nie masz prawa się wtrącać. - wstałam.
- Będę się wtrącał, bo jesteś moją córką i nie pozwolę, żeby w mojej rodzinie było niezaplanowane dziecko!!! Jeszcze z jakimś pierwszym lepszym facetem!!! Co ty sobie dziecko myślisz?! Że ja będę wam życzył szczęścia?! - Zrobiło mi się strasznie słabo. Opadłam na krzesło. Zemdlałam.

Obudziłam się w szpitalu. Drzwi do mojej sali były otwarte. Z korytarza dobiegały krzyki. Byłam sama. Na korytarzu zobaczyłam Conora. Rozmawiał z lekarzem. Powoli usiadłam i spojrzałam na niego. On również mnie zauważył. Podbiegł do mnie szybko, a za nim lekarz z moimi rodzicami.
- Co się stało, że tu wylądowałam? - zapytałam. Byłam przerażona.
- Muszę z panią porozmawiać. - powiedział lekarz - Siostro! Proszę dać tej młodej pani wózek inwalidzki. - mówił do pielęgniarki.
- Już daję! - krzyknęła siostra i przyniosła rzecz. Usiadłam.
- Pan jest mężem? - spytał Conora.
Conor spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Jeszcze nie. - odpowiedział.
- Dobrze, w takim razie nie może pan być przy tej trudnej rozmowie z panną Leigh-Anne.
- Panie doktorze. Chciałabym jednak, aby Conor poszedł ze mną. - wcięłam się w ich rozmowę. Spojrzał to na mnie, to na Conora.
- No dobrze. - odpowiedział. Pojechaliśmy do gabinetu pana doktora. Razem z Conorem usiedliśmy na przeciwko lekarza.
- A więc tak... Pani Leigh-Anne... - nie wiedział jak zacząć. - Jest pani chora...
- Jak to chora? Na co? - przestraszyłam się. Conor złapał mnie za rękę.
- Na nadciśnienie płucne.
- A co to takiego?
- No wie pani ... To taki stan, w którym dochodzi do podwyższenia ciśnienia krwi. - wciąż nie wiedziałam do końca na czym to polega.
- Czy to poważne?
- Bardzo. Powiem pani wprost... Jest to zagrożenie życia dla pani, lub pani dziecka.
- Jak to?!
- Tak to. Pani choroba jest tak poważna, że radziłbym usunąć ciążę.


______________________________________________________________________________


I jak wam się podoba ? Mam nadzieję, że bardzo, bo się bardzo starałam. :) / Leigh x

czwartek, 20 sierpnia 2015

Imaginy o Leigh - Anne

                                                 ROZDZIAŁ 19


                                            *OCZAMI LEIGH*


- Co ty taki zadowolony? - spytałam Conora kiedy wszedł do domu.
- Jeden problem mamy z głowy. - spojrzała na mnie ze zdziwieniem. - Twojego byłego. Powiedziałem mu, że jesteś w ciąży i chyba zostawi nas w spokoju.
- Ufff.. Dziękuję. - odetchnęłam  z ulga. - Jesteś kochany. Wiesz jak załatwiać takie sprawy - przytuliłam go i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Kocham Cię. - powiedział.
- Ja Ciebie też. - byłam spokojna, bo wiedziałam, że on mnie nie opuści.
- Co chcesz teraz robić?
- Chyba pojadę do mamy.
- Jeżeli to Ci nie przeszkadza, chciałbym pojechać tam z Tobą.
- Nie ma problemu.
Wyszliśmy z domu. Zamknęliśmy dom na klucz i wsiedliśmy do auta.


                                              *OCZAMI CONORA*


Całą drogę nikt się nie odezwał. Nie wiem o czym myślała Leigh, ale ja jedynie myślałem to o jej mamie, co ona musi teraz przeżywać, to o tym co chciałem od dawna zrobić, czyli oświadczyć się mojej ukochanej. Tylko problem tkwił w tym, kiedy. Z jednej strony chciałbym żeby mama Leigh była na ślubie, chociaż z drugiej strony, jak już odejdzie z tego świata Leigh będzie smutno, kiedy będzie oglądała płyty z naszego wesela.
- Leigh, kochanie, przepraszam, że znowu wracam do tego tematu, ale na kiedy Twoja mama ma ustaloną.. no wiesz..
- Datę śmierci? Za 3 miesiące. - Nawet na mnie nie spojrzała. Była bardzo przybita i patrzyła przez okno. Też się zasmuciłem.

Miałem odłożone całkiem sporo pieniędzy. Postanowiłem, że oświadczę się jej jeszcze w tym tygodniu. Przecież jej rodzina nie może cały czas przeżywać. Jej mama może by chciała tę końcówkę swojego ziemskiego życia poświęcić córce.
Dojechaliśmy na miejsce. Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi. Otworzył tata Leigh.
- Dzień dobry - podałem mu rękę.
- Witajcie. Zapraszam. -  Uścisnął moją rękę, a Leigh przytulił.
Weszliśmy do środka. Mojej dziewczyny rodzice jeszcze nie wiedzieli o tym, co się rodzi w brzuchu Leigh.

Mama Leigh zmywała naczynia. Podszedłem do niej razem z Leigh.
- Dzień dobry. - powiedzieliśmy razem z lekkim uśmiechem.
- Oh, dzień dobry dzieci. Siadajcie, zaraz zaparzę herbatkę. - uśmiechnęła się szczerze.
- Daj, mamo, pomogę Ci. - zaproponowała Leigh wkładając ręce do ciepłej wody. Idź, usiądź sobie, ja się wszystkim zajmę.
- Kochanie, Ty też nie powinnaś się przemęczać. Ja pozmywam, Ty wstaw wodę na herbatę. - zasugerowałem.
- Nie, ja pozmywam, a Ty wstaw wodę na herbatę. - odpowiedziała.
- No dobrze, nie będę się z Tobą sprzeczać. - wstawiłem wodę, wyjąłem szklanki i wsypałem herbatę. Leigh umyła naczynia. Jej mama usiadła z uśmiechem, a jej tata wyłączył telewizor i usiadł obok swojej żony zadowolony. Usiadłem z Leigh naprzeciwko nich.
- Mamy wam coś do powiedzenia. - powiedzieli z uśmiechem. Spojrzeliśmy na nich zdziwieni.
- To z tym rakiem, to była pomyłka. - powiedziała mama uradowana.
- Naprawdę?! - krzyknęła Leigh. - Jak się cieszę!
- To bardzo dobra wiadomość - powiedziałem.
Obydwoje przytuliliśmy mamę Leigh. Kiedy usiedliśmy na miejsca Leigh powiedziała:
- My też mamy Wam coś do powiedzenia.
- Słuchamy. - powiedział jej tata.
- Jestem w ciąży. - uśmiechnęła się.






______________________________________________________________________________


Witam :) Zdaje sobie sprawę, że za często to ja nie dodaję tych imaginów, ale staram się jak mogę. Mam nadzieję, że to wszystko co się dzieje w życiu Leigh jest ciekawe.

/ Leigh x

piątek, 24 lipca 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                ROZDZIAŁ 18

- To chyba jakiś żart... - szepnęłam wpatrując się w test. Usiadłam na podłogę. - Jeszcze tego mi brakowało... Jak ja o tym powiem Conorowi..? Jeszcze nie wie o raku, a tu jeszcze dziecko... - moje szeptanie przerwał jakiś głos. Nie znałam go.
- Halo, czy ktoś tam jest? - zapukał kilkakrotnie w drzwi.
- Tak. Już wychodzę. - odpowiedziałam, szybko podnosząc się z podłogi. Zabrałam torebkę i włożyłam do niej test ciążowy. Otworzyłam drzwi i ujrzałam wysokiego, ciemnego bruneta ubranego w niebieską koszulkę na ramiąckach i jeansy. Był dobrze zbudowany. Na jego lewym przed ramieniu był widoczny tatuaż w kształcie druta kolczastego.
- Prze-przepraszam, że tak długo. - zdążyłąm wydukać. Facet nie czekał na wyjaśnienia, pchnął mnie i wszedł do łazienki. Prawie się przewróciłam, ale nie to było teraz najważniejsze.

Postanowiłam, że pojadę prosto do Conora i mu o wszystkim opowiem. Wsiadłam w samochód i ruszyłam w stronę jego domu.
Zapukałam do drzwi. Otworzył mi dość szybko. Miał smutną minę, ale jak tylko mnie zobaczył od razu się uśmiechnął.
- Ooo .. cześć kochanie. - powiedział z zaskoczenia i dał mi buziaka w policzek.
- Hej - przyjęłam pocałunek. - Mam Ci coś do powiedzenia.
- Wejdź do środka.
Bez żadnych słów spełniłam jego prośbę. Zamknął za mną drzwi. Usiadłam na kanapie w salonie, a on obok mnie. Czekał aż coś powiem.
- Mam dwie złe wiadomości. - spojrzał na mnie trochę przestraszony. - Pierwsza wiadomość: Moja mama ma raka. - złapał się za głowę. Nic nie powiedział. - A druga wiadomość... - Wyjęłam z torebki test ciążowy i mu go pokazałam. Otworzył buzię z niedowierzaniem. Patrzył to na test, to na mnie. Po chwili, kiedy zorientował się, że ma otwartą buzię zamknął ją. Kiedy patrzył na test uśmiechnął się lekko i mnie przytulił. Byłam w szoku. - Myślałam, że będziesz zły.
- Zwariowałaś?! To świetna wiadomość. To znaczy... Ta druga. - Zasmucił się. Ja również się zasmuciłam.
- Tak, wiem...
- Ale będzie dobrze. Obiecuję Ci to. - Siedzieliśmy przytuleni, dopóki nie usłyszeliśmy pukania do drzwi.
- Kto to może być? - spytałam.
- Zobaczmy - powiedział Conor. Oboje ruszyliśmy w stronę drzwi. - Ty zostań, ja sprawdzę. Za chwileczkę wracam. - Puścił mi oczko. Wróciłam na kanapę.
Conor otworzył drzwi.


                                                       *OCZAMI CONORA*

Otworzyłem drzwi. Sam nie mogłem uwierzyć kogo zobaczyły moje oczy. To znowu on. Jordan.
- Czego chcesz? - zapytałem.
- Możemy porozmawiać na zewnątrz? - spytał.
- Zaraz wracam - krzyknąłem do Leigh, ona się jedynie uśmiechnęła. Wyszedłem przed dom i zamknąłem drzwi. - Więęcc.. Czego chcesz? - skrzyżowałem ramiona. Stałem mniej więcej w odległości 1 metr od niego.
- Chcę Leigh.
- Pfff.. - Wybuchłem śmiechem. - Hahaha ... Ona już cię nie kocha. Zrozum to. Teraz mamy ważniejsze problemy od jakiegoś gówniarza, który próbuje mi odbić moją dziewczynę.
- Mam gdzieś wasze problemy. Ona i tak będzie moja.
Wkurzyłem się. Z mojej twarzy zniknął uśmiech. Otworzyłem drzwi.
- Leigh, kochanie, pozwól na chwilę. - uśmiechnąłem się do niego złowrogo. Przewrócił oczami. Przyszła Leigh. Spojrzała na mnie.
- Co tam? - Rzuciła spojrzenie na niego. - A ty co tutaj robisz? - spytała. Widać było, że była wkurzona.
- Przyszedł mi ciebie odebrać. - wyjaśniłem jej cały rozbawiony. Ona też się zaśmiała.
- Powodzenia - życzyła Jordanowi i weszła z powrotem do domu. Zamknęła za sobą drzwi. Chyba nie miała ochoty na żarty i wcale jej się nie dziwię.
- To jeszcze nie koniec! - groził mi palcem przed twarzą. Był gotowy do odejścia. Złapałem go za palec, którym wymachiwał wte i wewte.
- Chyba jednak koniec. Nie masz szans u Leigh. Jest w ciąży. I to ze mną, więc nawet nie próbuj mi jej zabierać, bo wtedy pożałujesz. Narazie. - uśmiechnąłem się i wszedłem do domu.



_______________________________________________________________________________


Hejeczka ;) Co tam ciekawego  u moich mordek? Powiem Wam, że dziś śnił mi się ten imagin, stąd pomysł na niego .. :) :) A Wam co dzisiaj się śniło? Piszcie w komentarzach. I oczywiście piszcie, czy podobał Wam się dzisiejszy imagin. Pozdrawiam :* :)

sobota, 20 czerwca 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                          ROZDZIAŁ 17

Rozpłakałam się. Płakałam jak male dziecko. Rzuciłam się z płaczem na podłogę. Zaczęłam uderzać o nią swoimi zaciśniętymi dłońmi.
- Córeczko, przepraszam, że cię wcześniej jakoś do tego nie przygotowaliśmy, ale nie było okazji. Powiedziała mama. Rozpłakali się obydwoje.
- Dlaczego?! - krzyczałam. Rozmawiałam z Bogiem - Dlaczego ty mi to robisz? Co ja tobie takiego zrobiłam?! Chodzę do kościoła, wierze w ciebie a ty mi się tak odpłacasz? - ryczałam wyciągając ręce ku górze.
- Przepraszam.. - rzuciła mama w moim kierunku.
- Ty mnie nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina - odpowiedziałam nie zwracając uwagi na to, co mówię. - Ile czasu Ci pozostało? - Beczałam.
- 3 miesiące.
Już nic nie odpowiedziałam, tylko rzuciłam się jej na szyję.
- P-puść mnie.. - wyszeptała z trudnością w głosie. Już nie płakała.
- Nie, bo cię kocham!
- Kochanie, nie musisz płakać.
- Jak to nie muszę?! Jesteś moją mamą i za 3 miesiące umrzesz, mam się z tego cieszyć? Skakać z radości? - tym razem i ona się rozpłakała.. Tato płakał cały czas.
- Nie chodzi o to, przecież masz jeszcze tatę. Dacie sobie radę.
- No jasne. - powiedziałam sarkastycznie. - Widzisz jak sobie tato daje rade? Spójrz na niego. - Tato siedział na podłodze po turecku, twarz schował w dłonie i bujał się to do przodu, to do tyłu.
- Kochanie. Będziecie musieli.
- Tak, no pewnie.. - Mówiłam cały czas z sarkazmem.
Źle się poczułam. Pobiegłam szybko do łazienki i zwróciłam dzisiejsze śniadanie.
- Co się dzieje? - szepnęłam do siebie. Już nie płakałam, bo co mi to da...
Przypomniało mi się, że 2 dni temu powinnam dostać miesiączkę, a nie dostałam.
Wróciłam do pokoju moich rodziców.
- Zaraz wracam. - wzięłam torbę i poszłam do apteki. Coś mnie natchnęło i kupiłam test ciążowy. Poszłam do najbliższej toalety go zrobić.








- O nie.. - szepnęłam..


_________________________________________________________________________________



Siemanoo :* Chcielibyście, żeby ona była w ciąży? Bo ja jestem w rozsypce.. xD :D Pomocy.. Piszcie w komentarzach, czy chcielibyście. Ja już lecę, i przepraszam, że tak długo mnie nie było..

/ Leigh x