ROZDZIAŁ 7
Poszłam do pokoju. Przestałam płakać. Poszłam spać.
Rano, gdy się obudziłam usłyszałam pisk czajnika w kuchni. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Nikogo nie było.
"A to dziwne" - pomyślałam. "No nic, co ja to będę rozszyfrowywać. Idę spać."
Zasnęłam. Obudził mnie Conor, potrząsając mną.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam i usiadłam.
- Zapraszam cię na imprezę. - odpowiedział z uśmieszkiem.
- Która godzina?
- Jakaś dziewiętnasta już.
- Co? Na 17.30 byłam umówiona z koleżankami. Miałyśmy iść do kina.
- Spokojnie. Już o wszystkim wiedzą.
- O jakim wszystkim? - pytałam ze zdziwieniem.
- No o tym, że zasnęłaś.
- Acha... To dobrze. Dziękuje.
- Przecież to nic takiego.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego.
Usłyszałam czyjeś głośne wołanie.
"Leigh! Do cholery. Gdzie jesteś wredna s*ko?!"
- Oooo, Zaczynają się problemy. - powiedziałam.
Pocałował mnie i zszedł na dół, a ja za nim.
Zobaczyłam wysokiego, grubego, i całego wytatuowanego pana. Wyglądał na takiego, który skończył 30-tkę. Bałam się go. Zobaczyłam Jordana za oknem. Zacierał ręce z zadośćuczynienia. Zobaczyłam Conora na podłodze. Podbiegłam do niego.
- Conor, nic Ci nie jest? - pytałam z troską potrząsając nim. - Conor? Słyszysz mnie, czy nie?
- Ojejku, malutka istota martwi się o swojego chłopaczka. Łeee... - śmiał się brutal.
- Proszę się stąd zabierać panie starszy. Nie życzę sobie, aby ktoś przebywał w moim mieszkaniu! - mówiłam jak na razie spokojnie. - Na co jeszcze czekasz? Won! - powiedziałam.
- To nie jest koncert życzeń, paniusiu! Jak się nazywasz? Może... Leigh - Anne Pinnock?! - wrzeszczał w twarz.
- Tak, to ona - wpadł tu Jordan. - to ją kazałem ci załatwić! No już! Na co czekasz?
- Muszę? - pytał. Wszyscy byli zdziwieni.
- Tak! Nie za stanie ci płacę.
Brutal chciał mnie uderzyć w twarz, lecz chyba Jordan nie wiedział, że trenuję sztuki walki, więc złapałam faceta za rękę, a druga ręką obięłam jego szyję i przy mojej pomocy zrobił przewrót, po czym upadł na ziemię. Popatrzyłam chwilę na Jordana. Walnęłam go w brzuch z pięści i wypchnęłam za drzwi.
- Jesteś Bogiem. - powiedział Conor i natychmiast padł na ziemię. Przestał się ruszać.
__________________________________________________________________________________
I jak?? Piszcie w komentarzach. Znowu was przepraszam za to, że nie byłam tu w tamtym tygodniu, ale i również wam dziękuje za wybicie na liczniku 170! Dzienia! :D Lecę. Papa. Do zobaczenia za tydzień... lub dwa :P.
/ Leigh x
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
niedziela, 13 kwietnia 2014
Imagin o Leigh-Anne.
ROZDZIAŁ 6
Nie wiedziałam jak się z tego wymigać. Więc powiedziałam pierwsze lepsze słowa, które mi przyszły na język.
- Jordan, skąd ty wiesz o " moim" nowym "chłopaku"?
- Bo was widziałem w kawiarni, a czemu bierzesz "moim" i "chłopaku" w "cudzysłów" ?
- Bo to nie jest mój chłopak. To jest po prostu nowy kolega.
- Nowy kolega to się dopiero będzie o ciebie matrwił jak już będzie twój pogrzeb, mała.
Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam . Przytknął mi pistolet do szyi. Pisnęłam. Do domu wszedł Conor z broniął w ręku.
- Co ty robisz? - powiedział kierując broń (większą od jego) w jego kierunku - puść dziewczynę!- wydał rozkaz.
Jordan opuścił pistolet na ziemię.
- Co tak stoisz i się na mnie gapisz? Won!
Jordan wybiegł z domu, krzycząc przy tym jak mała dziewczynka, chociaż był starszy od Conora.
Rozpłakałam się i wtuliłam w Conora.
- Uratowałeś mi życie. - powiedziałam.
- Tak, wiem. - Był dumny z siebie. - Ale teraz muszę już iść.- Trzymał mnie za ręce mówiąc to. - Dasz buzi? - spytał śmiejąc się.
- Jasne. - ja również się śmiałam.
Pocałowaliśmy się. Poszedł. Chwilę po wyjściu Conora zauważyłam kogoś za oknem. Podeszłam, ale nikogo nie było.
________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
I jak?? Przepraszam was bardzo, że w tamtym tygodniu =dniu nic nie dodałam, ale wiecie.. net... i te problemy ;). Okey, ja już spadam. Buziaczki pa. I pamiętajcie! Komentujcie!!! ! xx.
/ Leigh x
Nie wiedziałam jak się z tego wymigać. Więc powiedziałam pierwsze lepsze słowa, które mi przyszły na język.
- Jordan, skąd ty wiesz o " moim" nowym "chłopaku"?
- Bo was widziałem w kawiarni, a czemu bierzesz "moim" i "chłopaku" w "cudzysłów" ?
- Bo to nie jest mój chłopak. To jest po prostu nowy kolega.
- Nowy kolega to się dopiero będzie o ciebie matrwił jak już będzie twój pogrzeb, mała.
Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam . Przytknął mi pistolet do szyi. Pisnęłam. Do domu wszedł Conor z broniął w ręku.
- Co ty robisz? - powiedział kierując broń (większą od jego) w jego kierunku - puść dziewczynę!- wydał rozkaz.
Jordan opuścił pistolet na ziemię.
- Co tak stoisz i się na mnie gapisz? Won!
Jordan wybiegł z domu, krzycząc przy tym jak mała dziewczynka, chociaż był starszy od Conora.
Rozpłakałam się i wtuliłam w Conora.
- Uratowałeś mi życie. - powiedziałam.
- Tak, wiem. - Był dumny z siebie. - Ale teraz muszę już iść.- Trzymał mnie za ręce mówiąc to. - Dasz buzi? - spytał śmiejąc się.
- Jasne. - ja również się śmiałam.
Pocałowaliśmy się. Poszedł. Chwilę po wyjściu Conora zauważyłam kogoś za oknem. Podeszłam, ale nikogo nie było.
________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
I jak?? Przepraszam was bardzo, że w tamtym tygodniu =dniu nic nie dodałam, ale wiecie.. net... i te problemy ;). Okey, ja już spadam. Buziaczki pa. I pamiętajcie! Komentujcie!!! ! xx.
/ Leigh x
poniedziałek, 31 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 5
Po powrocie na ziemie, poszłam do kuchni coś zjeść. Nic nie było w lodówce, więc poszłam na miasto, kupiłam i zjadłam sobie rurkę z kremem. Miałam na nią ochotę jakoś od 3 tygodni. Idąc ulicą przechodził obok mnie pewien brunet, który do mnie mrugnął. Przyznam, że był śliczny, a żeby Jordan był zazdrosny podeszłam do niego i zaczęłam rozmowę.
- Cześć, jestem Leigh-Anne, a jak tobie na imię? - zapytałam.
- Conor. Masz śliczne włosy. Nawijasz je na wałki, czy co? - odpowiedział.
- Nie, robie sobie po prostu na noc warkocze.
- Ahaaa, świetne, naprawde świetna. Jestem pod wrażeniem. Może pójdziemy na kawę? Co ty na to?
- Yyyy, jasne, chyba i tak teraz nic nie robię.
- Dobrze, a więc chodźmy.
Poszliśmy. Po drodze rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Objął mnie ramieniem. Czułam się niekomfortowo, bo pierwszy raz typka na oczy widziałam. Zaczął padać deszcz. Zdjął z siebie kurtkę i dał mi ją. Zjedliśmy i odprowadził mnie do domu, po drodze wtulając się we mnie. Do moich drzwi ktoś zapukał.
- Kto tam? - wykrzyknęłam i zgasiłam telewizję.
- Ja Jordan. - powiedział głos zza drzwi.
- Wejdź proszę.
Jordan wszedł. Był ubrany cały na czarno, a w ręku trzymał broń, którą mierzył cały dom.
- Yyyyy, właściwie czego ty szukasz? - zapytałam grzeczynie.
- Szukam twojego nowego chłopaka. - powiedział kierując pistolet w moją stronę. Oparłam się o ścianę. Broń była coraz bliżej mnie.
___________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam zbytnio czasu. Jak mi się uda to może jeszcze dodam w tym tygodniu.
PS. Dzisiaj wieczorem będzie imagin o Jade.
Jutro piszę test kompetencji. Trzymajcie za mnie kciuki. Buziaczki, papa.
/ Leigh x
wtorek, 25 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 4
Obudziłam się w swoim łóżku. Obok mnie siedział Jordan. Byłam przerażona. Nie wiedziałam co się dzieje.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam odsuwając się od niego.
- Jak to co? Siedzę. - odpowiedział.
No i fajnie jego usprawiedliwienie to " Siedzę". No i super.
Nie wiedziałam co się stało.
- Co ja tu właściwie robię? - zapytałam.
- Mieszkasz, żyjesz... - nie dałam mu dokończyć.
- Ale konkretnie tu. Czemu leże w łóżku, i nie wiem o co chodzi.
- Jak to nie wiesz o co chodzi? Przecież jak przyszedłem do ciebie, żeby sprawdzić, czy podobały ci się perfumy ode mnie, a wtedy zobaczyłem cię na podłodze, więc postanowiłem położyć cie do łóżka.
- Może coś oryginalnego byś wymyślił? - popatrzał na mnie krzywo - Nie?
- Nie.
- Ta jasne, że nie, przecież ty nie jesteś oryginalny.
- Ja nie jestem oryginalny? Jestem chyba najoryginalniejszym chłopakiem.. mężczyzną przepraszam za błąd jakiego znasz.
- Skąd wiesz jakie ja znam osoby?! A po drugie czuję się już lepiej, więc możesz już iść!
- Ale ja nie chce wychodzić, ja cię kocham i ja chcę tu zostać z tobą.
- Ale ja cie nie kocham. Sorka, ja cie nawet nie lubię, więc idź mi stąd lepiej chyba, że chcesz wylądować za tymi samymi kratkami co twoja dziewczyna.
- To już po pierwsze nie jest moja dziewczyna...
- Czemu, bo to ona jest teraz za kratkami, a nie ja?
- Nie, bo...
- Już wiem, bo zdałeś sobie sprawę jak bardzo jestem dla ciebie ważna??
- Nie.. znaczy to też, ale pozwól mi dokończyć zdanie. To ona zerwała ze mną, bo nie wiedziała, że jestem w zwiazku.
- A ty nie mogles jej powiedziać??
- Mówiłem, ale nie wierzyła.
- Ta... jasne
- No, ta jasne. To prawda i mi nie przerywaj. Nie uwierzyla mi ale jak ty jej powiedziałaś, że to prawda to oddała mnie tobie , i ze mna zerwala.
- Aha... no i ty teraz myslisz ze ja tu bede na ciebie czekala z rozlozonymi rekami, zebyśmy mogli zacząć od nowa?
- No na to szczerze liczyłem.
- Tak? To musiał być jakiś błąd w tych twoich obliczeniach, bo ja mam ochote tylko cie z tad wyrzuciec, więc, wynocha.
Dosłownie wyrzuciłam go z domu. Później oparłam się o drzw, ssunęłam na dół, położyłam głowę na kolanach i zaczęłam szlochać.
_________________________________________________________________________________
Hejka kochani, przepraszam, że w tamtą sobotę nic nie dodałam, ale popsół mi się komputer, ale teraz już jestem. I jak się podobał imagin?? Może jeszcze w sobotę dodam następny rozdział. Dziękuje za wszystko i jeszcze raz przepraszam.
/ Leigh x
Imagin o Jesy.
ROZDZIAŁ 3
Zamknęłam oczy. Słyszałam jak ktoś do mnie podszedł. Usiadł obok mnie na krzesełku. Westchnął. Kątem oka spojrzałam w jego stronę. Gdy go ujrzałam natychmiast usiadłam.
- Michael??? - spytałam. Wzrok miał wbity w podłogę.
- Tak, to ja. - odpowiedział po dłuższej chwili namysłu.
- Teraz do mnie przyszedłeś? Czekałam na ciebie cały czas.
- Tak, przepraszam. Nikt mnie nie powiadomił, że jesteś w szpitalu. Szukałem cię wszędzie. Nigdzie cię nie widziałem... Za to widziałem ciebie i Jordana, przed chwilą. - myślałam, że spalę się ze wstydu.
- Nie wiem jak do tego doszło. - mówiłam przepraszająco.
- Nie tłumacz się - powiedział - to już nie ma znaczenia.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Z nami koniec. - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Michael, proszę. Nie!!! - krzyknęłam.
- Bardzo mi przykro - wyszedł.
Zalałam się łzami.- nie wiedziałam co mam zrobić. Stwierdziłam, że zadzwonie do Jordana.
-Halo. Jordan???
-Tak to ja. Co się stało?- zapytał.
-Mógłbyś do mnie przyjechać, bo muszę z Tobą porozmawiać.
-Dobrze, zaraz u Ciebie będę.
-Zgoda. - rozłączyłam się.
Po 10 minutach przyjechał do mnie Jordan.
- Co się stało?
- Muszę... - rozpłakałam się. - Musze Ci o czymś powiedzieć.
- Słucham, mów szybko. - usiadł na krzesełku. Złapał mnie za rękę.
- Michael ze mną zerwał. - powiedziałam ani na chwilę nie przerywając płaczu.
-Naprawdę??- spytał całkiem na poważnie. Wydawał się być winny całej sytuacji.
-Tak... On nas widział... jak się całowaliśmi. - spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Widać było, że chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
________________________________________________________________________________
Przepraszam was bardzo, że przez dłuższy czas nie dodawałam imaginów. Teraz postaram się pisać je raz w tygodniu.
Jak się podobało piszcie w komentarzach.
Następny imagin za tydzień.
/ Jesy xx.
Zamknęłam oczy. Słyszałam jak ktoś do mnie podszedł. Usiadł obok mnie na krzesełku. Westchnął. Kątem oka spojrzałam w jego stronę. Gdy go ujrzałam natychmiast usiadłam.
- Michael??? - spytałam. Wzrok miał wbity w podłogę.
- Tak, to ja. - odpowiedział po dłuższej chwili namysłu.
- Teraz do mnie przyszedłeś? Czekałam na ciebie cały czas.
- Tak, przepraszam. Nikt mnie nie powiadomił, że jesteś w szpitalu. Szukałem cię wszędzie. Nigdzie cię nie widziałem... Za to widziałem ciebie i Jordana, przed chwilą. - myślałam, że spalę się ze wstydu.
- Nie wiem jak do tego doszło. - mówiłam przepraszająco.
- Nie tłumacz się - powiedział - to już nie ma znaczenia.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Z nami koniec. - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Michael, proszę. Nie!!! - krzyknęłam.
- Bardzo mi przykro - wyszedł.
Zalałam się łzami.- nie wiedziałam co mam zrobić. Stwierdziłam, że zadzwonie do Jordana.
-Halo. Jordan???
-Tak to ja. Co się stało?- zapytał.
-Mógłbyś do mnie przyjechać, bo muszę z Tobą porozmawiać.
-Dobrze, zaraz u Ciebie będę.
-Zgoda. - rozłączyłam się.
Po 10 minutach przyjechał do mnie Jordan.
- Co się stało?
- Muszę... - rozpłakałam się. - Musze Ci o czymś powiedzieć.
- Słucham, mów szybko. - usiadł na krzesełku. Złapał mnie za rękę.
- Michael ze mną zerwał. - powiedziałam ani na chwilę nie przerywając płaczu.
-Naprawdę??- spytał całkiem na poważnie. Wydawał się być winny całej sytuacji.
-Tak... On nas widział... jak się całowaliśmi. - spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Widać było, że chciał coś powiedzieć, ale nie mógł.
________________________________________________________________________________
Przepraszam was bardzo, że przez dłuższy czas nie dodawałam imaginów. Teraz postaram się pisać je raz w tygodniu.
Jak się podobało piszcie w komentarzach.
Następny imagin za tydzień.
/ Jesy xx.
sobota, 15 marca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 3
Dużo myślałam o Jordanie, i wymieniałam sobie dobre i złe strony tego, że mu wybaczę. I tak więcej było tych złych, więc postanowiłam mu nie wybaczać. Około 10 minut po rozłączeniu się zadzwonił dzwonek do drzwi. Postanowiłam otworzyć. Gdy uchyliłam drzwi była tam tylko paczka. Zgarnęłam ją do domu i otworzyłam. Było na niej napisane " Dla Leigh-Anne Pinnock". Przyznam, że na początku się bałam, ale się wyluzowałam. Gdy otworzyłam paczkę zobaczyłam moje ulubione perfumy, które zawsze chciałam dostać. Był na nich napis " Leigh, to dla Ciebie", pismem na pewno nie Jordana, ale z tyłu perfum była przyczepiona karteczka " Twój Jordan ". Ta, on? Na pewno nie. On by mi w życiu czegoś tak pięknego nie kupił. Zadzwonił telefon. Było na nim napisane " Jordan ", więc nie odbierałam, ale nagrał mi się na pocztę. Postanowiłam odsłuchać.
- Hej koteczku, tu Jordan, podobają ci się perfumy ode mnie?
Zemdlałam.
___________________________________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale nie miałam zbytnio czasu. Rozumiecie?
/ Leigh x
PS. CZYTASZ = KOMENTUJESZ, pamiętajcie.
Imagin o Jesy
ROZDZIAŁ 2
Spałam. Obudziły mnie głośne wrzaski, wydobywające się zza drzwi pokoju, w którym przebywałam. Były otwarte. Zobaczyłam lekarza , a obok mojego przyjaciela. Zauważyli mnie.
- I widzisz co narobiłeś! - krzyknął doktor.
- Ja nic nie zrobiłem - powiedział Jordan.
- Jak to nie? Zobacz, przez Ciebie panna Jesy się obudziła.
- To nie przeze mnie -podbiegł do mnie, złapał mnie za rękę i uklęknął przy mnie - i jak się czujesz Słoneczko?
- Już lepiej - powiedziałam całkiem normalnie. Mój głos już nie był chrypkowaty.-panie doktorze?
- Tak, słucham?-odpowiedział lekarz.
- Kiedy mam wypis ze szpitala?
- Jak będziesz się dobrze czuła to już jutro.
- Już jutro?
- Aha...
- Jutro? I wyjdę ze złamaną nogą?
- Chyba, że chcesz tu zostać jakieś 3 miesiące aż ci się noga zagoi.
- Nie, nie - odpowiedziałam szybko - jutro wyjdę, czuję się już dobrze.
- Dobrze. Jordan, nie siedź za długo.
- Dobrze.
Była dopiero 08:00 godzina a on siedział ze mną do 19:00. Co gorsza, jak byłam w szpitalu mój chłopak nie przyszedł do mnie ani razu.
- Czemu on do mnie nie przyszedł - spytałam.
- Kto? - zapytał ze zdziwieniem.
- A jak myślisz?
- Aaa, nie wiem czemu, przecież jest twoim chłopakiem.
- No właśnie.
Było już późno. Lekarz wszedł do sali, w której się znajdowałam.
-A pan tu jeszcze siedzi? - krzyknął przerażony.
- Ja właśnie wychodziłem .- powiedział
- Da pan nam jeszcze chwilkę. - powiedziałam.
- No dobra, ale żeby mi to było ostatni raz. - powiedział po dłuższej chwili namysłu.
- Okej - odpowiedział - to co?Musimy się pożegnać - mówił nie puszczając mojej dłoni przez cały ten czas.
- No -powiedziałam. Ubrał się jeszcze raz się schylił a ja usiadłam.- przykro mi, ale obiecuje, że tu u ciebie będę jutro z samego rana.
- Dziękuję.-powiedziałam i pocałowałam go namiętnie.
- Kocham Cię, wiesz o tym, prawda?
- Wiem... a ty wiesz, że ja ciebie też?
- Wiem... teraz już wiem.
Pocałowaliśmy się jeszcze raz i powiedzia, że musi iśc, bo zaraz przyjdzie lekarz.
- Pa - powiedziałam, ale on mi tylko pomachał ręką i wyszedł.
_________________________________________________________________________________
I jak sie podoba?? Piszcie w komentarzach, Please!
PS. Dziękuję za to, że cały czas z nami jesteście!
/ Jesy xx
Subskrybuj:
Posty (Atom)


