Wstałam gdzieś tak o 10.30. Conor krzątał się po kuchni w bardzo ładnym ubraniu. Usiadłam na kanapie i ziewnęłam wyciągając w górę ręce. Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Dzień dobry, Kochanie - uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaspana.
- Jak ci minęła noc?
- Moze byc, ale tata o siodmej rano przyszedl i chcial cie poznac.
- No to super - odpowiedzial z usmeichem na twarzy. Spojrzalam na niego niedowierzajaco.
- Wcale nie super. Skad on wie, ze jestes ze mna?
- No nie wiem, kazdy mogl mu to powiedziec.
- Tak, ale ja mysle ze to Jordan. Z reszta oboje wiemy, ze to on.
Polozylam sie i zamknelam oczy.
- Wstawaj! - krzyknal - Zrobilem ci sniadanie, ale jedz je szybko, bo o 14.00 idziemy do restauracji.
- Dobrze. A co na sniadanie?
- Zrobilem ci tosty.
- Dziekuje. A po co idziemy do restauracji i do jakiej.
- Do pobliskiej na obiad.
Szybko wstalam, zjadlam sniadanie i poszlam na gore do mojego pokoju. Zobaczylam przesliczna sukienke lezaca na moim lozku. Bylam taka zachwycona ze zaniemowilam z wrazenia.
- Podoba ci sie? - spytal glos za moimi plecami. Stal tam Conor.
- Jest przesliczna. - rzucilam mu sie na szyje. - Dziekuje, ale po co?
- Bo idziemy na obiad, który zjemy razem z moimi rodzicami.
- Jest przepiekna, jeszcze raz dziekuje. - pocalowalam go.
- Nie dziekuj mi, tylko idz sie w nia ubierz.
- Dobrze. - powiedzialam z usmeichem na twarzy.
Poszlam do lazienki i ubralam sie w sukienke, ktora dostalam od Conora, konkretniej w nia:
i poprawiłam makijaż. Kiedy wyszliśmy z domu byłam bardzo zestresowana, ale dałam radę.
____________________________________________________________________________
/ Leigh x




