poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Imagin o Leigh-Anne.

                                                   Rozdział 12

Wstałam gdzieś tak o 10.30. Conor krzątał się po kuchni w bardzo ładnym ubraniu. Usiadłam na kanapie i ziewnęłam wyciągając w górę ręce. Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Dzień dobry, Kochanie - uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaspana.
- Jak ci minęła noc?
- Moze byc, ale tata o siodmej rano przyszedl i chcial cie poznac.
- No to super - odpowiedzial z usmeichem na twarzy. Spojrzalam na niego niedowierzajaco.
- Wcale nie super. Skad on wie, ze jestes ze mna?
- No nie wiem, kazdy mogl mu to powiedziec.
- Tak, ale ja mysle ze to Jordan. Z reszta oboje wiemy, ze to on.
Polozylam sie i zamknelam oczy.
- Wstawaj! - krzyknal - Zrobilem ci sniadanie, ale jedz je szybko, bo o 14.00 idziemy do restauracji.
- Dobrze. A co na sniadanie?
- Zrobilem ci tosty.
- Dziekuje. A po co idziemy do restauracji i do jakiej.
- Do pobliskiej na obiad.

Szybko wstalam, zjadlam sniadanie i poszlam na gore do mojego pokoju. Zobaczylam przesliczna sukienke lezaca na moim lozku. Bylam taka zachwycona ze zaniemowilam z wrazenia.
- Podoba ci sie? - spytal glos za moimi plecami. Stal tam Conor.
- Jest przesliczna. - rzucilam mu sie na szyje. - Dziekuje, ale po co?
- Bo idziemy na obiad, który zjemy razem z moimi rodzicami.
- Jest przepiekna, jeszcze raz dziekuje. - pocalowalam go.
- Nie dziekuj mi, tylko idz sie w nia ubierz.
- Dobrze. - powiedzialam z usmeichem na twarzy.
Poszlam do lazienki i ubralam sie w sukienke, ktora dostalam od Conora, konkretniej w nia:




i poprawiłam makijaż. Kiedy wyszliśmy z domu byłam bardzo zestresowana, ale dałam radę.


____________________________________________________________________________


/ Leigh x



niedziela, 22 czerwca 2014

Imagin o Leigh-Anne

                                                           ROZDZIAŁ 11

Po powrocie do domu, bo kazałam Conorowi mnie zawieść, szybko się przebrałam i pojechałam do pralni oddać do niej moją mokra sukienkę. Nie chciałam sama eksperymentować, bo jeszcze by coś nie wyszło. Ubrałam się w to:




Po oddaniu sukienki wróciłam do domu. Zabrałam się za robienie naleśników. Zrobiłam tak gdzieś z 15 a wcale nie byłam taka głodna, więc zaprosiłam Conora, żeby mi pomógł je jeść. Ja zjadłam 4 a Conor 5, więc i tak jeszcze trochę zostało. Po tym poszłam na górę i wzięłam prysznic. Po umyciu się poszłam do pokoju po film "Saga Zmierzch: zaćmienie". Obejrzałam go z Conorem cały. Oczy mi się mrużyły, ale Conor nie pozwolił mi iść spać, co chwila coś gadał.
- Przestań gadać, chce iść spać. - powiedziałam z uśmieszkiem i usiadłam mu na kolana, po czym szybko z nich zeszłam.
- Ej! - odpowiedział
- Co " Ej" ?
- A buziak na dobranoc?
Usiadłam na niego jeszcze raz i dałam mu bardzo namiętnego buziaka, który trwał chyba z 2 minuty.
Położyliśmy się razem i zasnęliśmy na kanapie.

Bardzo wcześnie rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Conor spał, więc mu nie przeszkadzałam i sama je otworzyłam. Był to mój tata oczywiście w garniturze i dobrze wyspany.
- Co chcesz? - spytałam ziewając.
- Chcę poznać Twojego chłopaka. - odpowiedział
- O 7 rano?
- A o której? Zaraz idę do pracy.
- Ta/ No to przyjdziesz po pracy. - zatrzasnęłam mu drzwi przed oczami na klucz i położyłam się znów spać, lecz Conor się obudził.
- Co się stało Kochanie? - Zapytał ze zdziwieniem nie otwierając oczu i mnie przytulił.
- Nic. Później Ci powiem, a teraz śpij. - wtuliłam się w niego, a on we mnie.
"Zaraz... skąd mój tata wie o Conorze?" zadałam sobie te pytanie, ale nie próbowałam sobie na nie odpowiedzieć tylko od razu zasnęłam.


_________________________________________________________________________________

Sorka, że tak długo mnei nie było ale nie miałam weny i nie chciało mi się pisać. PROSZĘ, KOMENTUJCIE CZYTAJCIE I RÓBCIE COKOLWIEK. Z góry dziękuję. <3 ;**


/ Leigh x

piątek, 23 maja 2014

Imagin o Leigh-Anne

                                                 ROZDZIAŁ 10

Byłam wtedy wkurzona na maxa. Ale cóż zrobić?! Przecież takie jest życie. Nic nie poradzę. Trzeba to jakoś przeżyć. Poszłam na górę. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam od razu poszłam pod prysznic. Siedziałam tam ze dwie godziny. Później się umalowałam i tak dalej... Po ogarnięciu się wyszłam na miasto. Zaszłam do kilku sklepów. Kupiłam piękną sukienkę, w której od razu wyszłam ze sklepu i cudowne buty. Byłam ubrana mniej więcej tak:






Wyszłam tak ubrana już na miasto, a wszystko razem kosztowało około 900 złotych. Sama sukienka kosztowała ok. 500 zł. a buty ok. 400. Wiem, że to było drogie ale jednak opłacało się. Tylko uważałam, żeby się nie przewrócić, bo padał deszcz i było trochę ślisko. Po dojściu do domu wzięłam ze stołu torebkę,





w której miałam trochę kasy, kartę kredytową i telefon. Poszłam do restauracji. Zjadłam pyszny obiad, za które zapłaciłam ponad 50 złotych. Przestał padać deszcz. Była już godzina 14.30, a na tę właśnie godzinę byłam umówiona z Conorem, więc zapłaciłam, wzięłam gumę do żucia do buzi i wyszłam. Gdy dojechałam do domu Conora była godzina 14.45, ale nie był na mnie zły za spóźnienie. Siedzieliśmy, gadaliśmy i popijaliśmy kawę. Nie wiedziałam, ze ktoś nas podgląda i podsłuchuje, ale czułam się szpiegowana. W końcu zobaczyłam Jordana za oknem jak coś pije i się śmieje.
- Przepraszam,  zaraz wrócę. - powiedziałam i wyszłam.
- Dobrze, wracaj szybko. - zaśmiał się i napił kawy.
Podeszłam wkurzona do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam Jordana.
- Hej - powiedział i pomachał mi chociaż stałam obok niego.
- Hej? Teraz mi mówisz hej? Nie chce z tobą rozmawiać, chcę ci tylko uświadomić, że masz się nie wtrącać w moje życie! Jasne??
Jordan spojrzał na mnie jakby chciał mnie zaraz zabić. Ale nie zabił tylko wylał całą swoją kawę na moją sukienkę. Teraz myślałam, że to ja go zabiję, wkleiłam w jego włosy postawione na żel dobrze wyrzutą gumę.
- Nie ma sprawy - powiedziałam i uśmiechnęłam się - A teraz dawaj mi tu 9 stów.
- Co? Za co? - odpowiedział ze zdziwieniem.
- Za sukienkę! - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem.



_________________________________________________________________________________


                                                    CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hejo. Sorka, że nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu i ochoty. Ale jak widzicie już jestem i to na długo. Dziękuje wam, za ponad 230 wyświetleń. Mam nadzieję, że ich liczba będzie dalej wzrastała. Ja już lecę. Do zobaczenia jutro!
/ Leigh x





niedziela, 11 maja 2014

Imagin o Leigh-Anne.

                                                              ROZDZIAŁ 9
Po wyjściu od Alice, udałam się do domu. Otworzyłam szafkę, wyjęłam kisiel wiśniowy, zrobiłam go i zjadłam. Nie mogłam przestać myśleć, jak on mógł to zrobić. Bić swoją dziewczyn? To już lekka przesada.
Jak mam mu to wytłumaczyć, skoro on nie chce nikogo słuchać. Ktoś zapukał do moich drzwi. Był to mój tata. Miał minę jakbym jego żonę zabiła.
- Coś ty zrobiła? - powiedział z rozpaczą.
- Ale o co ci chodzi? - odpowiedziałam. Nie wiedziałam o co chodzi.
- O to, że najpierw wynajmujesz jakiegoś brutala, żeby pobił Jordana, a później bijesz jakiegoś chłopaka o imieniu Conor.
Byłam zaskoczona i pewna, że to sprawka Jordana.
- Kto ci naopwiadał takich bzdur? - spytałam.
- Jordan, a co? - odpoweidział.
- Wiesz, że Jordan kłamie i próbuje zniszczyć mi życie, tylko dlatego, że nie chce być jego dziewczyną?!
- To nie prawda. Przyszedł do mnie i mi wszystko opowiedział. Płakał i mówił mi, że nie chcesz być jego dziewczyną, tylko nie wiem dlaczego.
- To ja już ci mówię dlaczego. Dlatego, że dowiedziałam się od jego byłej dziewczyny, że ją bił, i że, nie pozwalał jej wychodzić z domu.
- Jasne... pogadam o tym z Jordanem.
Trzasnął wyszedł i trzasnął drzwiami. Rozpłakałam się.



_____________________________________________________________________________


Proszę! O to i rozdział 91 Tada... i jak się podoba? Postaram się w tym tygodniu dodać następny imagin. Wczoraj nie dodałam, bo miałam za dużo obowiązków na głowie. I pamiętajcie... CZYTASZ=KOMENTUJESZ!

/ Leigh x.

czwartek, 1 maja 2014

Imagin o Leigh-Anne

                                                              ROZDZIAŁ 8
Conora zabrała karetka. Kazali mi zostać w domu. Powiedzieli, że uderzenie było bardzo poważne i, że nie wiadomo, czy przeżyje. Martwiłam się całą noc. Szlochałam, tak, że nie wiem, czy mnie sąsiedzi nie słyszeli.
Nazajutrz pobiegłam do szpitala. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Conor żyje. Kamień spadł mi z serca. Myślałam, że to już koniec, ale nie.. całe szczęście. Niech ja tylko spotkam Jordana. Oj, nie długo on wyląduje w szpitalu... a ja na policji, znowu. Nie, to nie był dobry pomysł, żeby się mścić. Wiem, pogadam z Tą całą "Alice". Gdy wyszłam ze szpitala była godzina około 16:30. Pomyślałam, że o tej godzinie może być w domu, bo co ma robić, jak się rozstała z Jordanem. Wiedziałam gdzie mieszka, bo jakoś tak, kiedyś od czasu do czasu ją szpiegowałam, więc poszłam do jej domu, i nacisnęłam dzwonek. Po jakichś 5 minutach otworzyła.
- Cześć. Leigh?! - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Tak, cześć, Alice. - odpowiedziałam.
- Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszłam pogadać.
Odwróciła się i rozejrzała po domu.
- Ale ze mną?
- A widzisz tu kogoś innego?
- Yyyy.. nie.
- No właśnie.
- Więcccc, wejdź, proszę.
- Dzięki.
Weszłam. "Całkiem przytulne mieszkanko" - pomyślałam.
- Usiądźmy - ręką wskazała stolik, który stał w kuchni.
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - powiedziała.
- Masz kawę? - odpowiedziałam.
- Mam.
- To możesz zrobić.
Zrobiła kawę i wyjęła na stół ciasto z lodówki.
- Może masz ochotę?
- Nie, dziękuje.
Tak naprawdę miałam ochotę na to ciasto, ale nie przyszłam tutaj jeść, tylko poważnie porozmawiać.
Usiadła.
- Więęęc, po co tu tak właściwie przyszłaś? - powiedziała.
- Poważnie porozmawiać. - szybko powiedziałam.
- O czym?
- O Jordanie.
- Ojjj, powiedz, że ciebie tak nie biję i szarpie.
- Nie mnie, ale mojego chłopaka. Wylądował przez niego w szpitalu.
- Ale jak to? Pobił go?
- Nie. Wynajął faceta, który go prawie zabił.
- Ale żyje?
- Żyje, całe szczęście. Zaraz, zaraz. Ciebie też traktował tak brutalnie?
- Żeby to tylko mnie. Moich kolegów, koleżanki. Ale nie kazał nikomu mówić. Groził mi, że mnie zabije.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam przełamana na pół. Dosłownie, na pół.
- Widzisz? - powiedziała, wstała, odwróciła się do mnie plecami i podwinęła koszulkę. Miała pod nią mocne zadrapania i siniaki.
- Ojjj, i nie byłas z tym u lekarza? - byłam wstrząśnięta.
- Nie. Zabronił mi wychodzić z domu.
Byłam rozdarta. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Kurde. On powinien się naprawdę leczyć. Nie miałam pojęcia, dlaczego on to robił.


__________________________________________________________________________________


i jak?? Za bardzo nie wiedziałam kiedy zakońcczyć, ale jakoś się udało... chyba. No nie ważne. Dodałam w tym tygodniu, bo się strasznie nudziłam. Więęęccc c... piszcie w komentarzach, ajk mi poszło!


/ Leigh x

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Imagin o Leigh-Anne.

                                                           ROZDZIAŁ 7
Poszłam do pokoju. Przestałam płakać. Poszłam spać.
Rano, gdy się obudziłam usłyszałam pisk czajnika w kuchni. Szybko wstałam i pobiegłam na dół. Nikogo nie było.
"A to dziwne" - pomyślałam. "No nic, co ja to będę rozszyfrowywać. Idę spać."
Zasnęłam. Obudził mnie Conor, potrząsając mną.
- Co ty tu do cholery robisz? - spytałam i usiadłam.
- Zapraszam cię na imprezę. - odpowiedział z uśmieszkiem.
- Która godzina?
- Jakaś dziewiętnasta już.
- Co? Na 17.30 byłam umówiona z koleżankami. Miałyśmy iść do kina.
- Spokojnie. Już o wszystkim wiedzą.
- O jakim wszystkim? - pytałam ze zdziwieniem.
- No o tym, że zasnęłaś.
- Acha... To dobrze. Dziękuje.
- Przecież to nic takiego.
Uśmiechnęłam się i wtuliłam w niego.
Usłyszałam czyjeś głośne wołanie.
"Leigh! Do cholery. Gdzie jesteś wredna s*ko?!"
- Oooo, Zaczynają się problemy. - powiedziałam.
Pocałował mnie i zszedł na dół, a ja za nim.
Zobaczyłam wysokiego, grubego, i całego wytatuowanego pana. Wyglądał na takiego, który skończył 30-tkę. Bałam się go. Zobaczyłam Jordana za oknem. Zacierał ręce z zadośćuczynienia. Zobaczyłam Conora na podłodze. Podbiegłam do niego.
- Conor, nic Ci nie jest? - pytałam z troską potrząsając nim. - Conor? Słyszysz mnie, czy nie?
- Ojejku, malutka istota martwi się o swojego chłopaczka. Łeee... - śmiał się brutal.
- Proszę się stąd zabierać panie starszy.  Nie życzę sobie, aby ktoś przebywał w moim mieszkaniu! - mówiłam jak na razie spokojnie. - Na co jeszcze czekasz? Won! - powiedziałam.
- To nie jest koncert życzeń, paniusiu! Jak się nazywasz? Może... Leigh - Anne Pinnock?! - wrzeszczał w twarz.
- Tak, to ona - wpadł tu Jordan. - to ją kazałem ci załatwić! No już! Na co czekasz?
- Muszę? - pytał. Wszyscy byli zdziwieni.
- Tak! Nie za stanie ci płacę.          
Brutal chciał mnie uderzyć w twarz, lecz chyba Jordan nie wiedział, że trenuję sztuki walki, więc złapałam faceta za rękę, a druga ręką obięłam jego szyję i przy mojej pomocy zrobił przewrót, po czym upadł na ziemię. Popatrzyłam chwilę na Jordana. Walnęłam go w brzuch z pięści i wypchnęłam za drzwi.
- Jesteś Bogiem. - powiedział Conor i natychmiast padł na ziemię. Przestał się ruszać.

__________________________________________________________________________________

I jak?? Piszcie w komentarzach. Znowu was przepraszam za to, że nie byłam tu w tamtym tygodniu, ale i również wam dziękuje za wybicie na liczniku 170! Dzienia! :D Lecę. Papa. Do zobaczenia za tydzień... lub dwa :P.

/ Leigh x

niedziela, 13 kwietnia 2014

Imagin o Leigh-Anne.

                                                    ROZDZIAŁ 6

Nie wiedziałam jak się z tego wymigać. Więc powiedziałam pierwsze lepsze słowa, które mi przyszły na język.
- Jordan, skąd ty wiesz o " moim" nowym "chłopaku"?
- Bo was widziałem w kawiarni, a czemu bierzesz "moim" i "chłopaku" w "cudzysłów" ?
- Bo to nie jest mój chłopak. To jest po prostu nowy kolega.
- Nowy kolega to się dopiero będzie o ciebie matrwił jak już będzie twój pogrzeb, mała.
Nic nie powiedziałam, bo nie mogłam . Przytknął mi pistolet do szyi. Pisnęłam. Do domu wszedł Conor z broniął w ręku.
- Co ty robisz? - powiedział kierując broń (większą od jego) w jego kierunku - puść dziewczynę!- wydał rozkaz.
Jordan opuścił pistolet na ziemię.
- Co tak stoisz i się na mnie gapisz? Won!
Jordan wybiegł z domu, krzycząc przy tym jak mała dziewczynka, chociaż był starszy od Conora.
Rozpłakałam się i wtuliłam w Conora.
- Uratowałeś mi życie. - powiedziałam.
- Tak, wiem. - Był dumny z siebie. - Ale teraz muszę już iść.- Trzymał mnie za ręce mówiąc to. - Dasz buzi? - spytał śmiejąc się.
- Jasne. - ja również się śmiałam.
Pocałowaliśmy się. Poszedł. Chwilę po wyjściu Conora zauważyłam kogoś za oknem. Podeszłam, ale nikogo nie było.



________________________________________________________________________________



                                            CZYTASZ=KOMENTUJESZ

I jak?? Przepraszam was bardzo,  że w tamtym tygodniu =dniu nic nie dodałam, ale wiecie.. net... i te problemy ;). Okey, ja już spadam. Buziaczki pa. I pamiętajcie! Komentujcie!!! ! xx.

/ Leigh x