Siema, siema :*
Jak wiecie Jade ma dzisiaj urodzinki więc podam wam jej Ask'a, piszcie jej urodzinowe życzenia: http://ask.fm/AskToJadeAmeliaBadwi
Kocham Was!! <3 !
/ Jade
piątek, 26 grudnia 2014
czwartek, 18 grudnia 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 13
Weszliśmy do eleganckiej restauracji. Wszędzie były powieszone ozdoby. Rozglądałam się po knajpie. Ujrzałam moich rodziców siedzących obok pewnej pary, podejrzewam, że byli to rodzice Conora. Nie byli zachwyceni moim widokiem, zwłaszcza tata.
- Nie mówiłeś, że moi rodzice też tu będą. - powiedziałam do niego trzymając go za rękę.
- Wyluzuj - puścił mi oczko.
Puścił moją rękę i szedł w kierunku stołu, przy którym siedzieli nasi rodzice. Westchnęłam, ale natychmiast ruszyłam jego śladem.
Conor odsunął mi krzesło obok siebie. Usiadłam. Usiadł obok mnie.
- Dzień dobry Państwu. - przedstawiłam się rodzicom Conora. Wstałam i podałam im moją prawą dłoń. Najpierw jego mamie, a później jego tacie. - Leigh-Anne Pinnock.
- Isabella Collins. Miło mi panią poznać. - również podała mi rękę, wstając. Usiadła. - A to jest mój mąż, Mike Collins.
- Mi również jest bardzo miło Cię poznać. - puścił mi oczko. Nie wiedziałam, za bardzo, o co chodzi, dlatego zrobiłam minę zdziwienia, a on się zaśmiał. W tym czasie Conor zapoznał się z moimi rodzicami.
Do końca obiadu nie wiedziałam, o co chodzi ... Pan Collins cały czas się do mnie uśmiechał, patrzył na mnie, puszczał mi oczka ... Jego żona cały wieczór była smutna, myślę, zę to właśnie z tego powodu. Jak tylko wyszliśmy zapytałam się Conora, czy z jego tatą jest wszystko w porządku.
- Tak, dlaczego myślisz, że nie jest? To naprawdę porządny facet... - odpowiedział...
Głupia byłam, i mu uwierzyłam ... to był najgorszy błąd jaki mogłam popełnić w życiu...
________________________________________________________________________________
Ho Ho Ho ... Siemano Mordki ... Już święta... Więc po pierwsze chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze ... Zdrówka, szczęścia, i miłości i w ogóle wszystkiego co najlepsze... Znowu was przepraszam, że długo nie dodawałam tych imaginów i wgl. Ale rozumiecie? Szkoła, nauka, szkoła ... Ale teraz przerwa świąteczna, więc postaram się napisać coś więcej... Wesołych Świąt Jeszcze Raz Kochani...
/ Leigh x
Weszliśmy do eleganckiej restauracji. Wszędzie były powieszone ozdoby. Rozglądałam się po knajpie. Ujrzałam moich rodziców siedzących obok pewnej pary, podejrzewam, że byli to rodzice Conora. Nie byli zachwyceni moim widokiem, zwłaszcza tata.
- Nie mówiłeś, że moi rodzice też tu będą. - powiedziałam do niego trzymając go za rękę.
- Wyluzuj - puścił mi oczko.
Puścił moją rękę i szedł w kierunku stołu, przy którym siedzieli nasi rodzice. Westchnęłam, ale natychmiast ruszyłam jego śladem.
Conor odsunął mi krzesło obok siebie. Usiadłam. Usiadł obok mnie.
- Dzień dobry Państwu. - przedstawiłam się rodzicom Conora. Wstałam i podałam im moją prawą dłoń. Najpierw jego mamie, a później jego tacie. - Leigh-Anne Pinnock.
- Isabella Collins. Miło mi panią poznać. - również podała mi rękę, wstając. Usiadła. - A to jest mój mąż, Mike Collins.
- Mi również jest bardzo miło Cię poznać. - puścił mi oczko. Nie wiedziałam, za bardzo, o co chodzi, dlatego zrobiłam minę zdziwienia, a on się zaśmiał. W tym czasie Conor zapoznał się z moimi rodzicami.
Do końca obiadu nie wiedziałam, o co chodzi ... Pan Collins cały czas się do mnie uśmiechał, patrzył na mnie, puszczał mi oczka ... Jego żona cały wieczór była smutna, myślę, zę to właśnie z tego powodu. Jak tylko wyszliśmy zapytałam się Conora, czy z jego tatą jest wszystko w porządku.
- Tak, dlaczego myślisz, że nie jest? To naprawdę porządny facet... - odpowiedział...
Głupia byłam, i mu uwierzyłam ... to był najgorszy błąd jaki mogłam popełnić w życiu...
________________________________________________________________________________
Ho Ho Ho ... Siemano Mordki ... Już święta... Więc po pierwsze chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze ... Zdrówka, szczęścia, i miłości i w ogóle wszystkiego co najlepsze... Znowu was przepraszam, że długo nie dodawałam tych imaginów i wgl. Ale rozumiecie? Szkoła, nauka, szkoła ... Ale teraz przerwa świąteczna, więc postaram się napisać coś więcej... Wesołych Świąt Jeszcze Raz Kochani...
/ Leigh x
poniedziałek, 18 sierpnia 2014
Imagin o Leigh-Anne.
Rozdział 12
Wstałam gdzieś tak o 10.30. Conor krzątał się po kuchni w bardzo ładnym ubraniu. Usiadłam na kanapie i ziewnęłam wyciągając w górę ręce. Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Dzień dobry, Kochanie - uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaspana.
- Jak ci minęła noc?
- Moze byc, ale tata o siodmej rano przyszedl i chcial cie poznac.
- No to super - odpowiedzial z usmeichem na twarzy. Spojrzalam na niego niedowierzajaco.
- Wcale nie super. Skad on wie, ze jestes ze mna?
- No nie wiem, kazdy mogl mu to powiedziec.
- Tak, ale ja mysle ze to Jordan. Z reszta oboje wiemy, ze to on.
Polozylam sie i zamknelam oczy.
- Wstawaj! - krzyknal - Zrobilem ci sniadanie, ale jedz je szybko, bo o 14.00 idziemy do restauracji.
- Dobrze. A co na sniadanie?
- Zrobilem ci tosty.
- Dziekuje. A po co idziemy do restauracji i do jakiej.
- Do pobliskiej na obiad.
Szybko wstalam, zjadlam sniadanie i poszlam na gore do mojego pokoju. Zobaczylam przesliczna sukienke lezaca na moim lozku. Bylam taka zachwycona ze zaniemowilam z wrazenia.
- Podoba ci sie? - spytal glos za moimi plecami. Stal tam Conor.
- Jest przesliczna. - rzucilam mu sie na szyje. - Dziekuje, ale po co?
- Bo idziemy na obiad, który zjemy razem z moimi rodzicami.
- Jest przepiekna, jeszcze raz dziekuje. - pocalowalam go.
- Nie dziekuj mi, tylko idz sie w nia ubierz.
- Dobrze. - powiedzialam z usmeichem na twarzy.
Poszlam do lazienki i ubralam sie w sukienke, ktora dostalam od Conora, konkretniej w nia:
i poprawiłam makijaż. Kiedy wyszliśmy z domu byłam bardzo zestresowana, ale dałam radę.
____________________________________________________________________________
/ Leigh x
Wstałam gdzieś tak o 10.30. Conor krzątał się po kuchni w bardzo ładnym ubraniu. Usiadłam na kanapie i ziewnęłam wyciągając w górę ręce. Spojrzałam na niego, a on na mnie.
- Dzień dobry, Kochanie - uśmiechnął się do mnie.
- Dzień dobry - odpowiedziałam zaspana.
- Jak ci minęła noc?
- Moze byc, ale tata o siodmej rano przyszedl i chcial cie poznac.
- No to super - odpowiedzial z usmeichem na twarzy. Spojrzalam na niego niedowierzajaco.
- Wcale nie super. Skad on wie, ze jestes ze mna?
- No nie wiem, kazdy mogl mu to powiedziec.
- Tak, ale ja mysle ze to Jordan. Z reszta oboje wiemy, ze to on.
Polozylam sie i zamknelam oczy.
- Wstawaj! - krzyknal - Zrobilem ci sniadanie, ale jedz je szybko, bo o 14.00 idziemy do restauracji.
- Dobrze. A co na sniadanie?
- Zrobilem ci tosty.
- Dziekuje. A po co idziemy do restauracji i do jakiej.
- Do pobliskiej na obiad.
Szybko wstalam, zjadlam sniadanie i poszlam na gore do mojego pokoju. Zobaczylam przesliczna sukienke lezaca na moim lozku. Bylam taka zachwycona ze zaniemowilam z wrazenia.
- Podoba ci sie? - spytal glos za moimi plecami. Stal tam Conor.
- Jest przesliczna. - rzucilam mu sie na szyje. - Dziekuje, ale po co?
- Bo idziemy na obiad, który zjemy razem z moimi rodzicami.
- Jest przepiekna, jeszcze raz dziekuje. - pocalowalam go.
- Nie dziekuj mi, tylko idz sie w nia ubierz.
- Dobrze. - powiedzialam z usmeichem na twarzy.
Poszlam do lazienki i ubralam sie w sukienke, ktora dostalam od Conora, konkretniej w nia:
i poprawiłam makijaż. Kiedy wyszliśmy z domu byłam bardzo zestresowana, ale dałam radę.
____________________________________________________________________________
/ Leigh x
niedziela, 22 czerwca 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 11
Po powrocie do domu, bo kazałam Conorowi mnie zawieść, szybko się przebrałam i pojechałam do pralni oddać do niej moją mokra sukienkę. Nie chciałam sama eksperymentować, bo jeszcze by coś nie wyszło. Ubrałam się w to:
Po oddaniu sukienki wróciłam do domu. Zabrałam się za robienie naleśników. Zrobiłam tak gdzieś z 15 a wcale nie byłam taka głodna, więc zaprosiłam Conora, żeby mi pomógł je jeść. Ja zjadłam 4 a Conor 5, więc i tak jeszcze trochę zostało. Po tym poszłam na górę i wzięłam prysznic. Po umyciu się poszłam do pokoju po film "Saga Zmierzch: zaćmienie". Obejrzałam go z Conorem cały. Oczy mi się mrużyły, ale Conor nie pozwolił mi iść spać, co chwila coś gadał.
- Przestań gadać, chce iść spać. - powiedziałam z uśmieszkiem i usiadłam mu na kolana, po czym szybko z nich zeszłam.
- Ej! - odpowiedział
- Co " Ej" ?
- A buziak na dobranoc?
Usiadłam na niego jeszcze raz i dałam mu bardzo namiętnego buziaka, który trwał chyba z 2 minuty.
Położyliśmy się razem i zasnęliśmy na kanapie.
Bardzo wcześnie rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Conor spał, więc mu nie przeszkadzałam i sama je otworzyłam. Był to mój tata oczywiście w garniturze i dobrze wyspany.
- Co chcesz? - spytałam ziewając.
- Chcę poznać Twojego chłopaka. - odpowiedział
- O 7 rano?
- A o której? Zaraz idę do pracy.
- Ta/ No to przyjdziesz po pracy. - zatrzasnęłam mu drzwi przed oczami na klucz i położyłam się znów spać, lecz Conor się obudził.
- Co się stało Kochanie? - Zapytał ze zdziwieniem nie otwierając oczu i mnie przytulił.
- Nic. Później Ci powiem, a teraz śpij. - wtuliłam się w niego, a on we mnie.
"Zaraz... skąd mój tata wie o Conorze?" zadałam sobie te pytanie, ale nie próbowałam sobie na nie odpowiedzieć tylko od razu zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Sorka, że tak długo mnei nie było ale nie miałam weny i nie chciało mi się pisać. PROSZĘ, KOMENTUJCIE CZYTAJCIE I RÓBCIE COKOLWIEK. Z góry dziękuję. <3 ;**
/ Leigh x
Po powrocie do domu, bo kazałam Conorowi mnie zawieść, szybko się przebrałam i pojechałam do pralni oddać do niej moją mokra sukienkę. Nie chciałam sama eksperymentować, bo jeszcze by coś nie wyszło. Ubrałam się w to:
Po oddaniu sukienki wróciłam do domu. Zabrałam się za robienie naleśników. Zrobiłam tak gdzieś z 15 a wcale nie byłam taka głodna, więc zaprosiłam Conora, żeby mi pomógł je jeść. Ja zjadłam 4 a Conor 5, więc i tak jeszcze trochę zostało. Po tym poszłam na górę i wzięłam prysznic. Po umyciu się poszłam do pokoju po film "Saga Zmierzch: zaćmienie". Obejrzałam go z Conorem cały. Oczy mi się mrużyły, ale Conor nie pozwolił mi iść spać, co chwila coś gadał.
- Przestań gadać, chce iść spać. - powiedziałam z uśmieszkiem i usiadłam mu na kolana, po czym szybko z nich zeszłam.
- Ej! - odpowiedział
- Co " Ej" ?
- A buziak na dobranoc?
Usiadłam na niego jeszcze raz i dałam mu bardzo namiętnego buziaka, który trwał chyba z 2 minuty.
Położyliśmy się razem i zasnęliśmy na kanapie.
Bardzo wcześnie rano obudziło mnie pukanie do drzwi. Conor spał, więc mu nie przeszkadzałam i sama je otworzyłam. Był to mój tata oczywiście w garniturze i dobrze wyspany.
- Co chcesz? - spytałam ziewając.
- Chcę poznać Twojego chłopaka. - odpowiedział
- O 7 rano?
- A o której? Zaraz idę do pracy.
- Ta/ No to przyjdziesz po pracy. - zatrzasnęłam mu drzwi przed oczami na klucz i położyłam się znów spać, lecz Conor się obudził.
- Co się stało Kochanie? - Zapytał ze zdziwieniem nie otwierając oczu i mnie przytulił.
- Nic. Później Ci powiem, a teraz śpij. - wtuliłam się w niego, a on we mnie.
"Zaraz... skąd mój tata wie o Conorze?" zadałam sobie te pytanie, ale nie próbowałam sobie na nie odpowiedzieć tylko od razu zasnęłam.
_________________________________________________________________________________
Sorka, że tak długo mnei nie było ale nie miałam weny i nie chciało mi się pisać. PROSZĘ, KOMENTUJCIE CZYTAJCIE I RÓBCIE COKOLWIEK. Z góry dziękuję. <3 ;**
/ Leigh x
piątek, 23 maja 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 10
Byłam wtedy wkurzona na maxa. Ale cóż zrobić?! Przecież takie jest życie. Nic nie poradzę. Trzeba to jakoś przeżyć. Poszłam na górę. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam od razu poszłam pod prysznic. Siedziałam tam ze dwie godziny. Później się umalowałam i tak dalej... Po ogarnięciu się wyszłam na miasto. Zaszłam do kilku sklepów. Kupiłam piękną sukienkę, w której od razu wyszłam ze sklepu i cudowne buty. Byłam ubrana mniej więcej tak:
Wyszłam tak ubrana już na miasto, a wszystko razem kosztowało około 900 złotych. Sama sukienka kosztowała ok. 500 zł. a buty ok. 400. Wiem, że to było drogie ale jednak opłacało się. Tylko uważałam, żeby się nie przewrócić, bo padał deszcz i było trochę ślisko. Po dojściu do domu wzięłam ze stołu torebkę,
w której miałam trochę kasy, kartę kredytową i telefon. Poszłam do restauracji. Zjadłam pyszny obiad, za które zapłaciłam ponad 50 złotych. Przestał padać deszcz. Była już godzina 14.30, a na tę właśnie godzinę byłam umówiona z Conorem, więc zapłaciłam, wzięłam gumę do żucia do buzi i wyszłam. Gdy dojechałam do domu Conora była godzina 14.45, ale nie był na mnie zły za spóźnienie. Siedzieliśmy, gadaliśmy i popijaliśmy kawę. Nie wiedziałam, ze ktoś nas podgląda i podsłuchuje, ale czułam się szpiegowana. W końcu zobaczyłam Jordana za oknem jak coś pije i się śmieje.
- Przepraszam, zaraz wrócę. - powiedziałam i wyszłam.
- Dobrze, wracaj szybko. - zaśmiał się i napił kawy.
Podeszłam wkurzona do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam Jordana.
- Hej - powiedział i pomachał mi chociaż stałam obok niego.
- Hej? Teraz mi mówisz hej? Nie chce z tobą rozmawiać, chcę ci tylko uświadomić, że masz się nie wtrącać w moje życie! Jasne??
Jordan spojrzał na mnie jakby chciał mnie zaraz zabić. Ale nie zabił tylko wylał całą swoją kawę na moją sukienkę. Teraz myślałam, że to ja go zabiję, wkleiłam w jego włosy postawione na żel dobrze wyrzutą gumę.
- Nie ma sprawy - powiedziałam i uśmiechnęłam się - A teraz dawaj mi tu 9 stów.
- Co? Za co? - odpowiedział ze zdziwieniem.
- Za sukienkę! - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hejo. Sorka, że nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu i ochoty. Ale jak widzicie już jestem i to na długo. Dziękuje wam, za ponad 230 wyświetleń. Mam nadzieję, że ich liczba będzie dalej wzrastała. Ja już lecę. Do zobaczenia jutro!
/ Leigh x
Byłam wtedy wkurzona na maxa. Ale cóż zrobić?! Przecież takie jest życie. Nic nie poradzę. Trzeba to jakoś przeżyć. Poszłam na górę. Zasnęłam.
Gdy się obudziłam od razu poszłam pod prysznic. Siedziałam tam ze dwie godziny. Później się umalowałam i tak dalej... Po ogarnięciu się wyszłam na miasto. Zaszłam do kilku sklepów. Kupiłam piękną sukienkę, w której od razu wyszłam ze sklepu i cudowne buty. Byłam ubrana mniej więcej tak:
- Przepraszam, zaraz wrócę. - powiedziałam i wyszłam.
- Dobrze, wracaj szybko. - zaśmiał się i napił kawy.
Podeszłam wkurzona do drzwi, otworzyłam je i zobaczyłam Jordana.
- Hej - powiedział i pomachał mi chociaż stałam obok niego.
- Hej? Teraz mi mówisz hej? Nie chce z tobą rozmawiać, chcę ci tylko uświadomić, że masz się nie wtrącać w moje życie! Jasne??
Jordan spojrzał na mnie jakby chciał mnie zaraz zabić. Ale nie zabił tylko wylał całą swoją kawę na moją sukienkę. Teraz myślałam, że to ja go zabiję, wkleiłam w jego włosy postawione na żel dobrze wyrzutą gumę.
- Nie ma sprawy - powiedziałam i uśmiechnęłam się - A teraz dawaj mi tu 9 stów.
- Co? Za co? - odpowiedział ze zdziwieniem.
- Za sukienkę! - trzasnęłam mu drzwiami przed nosem.
_________________________________________________________________________________
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Hejo. Sorka, że nic nie dodawałam, ale nie miałam czasu i ochoty. Ale jak widzicie już jestem i to na długo. Dziękuje wam, za ponad 230 wyświetleń. Mam nadzieję, że ich liczba będzie dalej wzrastała. Ja już lecę. Do zobaczenia jutro!
/ Leigh x
niedziela, 11 maja 2014
Imagin o Leigh-Anne.
ROZDZIAŁ 9
Po wyjściu od Alice, udałam się do domu. Otworzyłam szafkę, wyjęłam kisiel wiśniowy, zrobiłam go i zjadłam. Nie mogłam przestać myśleć, jak on mógł to zrobić. Bić swoją dziewczyn? To już lekka przesada.
Jak mam mu to wytłumaczyć, skoro on nie chce nikogo słuchać. Ktoś zapukał do moich drzwi. Był to mój tata. Miał minę jakbym jego żonę zabiła.
- Coś ty zrobiła? - powiedział z rozpaczą.
- Ale o co ci chodzi? - odpowiedziałam. Nie wiedziałam o co chodzi.
- O to, że najpierw wynajmujesz jakiegoś brutala, żeby pobił Jordana, a później bijesz jakiegoś chłopaka o imieniu Conor.
Byłam zaskoczona i pewna, że to sprawka Jordana.
- Kto ci naopwiadał takich bzdur? - spytałam.
- Jordan, a co? - odpoweidział.
- Wiesz, że Jordan kłamie i próbuje zniszczyć mi życie, tylko dlatego, że nie chce być jego dziewczyną?!
- To nie prawda. Przyszedł do mnie i mi wszystko opowiedział. Płakał i mówił mi, że nie chcesz być jego dziewczyną, tylko nie wiem dlaczego.
- To ja już ci mówię dlaczego. Dlatego, że dowiedziałam się od jego byłej dziewczyny, że ją bił, i że, nie pozwalał jej wychodzić z domu.
- Jasne... pogadam o tym z Jordanem.
Trzasnął wyszedł i trzasnął drzwiami. Rozpłakałam się.
_____________________________________________________________________________
Proszę! O to i rozdział 91 Tada... i jak się podoba? Postaram się w tym tygodniu dodać następny imagin. Wczoraj nie dodałam, bo miałam za dużo obowiązków na głowie. I pamiętajcie... CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
/ Leigh x.
Po wyjściu od Alice, udałam się do domu. Otworzyłam szafkę, wyjęłam kisiel wiśniowy, zrobiłam go i zjadłam. Nie mogłam przestać myśleć, jak on mógł to zrobić. Bić swoją dziewczyn? To już lekka przesada.
Jak mam mu to wytłumaczyć, skoro on nie chce nikogo słuchać. Ktoś zapukał do moich drzwi. Był to mój tata. Miał minę jakbym jego żonę zabiła.
- Coś ty zrobiła? - powiedział z rozpaczą.
- Ale o co ci chodzi? - odpowiedziałam. Nie wiedziałam o co chodzi.
- O to, że najpierw wynajmujesz jakiegoś brutala, żeby pobił Jordana, a później bijesz jakiegoś chłopaka o imieniu Conor.
Byłam zaskoczona i pewna, że to sprawka Jordana.
- Kto ci naopwiadał takich bzdur? - spytałam.
- Jordan, a co? - odpoweidział.
- Wiesz, że Jordan kłamie i próbuje zniszczyć mi życie, tylko dlatego, że nie chce być jego dziewczyną?!
- To nie prawda. Przyszedł do mnie i mi wszystko opowiedział. Płakał i mówił mi, że nie chcesz być jego dziewczyną, tylko nie wiem dlaczego.
- To ja już ci mówię dlaczego. Dlatego, że dowiedziałam się od jego byłej dziewczyny, że ją bił, i że, nie pozwalał jej wychodzić z domu.
- Jasne... pogadam o tym z Jordanem.
Trzasnął wyszedł i trzasnął drzwiami. Rozpłakałam się.
_____________________________________________________________________________
Proszę! O to i rozdział 91 Tada... i jak się podoba? Postaram się w tym tygodniu dodać następny imagin. Wczoraj nie dodałam, bo miałam za dużo obowiązków na głowie. I pamiętajcie... CZYTASZ=KOMENTUJESZ!
/ Leigh x.
czwartek, 1 maja 2014
Imagin o Leigh-Anne
ROZDZIAŁ 8
Conora zabrała karetka. Kazali mi zostać w domu. Powiedzieli, że uderzenie było bardzo poważne i, że nie wiadomo, czy przeżyje. Martwiłam się całą noc. Szlochałam, tak, że nie wiem, czy mnie sąsiedzi nie słyszeli.
Nazajutrz pobiegłam do szpitala. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Conor żyje. Kamień spadł mi z serca. Myślałam, że to już koniec, ale nie.. całe szczęście. Niech ja tylko spotkam Jordana. Oj, nie długo on wyląduje w szpitalu... a ja na policji, znowu. Nie, to nie był dobry pomysł, żeby się mścić. Wiem, pogadam z Tą całą "Alice". Gdy wyszłam ze szpitala była godzina około 16:30. Pomyślałam, że o tej godzinie może być w domu, bo co ma robić, jak się rozstała z Jordanem. Wiedziałam gdzie mieszka, bo jakoś tak, kiedyś od czasu do czasu ją szpiegowałam, więc poszłam do jej domu, i nacisnęłam dzwonek. Po jakichś 5 minutach otworzyła.
- Cześć. Leigh?! - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Tak, cześć, Alice. - odpowiedziałam.
- Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszłam pogadać.
Odwróciła się i rozejrzała po domu.
- Ale ze mną?
- A widzisz tu kogoś innego?
- Yyyy.. nie.
- No właśnie.
- Więcccc, wejdź, proszę.
- Dzięki.
Weszłam. "Całkiem przytulne mieszkanko" - pomyślałam.
- Usiądźmy - ręką wskazała stolik, który stał w kuchni.
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - powiedziała.
- Masz kawę? - odpowiedziałam.
- Mam.
- To możesz zrobić.
Zrobiła kawę i wyjęła na stół ciasto z lodówki.
- Może masz ochotę?
- Nie, dziękuje.
Tak naprawdę miałam ochotę na to ciasto, ale nie przyszłam tutaj jeść, tylko poważnie porozmawiać.
Usiadła.
- Więęęc, po co tu tak właściwie przyszłaś? - powiedziała.
- Poważnie porozmawiać. - szybko powiedziałam.
- O czym?
- O Jordanie.
- Ojjj, powiedz, że ciebie tak nie biję i szarpie.
- Nie mnie, ale mojego chłopaka. Wylądował przez niego w szpitalu.
- Ale jak to? Pobił go?
- Nie. Wynajął faceta, który go prawie zabił.
- Ale żyje?
- Żyje, całe szczęście. Zaraz, zaraz. Ciebie też traktował tak brutalnie?
- Żeby to tylko mnie. Moich kolegów, koleżanki. Ale nie kazał nikomu mówić. Groził mi, że mnie zabije.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam przełamana na pół. Dosłownie, na pół.
- Widzisz? - powiedziała, wstała, odwróciła się do mnie plecami i podwinęła koszulkę. Miała pod nią mocne zadrapania i siniaki.
- Ojjj, i nie byłas z tym u lekarza? - byłam wstrząśnięta.
- Nie. Zabronił mi wychodzić z domu.
Byłam rozdarta. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Kurde. On powinien się naprawdę leczyć. Nie miałam pojęcia, dlaczego on to robił.
__________________________________________________________________________________
i jak?? Za bardzo nie wiedziałam kiedy zakońcczyć, ale jakoś się udało... chyba. No nie ważne. Dodałam w tym tygodniu, bo się strasznie nudziłam. Więęęccc c... piszcie w komentarzach, ajk mi poszło!
/ Leigh x
Conora zabrała karetka. Kazali mi zostać w domu. Powiedzieli, że uderzenie było bardzo poważne i, że nie wiadomo, czy przeżyje. Martwiłam się całą noc. Szlochałam, tak, że nie wiem, czy mnie sąsiedzi nie słyszeli.
Nazajutrz pobiegłam do szpitala. Chwilę porozmawiałam z lekarzem, powiedział, że Conor żyje. Kamień spadł mi z serca. Myślałam, że to już koniec, ale nie.. całe szczęście. Niech ja tylko spotkam Jordana. Oj, nie długo on wyląduje w szpitalu... a ja na policji, znowu. Nie, to nie był dobry pomysł, żeby się mścić. Wiem, pogadam z Tą całą "Alice". Gdy wyszłam ze szpitala była godzina około 16:30. Pomyślałam, że o tej godzinie może być w domu, bo co ma robić, jak się rozstała z Jordanem. Wiedziałam gdzie mieszka, bo jakoś tak, kiedyś od czasu do czasu ją szpiegowałam, więc poszłam do jej domu, i nacisnęłam dzwonek. Po jakichś 5 minutach otworzyła.
- Cześć. Leigh?! - powiedziała z uśmiechem na twarzy.
- Tak, cześć, Alice. - odpowiedziałam.
- Co ty tu właściwie robisz?
- Przyszłam pogadać.
Odwróciła się i rozejrzała po domu.
- Ale ze mną?
- A widzisz tu kogoś innego?
- Yyyy.. nie.
- No właśnie.
- Więcccc, wejdź, proszę.
- Dzięki.
Weszłam. "Całkiem przytulne mieszkanko" - pomyślałam.
- Usiądźmy - ręką wskazała stolik, który stał w kuchni.
Usiadłam.
- Napijesz się czegoś? - powiedziała.
- Masz kawę? - odpowiedziałam.
- Mam.
- To możesz zrobić.
Zrobiła kawę i wyjęła na stół ciasto z lodówki.
- Może masz ochotę?
- Nie, dziękuje.
Tak naprawdę miałam ochotę na to ciasto, ale nie przyszłam tutaj jeść, tylko poważnie porozmawiać.
Usiadła.
- Więęęc, po co tu tak właściwie przyszłaś? - powiedziała.
- Poważnie porozmawiać. - szybko powiedziałam.
- O czym?
- O Jordanie.
- Ojjj, powiedz, że ciebie tak nie biję i szarpie.
- Nie mnie, ale mojego chłopaka. Wylądował przez niego w szpitalu.
- Ale jak to? Pobił go?
- Nie. Wynajął faceta, który go prawie zabił.
- Ale żyje?
- Żyje, całe szczęście. Zaraz, zaraz. Ciebie też traktował tak brutalnie?
- Żeby to tylko mnie. Moich kolegów, koleżanki. Ale nie kazał nikomu mówić. Groził mi, że mnie zabije.
Nie wiedziałam co mam myśleć. Byłam przełamana na pół. Dosłownie, na pół.
- Widzisz? - powiedziała, wstała, odwróciła się do mnie plecami i podwinęła koszulkę. Miała pod nią mocne zadrapania i siniaki.
- Ojjj, i nie byłas z tym u lekarza? - byłam wstrząśnięta.
- Nie. Zabronił mi wychodzić z domu.
Byłam rozdarta. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Kurde. On powinien się naprawdę leczyć. Nie miałam pojęcia, dlaczego on to robił.
__________________________________________________________________________________
i jak?? Za bardzo nie wiedziałam kiedy zakońcczyć, ale jakoś się udało... chyba. No nie ważne. Dodałam w tym tygodniu, bo się strasznie nudziłam. Więęęccc c... piszcie w komentarzach, ajk mi poszło!
/ Leigh x
Subskrybuj:
Posty (Atom)




