czwartek, 20 sierpnia 2015

Imaginy o Leigh - Anne

                                                 ROZDZIAŁ 19


                                            *OCZAMI LEIGH*


- Co ty taki zadowolony? - spytałam Conora kiedy wszedł do domu.
- Jeden problem mamy z głowy. - spojrzała na mnie ze zdziwieniem. - Twojego byłego. Powiedziałem mu, że jesteś w ciąży i chyba zostawi nas w spokoju.
- Ufff.. Dziękuję. - odetchnęłam  z ulga. - Jesteś kochany. Wiesz jak załatwiać takie sprawy - przytuliłam go i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Kocham Cię. - powiedział.
- Ja Ciebie też. - byłam spokojna, bo wiedziałam, że on mnie nie opuści.
- Co chcesz teraz robić?
- Chyba pojadę do mamy.
- Jeżeli to Ci nie przeszkadza, chciałbym pojechać tam z Tobą.
- Nie ma problemu.
Wyszliśmy z domu. Zamknęliśmy dom na klucz i wsiedliśmy do auta.


                                              *OCZAMI CONORA*


Całą drogę nikt się nie odezwał. Nie wiem o czym myślała Leigh, ale ja jedynie myślałem to o jej mamie, co ona musi teraz przeżywać, to o tym co chciałem od dawna zrobić, czyli oświadczyć się mojej ukochanej. Tylko problem tkwił w tym, kiedy. Z jednej strony chciałbym żeby mama Leigh była na ślubie, chociaż z drugiej strony, jak już odejdzie z tego świata Leigh będzie smutno, kiedy będzie oglądała płyty z naszego wesela.
- Leigh, kochanie, przepraszam, że znowu wracam do tego tematu, ale na kiedy Twoja mama ma ustaloną.. no wiesz..
- Datę śmierci? Za 3 miesiące. - Nawet na mnie nie spojrzała. Była bardzo przybita i patrzyła przez okno. Też się zasmuciłem.

Miałem odłożone całkiem sporo pieniędzy. Postanowiłem, że oświadczę się jej jeszcze w tym tygodniu. Przecież jej rodzina nie może cały czas przeżywać. Jej mama może by chciała tę końcówkę swojego ziemskiego życia poświęcić córce.
Dojechaliśmy na miejsce. Zadzwoniliśmy dzwonkiem do drzwi. Otworzył tata Leigh.
- Dzień dobry - podałem mu rękę.
- Witajcie. Zapraszam. -  Uścisnął moją rękę, a Leigh przytulił.
Weszliśmy do środka. Mojej dziewczyny rodzice jeszcze nie wiedzieli o tym, co się rodzi w brzuchu Leigh.

Mama Leigh zmywała naczynia. Podszedłem do niej razem z Leigh.
- Dzień dobry. - powiedzieliśmy razem z lekkim uśmiechem.
- Oh, dzień dobry dzieci. Siadajcie, zaraz zaparzę herbatkę. - uśmiechnęła się szczerze.
- Daj, mamo, pomogę Ci. - zaproponowała Leigh wkładając ręce do ciepłej wody. Idź, usiądź sobie, ja się wszystkim zajmę.
- Kochanie, Ty też nie powinnaś się przemęczać. Ja pozmywam, Ty wstaw wodę na herbatę. - zasugerowałem.
- Nie, ja pozmywam, a Ty wstaw wodę na herbatę. - odpowiedziała.
- No dobrze, nie będę się z Tobą sprzeczać. - wstawiłem wodę, wyjąłem szklanki i wsypałem herbatę. Leigh umyła naczynia. Jej mama usiadła z uśmiechem, a jej tata wyłączył telewizor i usiadł obok swojej żony zadowolony. Usiadłem z Leigh naprzeciwko nich.
- Mamy wam coś do powiedzenia. - powiedzieli z uśmiechem. Spojrzeliśmy na nich zdziwieni.
- To z tym rakiem, to była pomyłka. - powiedziała mama uradowana.
- Naprawdę?! - krzyknęła Leigh. - Jak się cieszę!
- To bardzo dobra wiadomość - powiedziałem.
Obydwoje przytuliliśmy mamę Leigh. Kiedy usiedliśmy na miejsca Leigh powiedziała:
- My też mamy Wam coś do powiedzenia.
- Słuchamy. - powiedział jej tata.
- Jestem w ciąży. - uśmiechnęła się.






______________________________________________________________________________


Witam :) Zdaje sobie sprawę, że za często to ja nie dodaję tych imaginów, ale staram się jak mogę. Mam nadzieję, że to wszystko co się dzieje w życiu Leigh jest ciekawe.

/ Leigh x

piątek, 24 lipca 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                ROZDZIAŁ 18

- To chyba jakiś żart... - szepnęłam wpatrując się w test. Usiadłam na podłogę. - Jeszcze tego mi brakowało... Jak ja o tym powiem Conorowi..? Jeszcze nie wie o raku, a tu jeszcze dziecko... - moje szeptanie przerwał jakiś głos. Nie znałam go.
- Halo, czy ktoś tam jest? - zapukał kilkakrotnie w drzwi.
- Tak. Już wychodzę. - odpowiedziałam, szybko podnosząc się z podłogi. Zabrałam torebkę i włożyłam do niej test ciążowy. Otworzyłam drzwi i ujrzałam wysokiego, ciemnego bruneta ubranego w niebieską koszulkę na ramiąckach i jeansy. Był dobrze zbudowany. Na jego lewym przed ramieniu był widoczny tatuaż w kształcie druta kolczastego.
- Prze-przepraszam, że tak długo. - zdążyłąm wydukać. Facet nie czekał na wyjaśnienia, pchnął mnie i wszedł do łazienki. Prawie się przewróciłam, ale nie to było teraz najważniejsze.

Postanowiłam, że pojadę prosto do Conora i mu o wszystkim opowiem. Wsiadłam w samochód i ruszyłam w stronę jego domu.
Zapukałam do drzwi. Otworzył mi dość szybko. Miał smutną minę, ale jak tylko mnie zobaczył od razu się uśmiechnął.
- Ooo .. cześć kochanie. - powiedział z zaskoczenia i dał mi buziaka w policzek.
- Hej - przyjęłam pocałunek. - Mam Ci coś do powiedzenia.
- Wejdź do środka.
Bez żadnych słów spełniłam jego prośbę. Zamknął za mną drzwi. Usiadłam na kanapie w salonie, a on obok mnie. Czekał aż coś powiem.
- Mam dwie złe wiadomości. - spojrzał na mnie trochę przestraszony. - Pierwsza wiadomość: Moja mama ma raka. - złapał się za głowę. Nic nie powiedział. - A druga wiadomość... - Wyjęłam z torebki test ciążowy i mu go pokazałam. Otworzył buzię z niedowierzaniem. Patrzył to na test, to na mnie. Po chwili, kiedy zorientował się, że ma otwartą buzię zamknął ją. Kiedy patrzył na test uśmiechnął się lekko i mnie przytulił. Byłam w szoku. - Myślałam, że będziesz zły.
- Zwariowałaś?! To świetna wiadomość. To znaczy... Ta druga. - Zasmucił się. Ja również się zasmuciłam.
- Tak, wiem...
- Ale będzie dobrze. Obiecuję Ci to. - Siedzieliśmy przytuleni, dopóki nie usłyszeliśmy pukania do drzwi.
- Kto to może być? - spytałam.
- Zobaczmy - powiedział Conor. Oboje ruszyliśmy w stronę drzwi. - Ty zostań, ja sprawdzę. Za chwileczkę wracam. - Puścił mi oczko. Wróciłam na kanapę.
Conor otworzył drzwi.


                                                       *OCZAMI CONORA*

Otworzyłem drzwi. Sam nie mogłem uwierzyć kogo zobaczyły moje oczy. To znowu on. Jordan.
- Czego chcesz? - zapytałem.
- Możemy porozmawiać na zewnątrz? - spytał.
- Zaraz wracam - krzyknąłem do Leigh, ona się jedynie uśmiechnęła. Wyszedłem przed dom i zamknąłem drzwi. - Więęcc.. Czego chcesz? - skrzyżowałem ramiona. Stałem mniej więcej w odległości 1 metr od niego.
- Chcę Leigh.
- Pfff.. - Wybuchłem śmiechem. - Hahaha ... Ona już cię nie kocha. Zrozum to. Teraz mamy ważniejsze problemy od jakiegoś gówniarza, który próbuje mi odbić moją dziewczynę.
- Mam gdzieś wasze problemy. Ona i tak będzie moja.
Wkurzyłem się. Z mojej twarzy zniknął uśmiech. Otworzyłem drzwi.
- Leigh, kochanie, pozwól na chwilę. - uśmiechnąłem się do niego złowrogo. Przewrócił oczami. Przyszła Leigh. Spojrzała na mnie.
- Co tam? - Rzuciła spojrzenie na niego. - A ty co tutaj robisz? - spytała. Widać było, że była wkurzona.
- Przyszedł mi ciebie odebrać. - wyjaśniłem jej cały rozbawiony. Ona też się zaśmiała.
- Powodzenia - życzyła Jordanowi i weszła z powrotem do domu. Zamknęła za sobą drzwi. Chyba nie miała ochoty na żarty i wcale jej się nie dziwię.
- To jeszcze nie koniec! - groził mi palcem przed twarzą. Był gotowy do odejścia. Złapałem go za palec, którym wymachiwał wte i wewte.
- Chyba jednak koniec. Nie masz szans u Leigh. Jest w ciąży. I to ze mną, więc nawet nie próbuj mi jej zabierać, bo wtedy pożałujesz. Narazie. - uśmiechnąłem się i wszedłem do domu.



_______________________________________________________________________________


Hejeczka ;) Co tam ciekawego  u moich mordek? Powiem Wam, że dziś śnił mi się ten imagin, stąd pomysł na niego .. :) :) A Wam co dzisiaj się śniło? Piszcie w komentarzach. I oczywiście piszcie, czy podobał Wam się dzisiejszy imagin. Pozdrawiam :* :)

sobota, 20 czerwca 2015

Imagin o Leigh - Anne

                                                          ROZDZIAŁ 17

Rozpłakałam się. Płakałam jak male dziecko. Rzuciłam się z płaczem na podłogę. Zaczęłam uderzać o nią swoimi zaciśniętymi dłońmi.
- Córeczko, przepraszam, że cię wcześniej jakoś do tego nie przygotowaliśmy, ale nie było okazji. Powiedziała mama. Rozpłakali się obydwoje.
- Dlaczego?! - krzyczałam. Rozmawiałam z Bogiem - Dlaczego ty mi to robisz? Co ja tobie takiego zrobiłam?! Chodzę do kościoła, wierze w ciebie a ty mi się tak odpłacasz? - ryczałam wyciągając ręce ku górze.
- Przepraszam.. - rzuciła mama w moim kierunku.
- Ty mnie nie masz za co przepraszać, to nie twoja wina - odpowiedziałam nie zwracając uwagi na to, co mówię. - Ile czasu Ci pozostało? - Beczałam.
- 3 miesiące.
Już nic nie odpowiedziałam, tylko rzuciłam się jej na szyję.
- P-puść mnie.. - wyszeptała z trudnością w głosie. Już nie płakała.
- Nie, bo cię kocham!
- Kochanie, nie musisz płakać.
- Jak to nie muszę?! Jesteś moją mamą i za 3 miesiące umrzesz, mam się z tego cieszyć? Skakać z radości? - tym razem i ona się rozpłakała.. Tato płakał cały czas.
- Nie chodzi o to, przecież masz jeszcze tatę. Dacie sobie radę.
- No jasne. - powiedziałam sarkastycznie. - Widzisz jak sobie tato daje rade? Spójrz na niego. - Tato siedział na podłodze po turecku, twarz schował w dłonie i bujał się to do przodu, to do tyłu.
- Kochanie. Będziecie musieli.
- Tak, no pewnie.. - Mówiłam cały czas z sarkazmem.
Źle się poczułam. Pobiegłam szybko do łazienki i zwróciłam dzisiejsze śniadanie.
- Co się dzieje? - szepnęłam do siebie. Już nie płakałam, bo co mi to da...
Przypomniało mi się, że 2 dni temu powinnam dostać miesiączkę, a nie dostałam.
Wróciłam do pokoju moich rodziców.
- Zaraz wracam. - wzięłam torbę i poszłam do apteki. Coś mnie natchnęło i kupiłam test ciążowy. Poszłam do najbliższej toalety go zrobić.








- O nie.. - szepnęłam..


_________________________________________________________________________________



Siemanoo :* Chcielibyście, żeby ona była w ciąży? Bo ja jestem w rozsypce.. xD :D Pomocy.. Piszcie w komentarzach, czy chcielibyście. Ja już lecę, i przepraszam, że tak długo mnie nie było..

/ Leigh x

środa, 22 kwietnia 2015

Imagin o Leigh - Anne.

                                               ROZDZIAŁ 16

- Kochanie zaczekaj! - krzyknął, złapał mnie za łokieć i przyciągnął do siebie. - Posłuchaj! Masz mnie i bez względu na to co się stanie zawsze, ale to zawsze będę przy Tobie - dotknął swoimi ciepłymi dłońmi moich policzków. Delikatnie mnie pocałował. Odwzajemniłam pocałunek. Oparłam czoło o jego brodę i objęłam go w pasie. Łza spłynęła mi po policzku.
- Dziękuję, że jesteś, ale rozumiesz? Jeszcze niedawno z nim byłam, przez dwa lata. To jednak coś...- odpowiedziałam.
- Rozumiem. - powiedział. Rozpłakałam się. - Ale ciiii... - głaskał mnie po włosach. - Już ciichutko...-Złapał mnie za ramiona. - Przestań płakać! - Otarłam łzy. -  Co chcesz teraz zrobić? Pojedziemy do domu? Do kina? Czy może do teatru?
- Do kina.
- Na jaki film?
- Nie wiem, Ty coś wybierz.
- Dobrze. Pojedziemy na Justina Biebera.
Uśmiechnęłam się.
- Byłam na tym.
- No to na co pojedziemy?
- Na film romantyczny?
- No dobrze, jak chcesz. - Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę drzwi. Odwrócił się do Jordana. Spojrzał na niego groźnym spojrzeniem i znów przed siebie.

Gdy dotarliśmy do kina okazało się, że w tym dniu grali bardzo fajny film, ale nie było już miejsc, więc postanowiliśmy pójść na lody.

*W samochodzie*
- Nic mi się nie chcę - wierciłam się na siedzeniu - jestem zmęczona.
- No to weźmiemy lody i pojedziemy do domku, okej? - zaproponował.
- No okej.

*W domu*
- Pójdę się położyć na górę. Idziesz ze mną? - powiedziałam.
- Nie. Zostanę tutaj.
- Jak chcesz. Dobranoc - ziewnęłam wchodząc po schodach.
- Dobranoc! - krzyknął.

Natychmiast zasnęłam. Gdy się obudziłam było już rano. Zeszłam na dół po schodach. Conor spał jak suseł na kanapie. Podeszłam do blatu w kuchni i wyciągnęłam rękę po telefon. Miałam wiele nieodebranych połączeń od mamy i od taty, i wiadomość od mamy. W treści było napisane: "Córeczko! Przyjedź do mnie jak najszybciej! To bardzo ważne! ". Ubrałam się, ogarnęłam w łazience i zjadłam śniadanie. Napisałam kartkę dla Conora: "Jestem u mamy. Podobno to ważne. Jak coś to dzwoń. Kocham Cię. -Leigh x ". Wzięłam kluczyki od samochodu i najszybciej jak mogłam przyjechałam do rodziców. Siedzieli oby dwoje na kanapie, trzymali się za ręce i byli bardzo przybici. Tata nawet chyba płakał.
- Cześć - rzuciłam. - Co się dzieje? Co wszyscy tacy smutni?
- Córeczko .. Wiem, że powinnam cię na to przygotować, ale jesteś już duża i powinnaś to zrozumieć.,,
- Ale o co chodzi? - zaniepokoiłam się.
- Mam raka. - odpowiedziała mama....


________________________________________________________________________________

Elo, elo.. Dzisiaj zmienię wizerunek bloga, bo jest za nudno .. xD
A co do imagina to piszcie w komentarzach, czy wam się podobał, bo nie wiem, czy ktoś to w ogóle czyta.. :)

/ Leigh x

wtorek, 3 marca 2015

Imagin o Leigh - Anne.

                                                ROZDZIAŁ 15

- Słuchaj, a może warto by było wezwać pogotowie? - powiedziałam po krótkiej chwili namysłu.
- Eee, tam poradzi sobie.... -  odpowiedział.
- No jak chcesz. To Twój ojciec, nie mój.
- No właśnie - mówił, ale widać było, że nadal jest zdenerwowany. A kto by nie był, po takiej akcji - Ale jak on mi mógł coś takiego zrobić? - zaśmiałam się. - Z czego się śmiejesz - spojrzał na mnie poważnie.
-  Naprawdę myślisz, że bym mogła z nim być?
Tym razem i on się zaśmiał.
- No fakt. - uśmiechnięci usiedliśmy na kanapie. - a może jednak zadzwoń po te pogotowie.
- Dobrze. Wyciągnęłam rękę przed siebie, aby chwycić komórkę w rękę. Kiedy już to zrobiłam wybrałam numer pogotowia ratunkowego.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Dzień dobry. Tu pogotowie ratunkowe, w czym mogę pomóc?
Tu opowiedziałam jej całą historię, podałam swój adres i za niecałe 10 minut byli już na miejscu.
Conor wyszedł na dwór, a ja zostałam w domu. Za chwilę z powrotem przyszedł.
- No i jak? - zapytałam
- Zabrali go. Podobno ma krwotok. - powiedział.
- No i dobrze mu tak. Nie podrywa się dziewczyny jego syna. - zaśmiałam się.
Conor też się śmiał.
- Ale nudy - powiedział.
- Wiem!! - krzyknęłam.
- Co takiego?
- Pojedziemy na zakupy? - poprosiłam grzecznie.
- No dobra, pakuj się i wsiadaj do samochodu.
- Yey! - przytuliłam go i pobiegłam do pokoju się ogarnąć i spakować.
Po 15 minutach byłam gotowa do wyjazdu.
Wsiadłam do samochodu. Kiedy byliśmy w centrum cały czas szlimśmy w jednym kierunku,ale nagle Conor złapał mnie za przedramienie i odwrócił mnie w przeciwnym kierunku.
- Conor puść mnie! - krzyczałam.
- Cicho!! Nie gadaj, tylko chodź!
- Kto tam jest, że mnie próbujesz tak osłaniać?
- Nikt, po prostu chodź!
Odwróciłam się gwałtownie i ustałam w miejscu patrząc na Jordana obejmującego jakąś kobietę w pasie. Było mi bardzo przykro. Wybiegłam ze sklepu, a Conor za mną.


_______________________________________________________________________________


Siemaa:** Przepraszam za nie dodawanie ostatnio imaginów. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Dobra.. Do rzeczy.. Mówicie ludziom o naszym blogu, bo nikt go nie czyta!!! Mamy bardzo mało wyświetleń jak na bloga, który ma już rok, czy dwa... Więc proszę was, mówcie o nas.. !!

/ Leigh x

wtorek, 3 lutego 2015

Imagin o Leigh - Anne.

                                               ROZDZIAŁ 14

Gdy tylko dojechaliśmy do mojego domu od razu pobiegłam na górę, żeby się przebrać. Ta sukienka była zbyt kosztowna, do codziennej pracy. Conor oczywiście poszedł za mną. Wyciągnęłam z szafy takie ubrania:


Pobiegłam do łazienki i szybko się przebrałam. Conor czekał na mnie na dole.
- Przepraszam, ale musiałam się przebrać, żeby jej nie pobrudzić.
- No okej, okej... - uśmiechnął się lekko. Szłam w jego kierunku. Zatrzymałam się dosłownie przed jego twarzą, a on złapał mnie w talii, przyciągnął do siebie i pocałował.
- Kocham cię. - powiedział odsuwając jego wargi od moich.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam z ulgą.
Conor usiadł na kanapie, a ja położyłam się tak, że miałam swoją głowę na jego kolanach. Mój chłopak włączył jakiś film, bo wiedział, że lubię oglądać z nim takie rzeczy. Jednak nie mogłam się skupić, ponieważ przez moją myśl cały czas biegł tata Conora. Nie wiem o co mu chodzi. Spodobałam mu się, czy co? Rozmawiac o tym z Conorem, czy zostawić to na później? Nie wiedziałam, co robić. W końcu podjęłam decyzję. Powiem Conorowi. Powinien wiedzieć.
- Conor... - powiedziałam i potrząsnęłam moimi rękami jego kolana. Usiadłam obok niego. Conor zciszył telewizor.
- Słucham? - spojrzał na mnie.
- Muszę cio o czymś powiedzieć...
- Ale o co chodzi?
- Chodzi o twojego tatę... - spojrzał na mnie badawczo. - W tej restauracji był dla mnie bardzo miły i w ogóle...
- Tak... Mój tata jest bardzo miły i bardzo często się zakochuje, pomimo to, że ma żonę czasem przyprowadza do domu jakieś dziewczyny...
- Twój tata puszczał mi oczka, cały czas na mnie patrzał i uśmiechał się do mnie. Raz nawet mi buziaka wysłał... - nie wiem czy to powinnam mówić...
- Cooo? - Conor wstał. - Wiedziałem, że jest kochliwy, ale, żeby przy własnej żonie podrywać dziewczynę swojego syna, to już gruba przesada. Wcale się nie dziwię, że mama się od niego wyprowadziła...
- Co? Nie mieszkają razem?
- Nie. I teraz od 2 lat pierwszy raz się zobaczyli na oczy. Chciałem naprawić ich małżeństwo, ale najwyraźniej się nie udało... - Zasmuciłam się. Było mi bardzo szkoda jego mamy. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Oboje się trochę przestraszyliśmy, nie powiem, że nie. Wstałam z kanapy i ruszyłam w stronę . Conor podążył moim śladem. Gdy bardzo ostrożnie otworzyłam drzwi zauważyłam pana Mike Collins'a z różami w ręku.
- Dzień dobry. - ukłonił się. Byłam przestraszona. Ale na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Zerknęłam na Conora. Miałam minę "pomóż" . Conor natychmiast wkroczył do akcji.
- Słuchaj ojciec! Wiedziałem, że jesteś chamski, ale nie wiedziałem, że aż tak bardzo. Zabierać dziewczynę swojemu synowi, to już szczyt wszystkiego. Wolę nie mieć ojca, niż mieć takiego jakim jesteś ty! - krzyknął mu prosto w twarz. Zaraz później jego spocona pięść wylądowała u pana Mika na nosie. Jego tata się przewrócił a Conor tylko zamknął za nim drzwi.


_____________________________________________________________________________

Siemano. Wiem, że długo ... znowu ... nie dodawałam imaginów, ale nie miałam po prostu czasu. Niedawno dopiero wyszłam ze szpitala... Ale już jestem i postaram się dodać następny jakoś niedługo. :)

/ Leigh x

sobota, 31 stycznia 2015

Imagin o Jesy.

                                                    ROZDZIAŁ 4

Rozmawialiśmy jeszcze chwilę. Później Jordan wyszedł. Położyłam się spać, ale nie mogłam zasnąć, ponieważ cały czas myślałam o Michaelu, i o naszym zerwaniu. W końcu wzięłam tabletki nasenne, i natychmiast zasnęłam. Gdy rano się obudziłam, stał nade mną lekarz.
- Dzień dobry Pani Nelson. Jak minęła noc?
- Dzień dobry Panie doktorze. Na początku nie mogłam spać, ale później odwróciłam się na drugi bok i zasnęłam.
- To dobrze. - uśmiechnął się. Odwzajemniłam uśmiech. - Wszystkie badania wyszły pozytywnie, więc dziś może Pani wyjść ze szpitala.
- Naprawdę? - zapytałam poważnie.
- Tak. - uśmiechnął się lekarz i wyszedł.
Chwilę poleżałam i zaraz usłyszałam dziwne dźwięki. Wyszłam na korytarz i zobaczyłam Michaela i Jordana, wrzeszczących na siebie. Ustałam między nimi i ich uspokoiłam. Zaraz Michael wyszedł ze szpitala, a ja wróciłam na łóżko. Jordan przyszedł po mnie, aby pójść do domu. Najwyraźniej ktoś Mu już powiedział wcześniej. Lekarz przygotował wypis, a ja się spakowałam. Gdy wyszliśmy Jordan zabrał mnie na zakupy. Kupiłam to:


Te zakupy od razu poprawiły Mi humor. Gdy wróciliśmy do mojego domu, czekali tam na mnie Moi rodzice z uśmiechniętymi twarzami, co nie zdarza się im zbyt często. Przytuliłam ich, i powiedziałam:
- Czześć. A co wy tu robicie?
- Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę. - spojrzałam na nich z niedowierzaniem, a później na Jordana, który stał obok mnie.
- A co to za niespodzianka? - powiedziałam z uśmiechem. Rodzice wyjęli z mamy torby kluczyki do samochodu.
- To dla mnie? - byłam zszokowana, ponieważ rodzice nigdy nie robili mi takich prezentów. - A z jakiej to okazji?
- Bez okazji. - Mama uśmiechnęła się do mnie i podała mi kluczyki. Mocno ją przytuliłam i powiedziałam:
- Dziękuje! Dziękuje!
- Mamy jeszcze jedną niespodziankę. - powiedział tato. - Co ty na to, aby Jordan u ciebie zamieszkał?? - zatkało mnie...


_______________________________________________________________________________


Hej, hej. Przepraszam Was bardzo, za to, że nie pisałam imaginów... Przez ponad pół roku. Bardzo mi wstyd... Ale wiecie... szkoła, nauka i to wszystko, i po prosu nie miałam czasu... Naprawdę przepraszam... Teraz będę starała się dodawać te imaginy częściej...

  Jak się podobało piszcie w komentarzach.  
       
/ Jesy xx.